40 tajemniczych zgonów w Kalifornii. Czy to był COVID-19?

22.06.2020 14:06
Koronawirus w USA
fot. Shutterstock

O kilkudziesięciu tajemniczych zgonach w Kalifornii na przełomie 2019/2020 roku pisze "Los Angeles Times". Koronawirus był w USA już w ubiegłym roku?

Niedawno pisaliśmy, że badacze z Uniwersytetu Stanforda wykluczyli obecność koronawirusa SARS-CoV-2 w USA w 2019 roku. Taki wniosek wysnuli po przebadaniu 1700 wymazów z nosa i gardła, pobranych między 31 października a 31 grudnia 2019 r. W żadnej z próbek nie wykryto śladów wirusa. Ale tak to już z nowym koronawirusem jest, że sytuacja jest dynamiczna i codziennie spływają nowe informacje.

Próbki płuc ponad 40 pacjentów z Kalifornii czekają w Amerykańskich Centrach Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) na decyzję urzędników odnośnie testu na obecność koronawirusa - donosi "Los Angeles Times".

W hrabstwach Los Angeles i Orange jest po dziewięć nagłych, tajemniczych zgonów, które mogłyby sugerować COVID-19. W hrabstwie Kern zidentyfikowano dwie podejrzane zgony - oba to młode kobiety, z których jedna zmarła 21 grudnia. Nietypowe zgony odnotowano także u dzieci i niemowląt w okręgach Shasta, Sacramento i Santa Clara.

Dr Deirdre Amaro, patolog sądowy w biurze szeryfa hrabstwa Shasta powiedziała, że 29 stycznia 2020 r., z powodu zgonów kilkorga dzieci, zwołała nawet specjalne spotkanie przedstawicielami władz okręgowych i szpitalnych. W pewnym momencie ktoś stwierdził, że to był „zły rok” dla przeważnie niegroźnego wirusa RSV.

Oficjalnie pierwszym potwierdzonym przypadkiem koronawirusa w USA pozostaje mężczyzna po 50. roku życia z hrabstwa Snohomish w stanie Waszyngton, który pozytywny wynik testu odebrał 20 stycznia 2020 r. Natomiast pierwszą ofiarą śmiertelną koronawirusa w USA jest pacjent, który zmarł 6 lutego w Santa Clara w Kalifornii.

Źródło: latimes.com