Zamknij

Gdzie najczęściej zarażamy się koronawirusem? Naukowcy już to wiedzą

16.12.2020
Aktualizacja: 16.12.2020 14:50
Gdzie najczęściej zarażamy się koronawirusem?
fot. Shutterstock

Kto najczęściej i gdzie "łapie" koronawirusa SARS-CoV-2? Naukowcy już to wiedzą. Przeanalizowali 54 badania przeprowadzone w 20 krajach i nie mają żadnych wątpliwości.

Koronawirusem SARS-CoV-2 najczęściej zarażamy się w domu, a najszybciej partnerzy osób chorych –  wynika z ustaleń naukowców, którzy przypominają również, że skuteczne i szybkie izolowanie osoby chorej od reszty domowników pozwala ograniczyć ryzyko transmisji tego patogenu.

Domy to najczęstsze ogniska koronawirusa

Badacze przeanalizowali 54 badania wykonane w ponad 20 krajach. Wyniki tej analizy (opublikowane w JAMA Network Open) były zaskakujące. Najczęstszymi ogniskami koronawirusa na świecie są nasze własne domy. To w nich się zarażamy od naszych współmieszkańców. Najszybciej tego wirusa "łapią" partnerzy osób chorych, bo oni najczęściej śpią we wspólnym łóżku, mają intymne relacje. Chorzy zarażają się też od swoich dzieci, które zwykle infekcję tym patogenem przechodzą łagodnie, skąpoobjawowo.

Potwierdza to jeden z lekarzy, pragnący zachować anonimowość: – Pracuję w trzech ośrodkach medycznych. W pracy rygorystycznie stosujemy zasady sanitarne, ryzyko zakażenia tym patogenem jest minimalne. Mimo to zachorowałem na COVID-19... zaraziłem się od dzieci.

Domy, w których ktoś jest chory na COVID-19 są ogniskami zakażeń i sprzyjają transmisji wirusa, nawet jeśli ogólne rozprzestrzenianie się w społeczności tego patogenu spadnie.

– To kolejne badanie, które przypomina nam, jak zaraźliwy jest koronawirus SARS-CoV-2, wywołujący COVID-19, i jak trudno uniknąć zakażenia innych, gdy mieszkamy w domach wielopokoleniowych – powiedziała w rozmowie z CNN dr Leana Wen, lekarz medycyny ratunkowej.

Zarażamy się, zanim pojawią się objawy u chorego

– Największa gęstość wirusa u zakażonej osoby występuje jeszcze przed pojawieniem się objawów, toteż w tym okresie osoby takie są najbardziej zakaźne. To jest największa przyczyna tak szybkiego szerzenia się tej epidemii w sposób trudny do kontrolowania. Bo nie jesteśmy w stanie kontrolować ludzi, którzy nie mają jeszcze objawów zakażenia, czyli wtedy, gdy jest największa zakaźność. A gdy objawy się pojawią, mamy już spadek ryzyka zakaźności – tłumaczy prof. Robert Flisiak.  

Potwierdza to badanie przeprowadzone na zlecenie amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC). Prawie połowa zakażonych członków gospodarstwa domowego miała objawy choroby, w momencie wykrycia infekcji u współdomownika. U pozostałych 50 proc. objawy pojawiły się w ciągu 5-7 dni po potwierdzeniu COVID-19 u współdomownika.

Objawy COVID-19 (kaszel, kichanie etc.) radykalnie zwiększają ryzyko zakażenia w porównaniu z przypadkami bezobjawowymi lub skąpoobjawowymi.  

Dlatego tak ważne jest, jak najszybsze odizolowanie osoby chorej od reszty domowników. O czym wtedy należy pamiętać, przeczytaj w artykule: " Jeden z domowników ma COVID-19. Co robić, by się nie zarazić?".

Źródło: CDC/ Jama Network/