Zamknij

Dlaczego chorzy na COVID-19 unikają lekarzy? Tłumaczy prof. Kuna

08.12.2021
Aktualizacja: 08.12.2021 12:45
Dlaczego chorzy na COVID-19 unikają lekarzy?
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER/ EAST NEWS

Wiele osób chorych na COVID-19 czuje lęk przed szpitalem i dlatego leczy się w domu na własną rękę. To bardzo niebezpieczne zjawisko. Dowiedz się, dlaczego COVID-19 trzeba leczyć pod kontrolą lekarza. Wyjaśnia prof. Piotr Kuna.

  1. Dlaczego chorzy unikają lekarzy?
  2. Wzmacnianie odporności i leczenie chorób przewlekłych to podstawa
  3. Leczenie COVID-19 – jakie leki mogą zadziałać?
  4. Jak zachęcić do szczepień nieprzekonanych?

Wiele osób chorujących na COVID-19 odwleka wizytę u lekarza, nawet gdy choroba ta jest u nich pełnoobjawowa. To niestety opóźnia wdrożenia skutecznego leczenia i zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, a nawet śmierci z jej powodu.

Dlaczego chorzy unikają lekarzy?

– W trakcie rozmów z pacjentami słyszę o ich ogromnym lęku przed szpitalem. Miałem w sobotę rozmowę z pacjentem, który ma 42 lata i jest obciążony innymi chorobami, które mogą spowodować ciężki przebieg COVID-19. Powiedziałem mu, że już po pierwszych objawach powinien trafić do szpitala. On jednak za wszelką cenę chce się leczyć w domu. Mówi, że boi się pójść do szpitala, bo tam umrze – tłumaczy prof. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi, w rozmowie z Tomaszem Więcławskim, dziennikarzem PAP, i dodaje: – Trzeba zrobić wszystko, by u chorego nie rozwinęło się zapalenie płuc.

Już przed pandemią wiele osób skarżyło się na trudny dostęp do lekarzy, zwłaszcza w małych miejscowościach, ale pandemia pogłębiła ten problem.

– Wielu moich pacjentów skarży się najbardziej na to, jak trudno jest się obecnie dostać do lekarza rodzinnego. W dużych miastach może nie jest to aż tak duży kłopot, bo jest wybór lekarzy, ale w małych miejscowościach problem jest ogromny. Wielu lekarzy po prostu odmawia przyjęcia. Koniec kropka. Nic pacjenci nie mogą z tym zrobić. A do szpitala, który często jest 25-30, a nawet 50 kilometrów od domu, nie chcą jechać. Boją się, że tam zostaną odcięci od wszelkiej pomocy osób, z którymi na co dzień żyją w domu. Jednocześnie nie mogą się dostać do lekarza u siebie. To sytuacja dramatyczna – mówi prof. Kuna i podaje przykład Izraela i wprowadzonych tam zasad opieki: – W Izraelu liczby zakażeń znów są bardzo duże, a zgonów jest wielokrotnie mniej, niż w Polsce. Co ciekawe tam jest bardzo mało szpitali. Swego czasu zlikwidowano tam wiele szpitali i nastawiono się na opiekę domową. Ja też uważam, że dobra opieka domowa jest podstawą leczenia każdego pacjenta. Tylko dobra, naprawdę dobra. W Polsce mieli to zrobić lekarze POZ. Z różnych przyczyn, ale chyba głównie z racji przeciążenia biurokracją, nie wyszło tak, jak początkowo zakładano.

Sytuacji nie poprawiają również przekazy medialne. Obrazki ciężko chorych osób podłączonych pod respiratory, leżących na odizolowanych od świata salach i podłączonych do tysiąca kabli, lub informacje o śmierci kolejnych znanych osób. Wiele osób myśli, że szpitale to umieralnie. Gdy się do nich trafi, to już się raczej nie wyjdzie.

– Znam relację pacjentów, młodych, silnych ludzi, którzy byli hospitalizowani w pierwszej fali. Oni trafiali po dodatnim wyniku do szpitali. Tam byli kładzeni na wieloosobowych salach bez łazienek. Musieli się załatwiać do kaczki lub basenu. Drzwi były zamknięte na klucz, a tym pacjentom nawet nie miał kto podać szklanki wody. Połowa pacjentów na łóżkach obok umierała. Jak taki walczący o życie miał się czuć? – tłumaczy prof. Kuna i dodaje: – Cały czas powtarzam, że ciężkość zachorowania na COVID-19 jest m.in. pochodną liczby zainhalowanych cząsteczek wirusa. Dlatego mówimy o dystansie, wychodzeniu na powietrze, wietrzeniu. Jeżeli zamknę kogoś w pomieszczeniu, bez możliwości otworzenia okien i drzwi, z innymi, którzy wydychają wirusa w powietrze, to najzdrowszy człowiek takiej dawki patogenu nie wytrzyma.

Wzmacnianie odporności i leczenie chorób przewlekłych to podstawa

Co w takim razie możemy zrobić, by uniknąć zakażenia lub ciężkiego przebiegu choroby?

Zdaniem prof. Kuny, każdy powinien być odpowiedzialny za siebie. Szczepienia przeciwko COVID-19, dystans społeczny, stosowanie się do zaleceń sanitarnych (mycie i dezynfekowanie rąk) to znane zalecenia. Ekspert dołożyłby jeszcze dwa elementy.

– Wpływ na to, jaki będzie wynik walki z wirusem SARS-CoV-2, mają dwa elementy. Najważniejsza jest własna odporność. Tak, abyśmy SARS-COV-2 zwalczyli. Na naszą odporność składa się odpowiednia dawka snu, umiarkowany wysiłek fizyczny, unikanie palenia papierosów, jedzenie dużej ilości warzyw i owoców. Część ludzi śmieje się z kiszonek, ale one naprawdę działają. Jest masa prac naukowych, które pokazują, jak silny jest związek między tym, co jemy, a ryzykiem rozwoju COVID-19. To jest wręcz niewiarygodne, jak silna jest taka zależność – tłumaczy ekspert i dodaje: – Druga sprawa to leczenie chorób przewlekłych. Jest przynajmniej 1500 leków, a może już i więcej, które hamują wchodzenie wirusa do komórek i namnażanie się go. To są leki tanie, popularne, stosowane w leczeniu wielu chorób przewlekłych. Te leki cechują się hamowaniem pewnych enzymów niezbędnych do tego, aby wirus zainfekował komórkę.

Zdaniem prof. Piotra Kuny te dwa elementy powinny być podstawą.

Leczenie COVID-19 – jakie leki mogą zadziałać?

– Gdy już się rozwinie zapalenie płuc wywołane wirusem SARS, to niewiele można zrobić. To co można zrobić, to przygotowanie chorego na ewentualne zakażenie wirusem, dobre leczenie chorób przewlekłych, jak i używanie w terapii COVID-19 odpowiednich leków. Remdesivir jest bardzo często stosowany, a w wielu przypadkach straty przewyższają korzyści. To lek, który ma bardzo krótkie okienko czasowe, a później po prostu nie działa, a ma skutki uboczne. Błędem jest też stosowanie od początku antybiotyków, które niszczą mikrobiom. Antybiotyki tak, ale gdy mamy udowodnione zakażenie bakteryjne, a nie na wirusa.

Ekspert uważa również, że w leczeniu przebiegu zakażenia wirusem SARS-CoV-2, doskonale sprawdzają się sterydy wziewne.

– To świetne leki w przebiegu zakażenia wirusem SARS-CoV-2. W Polsce powszechnie stosuje się dexaven, ale metyloprednizolon jest cztery raz bardziej skuteczny. A cena jest ta sama. Pacjentem, który już trafi do szpitala, trzeba się opiekować bardzo starannie. Co 15-20 minut ktoś musi do niego iść, sprawdzić parametry życiowe, saturację, a jak trzeba — skorygować aktualne leczenie – tłumaczy prof. Kuna i dodaje: – To proste rzeczy. Jeżeli się tak to zorganizuje, a moja klinika była oddziałem covidowym, to okazuje się, że nie ma potrzeby intubowania i podłączania respiratora u tak wielu pacjentów. Chodzi o zwykłą, rzetelną pracę. Nic więcej.

Zdaniem ekspert, liczba personelu medycznego w Polsce jest wystarczająca, tylko organizacja pracy często szwankuje. Lekarze i pielęgniarki zamiast opiekować się chorymi wypełniają stosy dokumentów.

Jak zachęcić do szczepień nieprzekonanych?

Prof. Piotr Kuna odniósł się również do kwestii szczepień.

– Uważam, że osoby które naprawdę nie chcą się szczepić to niewielki margines, pozostali są zalewani tak wieloma sprzecznymi informacjami, że się po prostu boją. Trzeba ich uspokoić i dać im prawdziwą, dobrą opiekę medyczną w trakcie szczepienia – tłumaczy i dodaje: – Jestem absolutnym przeciwnikiem przymusu w tym zakresie. Ludzi do szczepień powinno się przekonywać nie na poziomie państwa, ale indywidualnych rozmów z lekarzem. Ostatnio, przyjmując pacjentów w poradni, przekonałem cztery niezaszczepione osoby. Odpowiedziałem na wszystkie ich pytania i wątpliwości. Po 20 minutach rozmowy podjęli decyzję, że w takim razie się zaszczepią bez żadnego przymusu. To dla mnie wielka rzecz, bo to potencjalnie cztery uratowane życia.

Źródło: PAP Tomasz Więcławski