Czy osocze krwi ozdrowieńców pomoże w walce z koronawirusem?

06.04.2020
Aktualizacja: 06.04.2020 17:10
Osocze krwi ozdrowieńców
fot. Shutterstock

To nie jest nowatorska metoda leczenie. Stosowano ją już na początku XX w. Jednak teraz nabiera nowego znaczenia. Czy podawanie chorym na COVID-19 osocza krwi osób wyleczonych pomoże w walce z tą chorobą? Naukowcy mają nadzieję, że ta metoda okaże się skuteczna.

Lekarze ze Stanów Zjednoczonych rozpoczęli badanie nad osoczem krwi ozdrowieńców i chcą je podawać osobom z COVID-19, chorobą wywoływaną przez koronawirusa SARS-CoV-2 . Są przekonani, że znajdujące się w osoczu przeciwciała przeciwko temu wirusowi mogą przenieść efekt terapeutyczny i pomóc zwalczyć infekcję. Zgodę na prowadzenie takich terapii otrzymały dwa szpitale w Nowym Jorku: Mount Sinai i Albert Einstein College of Medicine. Inicjatorem tego typu badań jest immunolog dr Arturo Casadevalla z Johns Hopkins University w Baltimore.

Stosowanie osocza krwi ozdrowieńców nie jest nowatorską metodą. Stosowano ją już na początku XX w. podczas epidemii hiszpanki, a także podczas epidemii SARS oraz Eboli. Tę metodę w walce z SARS-CoV-2 stosują również Chińczycy. Z różnym efektem. W Chinach podano osocze krwi ozdrowieńców osobom w stanie krytycznym. Po kilku dniach okazało się, że podane przeciwciała zwalczyły wirusa. Jednak stan pacjentów się pogarszał, bo spustoszenia w organizmie, którego dokonał wirus nie dało się cofnąć. Choroba COVID-19 była już zbyt zaawansowana.

Amerykanie mają zupełnie inne podejście. Nie chcą tej metody traktować jako metody ostatniej szansy, ale stosować ją u różnych pacjentów, zarówno tych w ciężkim stanie, jak i w lżejszym. Liczą, że w ten sposób uda się im uniknąć sytuacji, jaka ma miejsce we Włoszech czy w Hiszpanii. Uważają, że ta metoda ma prawie same zalety:

  1. Jest dostępna praktycznie od zaraz.
  2. Podawanie osocza ozdrowieńców jest względnie bezpieczne (tj. krew musi być dokładnie przebadana pod kątem innych czynników zakaźnych).
  3. Może ją otrzymać każdy chory, bez względu na wiek, płeć czy stan zdrowia.

Wadą jest... trudność pozyskania takiego osocza. By podać lecznicze osocze, trzeba je najpierw zagęścić, by poziom przeciwciał w próbce był wysoki. To wymaga wielu dawców, a oni po ciężkiej chorobie muszą się zregenerować (nie mogą od razu oddawać krwi).

Na czym ta metoda polega? Chory otrzymuje osocze ozdrowieńca, w którym są przeciwciała przeciwko koronawirusowi SARS-CoV-2. To tzw. terapia przeciwciałami pasywnymi, bo chory dostaje je z zewnątrz, a nie wytwarza sam. Zdaniem naukowców ze Stanów Zjednoczonych kluczem jest podanie tego osocza na tyle wcześnie, by choroba nie zdążyła się w organizmie chorego rozwinąć.

To badanie ma ogromne znaczenie - podawanie osocza będzie jednocześnie randomizowanym badaniem klinicznym pod auspicjami FDA, czyli amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków. Naukowcy chcą zebrać dowody na skuteczność (lub nie) tej metody. Będą podawać osocze trzem grupom:

  • osobom chorym w bardzo ciężkim stanie,
  • osobom lżej przechodzącym tę chorobę,
  • osobom zdrowym, które pozostają w bliskim kontakcie z chorymi na COVID-19.

Szpitale będą wyniki tych terapii na bieżąco wysyłać do FDA, aby ta mogła ocenić które podejście jest skuteczniejsze.

Lekarze podkreślają, że jest to jedna z metod leczenia. Nie będą rezygnować z innych terapii, które też są intensywnie rozwijane.

Źródło: New York Times/ The Washington Post