"Nowa strategia walki z COVID-19 to absurd". Lekarze krytykują nowe wytyczne

28.09.2020
Aktualizacja: 28.09.2020 16:35
Lekarza ze szpitala zakaźnego
fot. JACEK DOMINSKI/REPORTER/ EAST NEWS

Nowa strategia walki z COVID-19 ogłoszona we wrześniu przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego jest krytykowana przez wielu lekarzy. Wskazują oni na jej absurdy i apelują do ministra o konieczne zmiany.

Lekarze alarmują: mamy problem z kierowaniem pacjentów na testy

Od września rząd wprowadził nowe zasady dotyczące wykonywania testów na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Według nowych wytycznych mają je zlecać lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), oczywiście działając w ramach ustalonego schematu działania. I tu pojawia się problem, który – w imieniu lekarzy POZ – zasygnalizowała krajowa konsultant ds. medycyny rodzinnej dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas.

Lekarze mogą kierować na testy na obecność koronawirusa SARS-CoV-2 w ramach teleporady tylko tych pacjentów, u których występują równocześnie cztery objawy:

W innym przypadku – nawet gdy chory ma tylko 3 z 4 wymienionych objawów – lekarz przed wysłaniem go na testy musi zbadać go osobiście. Co to oznacza w praktyce? Że lekarz albo musi zaprosić chorego do przychodni, by go zbadać, lub musi udać się do niego z wizytą domową. Każda z tych opcji jest niebezpieczna nie tylko dla lekarza, ale i dla jego innych pacjentów. Podobnie jest również w przypadku osób, które przebywają na kwarantannie z powodu choroby domownika. Jeśli u nich po kilku dniach pojawią się objawy, np. gorączka lub kaszel, to możemy mieć pewność, że są one również zarażone koronawirusem. Jednak w ich przypadku obowiązuje ta sama procedura działania – ich również nie można wysłać zdalnie na testy, jeśli nie mają wymienionych powyżej czterech objawów. W ich przypadku konieczne jest również badanie osobiste.

– Wizyta domowa w środowisku, gdzie przebywa chory zakażony koronawirusem, to duży problem. Zaangażowanie środków ochrony, transport, procedury i czas, który musi poświęcić lekarz udający się na taką wizytę. Z kolei, jeśli pacjent ma odbyć wizytę w przychodni, musi uzyskać przepustkę w sanepidzie. Jest to wyzwanie administracyjne i organizacyjne – tłumaczy dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas. I dodaje: – Pamiętajmy, że do przyjęcia, zbadania i wizyt domowych pozostaje wielu chorych, którzy nie są zakażeni, ani podejrzani. Oni również chcą mieć zapewnioną należytą opiekę. Zaczyna brakować czasu.

Pacjenci z koronawirusem są przerzucani jak gorący ziemniak

Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas zwróciła też uwagę na inną ważną sprawę: kierowanie pacjentów z dodatnim wynikiem testu na koronawirusa do szpitala. Według nowych wytycznych, lekarz rodzinny informuje pacjenta o pozytywnym wyniku testu. Osoby zarażone muszą udać się do szpitala lub na oddział zakaźny, gdzie lekarze zdecydują, czy w ich przypadku hospitalizacja jest potrzebna, czy mogą być leczone w warunkach domowych lub w izolatoriach.

– Część pacjentów będzie mieć problem z dotarciem do szpitali. To zarówno kwestia posiadania własnego transportu, jak i oddalenia szpitala od miejsca zamieszkania pacjenta. To są odległości nawet ponad 100-150 km – zauważyła pani konsultant.

"Te wytyczne, to absurd" – potwierdzają to również lekarze pracujący w szpitalach lub na oddziałach zakaźnych. I dodają: "To jest absurdalny pomysł, który zatka izby przyjęć. Będzie paraliż szpitali". Ich zdaniem, to lekarze rodzinni powinni ocenić, czy stan chorego wymaga hospitalizacji, czy nie, bo gdy wszyscy – zgodnie z instrukcją resortu zdrowia – będą odsyłani do szpitali zakaźnych, zrobi się zator".

Ich zdaniem do szpitali wysyłani są pacjenci, którzy nie wymagają hospitalizacji i mogą spokojnie odbyć leczenie w domu. Nikt nie sprawdza, jak dotarli do szpitala, czy na pewno własnym środkiem transportu. Nikt ich też wcześniej nie bada. Lekarze pracujący w szpitalach uważają, że lekarze rodzinni pozbywają się problemowych pacjentów (jak gorącego ziemniaka), ale – co trzeba podkreślić – robią to w ramach obowiązujących zasad.

Pacjenci w DPS-ach – trudne wyzwanie dla lekarzy rodzinnych

Trudnym wyzwaniem są również pensjonariusze DPS-ów i sprawa ich diagnozowania w kierunku koronawirusa SARS-CoV-2. Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas wyjaśnia: – Często wzywa się do DPS-u lekarza POZ, by zbadał na przykład pięciu pacjentów z podejrzeniem COVID-19, a tymczasem w placówce jest stu pensjonariuszy. Niejednokrotnie zarządzający DPS oczekują, że lekarz POZ wystawi skierowania wszystkim podopiecznym. To jest kilka godzin samego klikania w systemie.

Ale nawet, jeśli lekarz tego dokona, to wysłanie do takiego DPS-u karetki wymazowej graniczy z cudem, bo w praktyce lekarz POZ nie ma możliwości skierowania jej do pacjentów.

Czy rząd zweryfikuje swoje wytyczne? Czy wsłucha się w głosy praktyków? Cóż, czas pokaże.

Źródło: PAP, lodz.wyborcza.pl