Zamknij

Mikroplastik można znaleźć nawet we krwi. Naukowcy alarmują

28.03.2022
Aktualizacja: 28.03.2022 11:20

Plastik może być bardziej szkodliwy, niż myślmy. Szkodzi nie tylko planecie, ale również naszemu zdrowiu. Okazało się, że można go odkryć również w naszej krwi.

Mikroplastik we krwi
fot. Shutterstock

Drobinki plastiku (nanoplastik) przenikają do ludzkiej krwi. Naukowcy znaleźli je we krwi u niemal 80 proc. osób badanych. To bardzo niepokojące zjawisko – napisano w czasopiśmie "Environment International".

Plastik zagrożeniem dla planety

Pierwsze tworzywa sztuczne – parkesina i celuloid – wynaleziono w drugiej połowie XIX wieku, ale ich zastosowanie było ograniczone. Dopiero opracowanie bardziej opłacalnych metod syntezy materiałów, takich jak polistyren, polietylen czy polichlorek winylu, sprawiło, że w latach 50. tworzywa sztuczne zrewolucjonizowały rynek. Przez dziesięciolecia nikt nie dostrzegał wynikających z tego zagrożeń, nie tylko dla planety, ale również dla zdrowia.

Okazuje się, że 80 proc. wyprodukowanego plastiku trafia na wysypiska, a szacuje się, że globalna produkcja tworzyw sztucznych ma się zwiększyć dwukrotnie do roku 2040. To ogromne zagrożenie dla planety (tworzywa sztuczne rozkładają się od 100 do 1000 lat). Ale to nie jedyny problem. Okazuje się, że mikrodrobiny plastiku mają negatywny wpływ na nasze zdrowie, na przykład mikroplastik może dostać się do krwiobiegu.

Mkroplastik we krwi

Zespół prof. Dicka Vethaka z Vrije Universiteit Amsterdam w Hadze odkrył mikroplastik w ludzkiej krwi. Jego obecność stwierdzono u 17 z 22 badanych Holendrów (czyli w 77 proc. przypadków). Próbki krwi pobierano metalowymi igłami do szklanych strzykawek, aby uniknąć zanieczyszczenia plastikiem.

We krwi badanych wykryto polimer politereftalan etylenu (PET), używany do produkcji butelek na napoje, opakowań żywności i tkanin (było go najwięcej), a także polistyren, z którego robi się na przykład jednorazowe sztućce, miski i talerze oraz pojemniki na żywność, a także styropian (był na drugim miejscu). Trzecim co do częstości występowania we krwi okazał się polietylen, materiał na torby i torebki, folie czy butelki na detergenty. Poziom polipropylenu, używanego do produkcji pojemników na żywność czy dywaników łazienkowych był zbyt niski, by go dokładnie ocenić.

Ogólne stężenie cząstek plastiku we krwi dawcy wynosiło średnio 1,6 mikrograma, czyli jedną milionową grama. To niewiele, ale naukowcy szukali tylko kilku polimerów, a cząsteczki plastiku mogą mieć różne stężenia w różnych częściach ciała. Nie jest jasne, czy mikrodrobiny plastiku – lub jeszcze mniejsze cząstki zwane nanoplastikami – mogą szczególnie wpływać na mózg, układ pokarmowy i inne części ciała lub przyczynić się do rozwoju nowotworów. Pilnie potrzebne są dodatkowe, bardziej szczegółowe badania.

Mikroplastik w jedzeniu i wdychanym powietrzu

Mikrodrobiny plastiku powstają w wyniku rozpadu farb i wyrobów z tworzyw sztucznych, w tym przedmiotów jednorazowego użytku, takich jak plastikowe butelki czy folie opakowaniowe. Dopiero badania przeprowadzone w ciągu ostatnich kilku lat wykazały masową obecność mikro- i nanoplastiku (MNP) w środowisku (w tym w wodzie) oraz ich przenikanie do organizmów żywych czy żywności. Cząsteczki plastiku mogą dostać się do organizmu wraz z pokarmami, napojami czy wdychanym powietrzem.

Okazało się, że co tydzień wdychamy i spożywamy tyle mikroskopijnych kawałków plastiku, że można by z nich zrobić kartę kredytową. W dodatku poziom mikroplastiku jest 10 razy wyższy w odchodach niemowląt, niż w odchodach dorosłych, a są one bardziej wrażliwe na to zagrożenie. Plastik dostaje się do organizmów niemowląt zwłaszcza z plastikowych butelek do karmienia.

MNP przechodzące przez przewód pokarmowy zostały powiązane z zaburzeniem mikrobiomu jelitowego. Opisano kilka mechanizmów molekularnych ułatwiających wchłanianie przez tkankę MNP, które następnie biorą udział w lokalnych reakcjach zapalnych i immunologicznych. Mikro- i nanoplastiki mogą także działać jako potencjalne transportery („wektory”) zanieczyszczeń oraz jako chemosensybilizatory substancji toksycznych („efekt konia trojańskiego”).

Źródło: PAP Paweł Wernicki