Czy można się rozmnażać w kosmosie? Przełomowe odkrycie

Monika Piorun
24.05.2017 17:59
Czy można się rozmnażać w kosmosie? Przełomowe odkrycie
fot. East News

Choć nie udało się jeszcze oficjalnie potwierdzić, że w kosmosie, poza naszym układem słonecznym, istnieje życie, to jednak można już uznać, że poza Ziemią jest w stanie przetrwać materiał genetyczny niezbędny do tego, by powstało... nowe życie! Udało się to udowodnić Japończykom, którzy doprowadzili do narodzin zdrowych myszy zapłodnionych liofilizowaną spermą wysłaną wcześniej na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS).

Jeśli zastanawiasz się, co by było, gdyby nagle doszło do globalnej katastrofy i zagłady naszego gatunku, to musisz wiedzieć, że zapobiegliwi Japończycy zadbali już o to, by w kosmosie pozostał po nas ślad. Nie próbowali jednak w tym celu - wzorem Amerykanów - postawić na księżycu kolejnego "małego (...) dla człowieka, ale wielkiego dla ludzkości" kroku. Skupili się za to na tym, by ułatwić przetrwanie w przestrzeni kosmicznej cennego materiału genetycznego niezbędnego do tego, by móc się rozmnażać.

Ze względu na promieniowanie kosmiczne, które na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jest sto razy większe niż na Ziemi, plemniki lub komórki jajowe są obciążone poważnym ryzykiem uszkodzenia. Japończycy pod kierunkiem Teruhiko Wakayamy postanowili jednak sprawdzić, co się stanie z liofilizowaną spermą w warunkach, w których nie ma ziemskiej grawitacji.

Kosmiczne in vitro

Materiał pobrany od myszy laboratoryjnych wysłano na 9-miesięczną "misję" na ISS. Po 288 dniach przebywania w temperaturze wynoszącej ok. -95 stopni Celsjusza odesłano próbki z powrotem na naszą planetę i sprawdzono, czym różnią się od nasienia, które było przechowywane w takiej samej temperaturze na Ziemi. 

Okazało się, że wcale nie doszło do takich uszkodzeń, jakich początkowo się spodziewano. Mysia sperma, która powróciła z kosmosu, tylko w minimalnym stopniu różniła się od tej, która była chłodzona w laboratoriach.

Obie próbki wykorzystano do zapłodnienia kolejnych osobników metodą in vitro, a następnie udało się doprowadzić do narodzin zdrowego potomstwa. Naukowcy potwierdzili, że wszystkie parametry u obu grup osobników mieściły się w normie - zarówno ze względu na płeć (nowo narodzonych samców było niemal tyle samo co samic), jak i ich płodność (sperma z kosmosu nie miała wpływu na płodność osobników, które dzięki niej się narodziły).

Według prof. Wakayamy może to potwierdzać, że komórka jajowa może posiadać zdolność do naprawiania uszkodzeń w obrębie DNA. Naukowcy już od ponad 40 lat prowadzili badania w tej kwestii. Japończycy udowodnili, że myszy zapłodnione "spermą z kosmosu" są w stanie wydać na świat zdrowe potomstwo. Drobne różnice w jakości spermy mogą być więc niwelowane już na etapie zarodkowym. Dla naukowców oznacza to nowy rozdział w badaniach dotyczących rozmnażania poza naszą planetą.

"Arka Noego" na księżycu?

moon-2175167_1280

fot. geralt, pixaby.com, CC0 Public Domain

Nie tylko Japończycy wpadli na to, by wysłać w kosmos zwierzęcą spermę. W 1988 roku udało się to również Niemcom, którzy badali, co się dzieje z byczą spermą na orbicie (bez ziemskiej grawitacji plemniki poruszały się nieco szybciej). Nie udało się im jednak udowodnić czy takie warunki mogą mieć wpływ na płodność. Z kolei testy, do których wykorzystano rybią ikrę wykazały, że nawet w czasie 15-dniowego przebywania w kosmosie, może dojść do zapłodnienia i normalnego rozwoju ryb, co może dowodzić, że kręgowce mogą rozmnażać się także poza Ziemią. Japoński eksperyment z udziałem myszy pozwolił jednak na snucie dużo bardziej śmiałych wniosków.

Gdyby spełnił się najczarniejszy scenariusz - dużo bardziej mroczny niż ponure wizje Nostradamusa czy przepowiednie niewidomej Baby Wangi - i doszłoby do biblijnej Apokalipsy, materiał genetyczny pobrany zarówno od człowieka, jak i różnych gatunków zwierząt, mógłby przetrwać poza Ziemią i w razie konieczności mógłby posłużyć do rozmnażania. - Trzeba by było jednak w tym celu stworzyć np. na Księżycu specjalne bazy, w których przechowywano by cenne próbki - przekonują Japończycy.

Podobny pomysł wykorzystano w przypadku słynnego Globalnego Banku Nasion na norweskim archipelagu Svalbard, gdzie w ukrytych pod ziemią bunkrach zabezpieczone są zarodniki niemal wszystkich roślin, które na wypadek "końca świata" lub innej kosmicznej zagłady zostałyby wykorzystane do odtworzenia środowiska. 

Skoro liofilizowana sperma przechowywana poza Ziemią może przy pomocy metody in vitro posłużyć do zapłodnienia i narodzin zdrowego potomstwa w przypadku ssaków, to zdaniem niektórych ekspertów, warto zacząć rozważać szukanie odpowiedniego miejsca w kosmosie, w którym można by przechowywać materiał genetyczny pobrany od innych gatunków. 

Tego entuzjazmu nie podziela jednak prof. Joseph Tash - fizjolog współpracujący z NASA. Mimo że według niego ostatnie odkrycia są niezwykle interesujące, to jednak nie ma pewności, że podobne rezultaty udałoby się osiągnąć na Księżycu. Orbita ISS znajduje się w Pasie Van Allena, gdzie promieniowanie nie jest tak intensywne jak w przypadku naszego satelity. Zanim zaczniemy planować tworzenie baz na Srebrnym Globie musimy zatem jeszcze odkryć sposób na ochronę przed zagrożeniami, z którymi nadal w bardzo niewielkim stopniu potrafimy sobie radzić.

Zanim uda się znaleźć odpowiednie miejsce do zabezpieczania materiału genetycznego poza Ziemią miną pewnie jeszcze długie lata. Możliwość rozmnażania za pomocą liofilizowanej spermy przebywającej w kosmosie i nie ulegającej degradacji, daje jednak spore nadzieje na zmiany

Zobacz także

___

zdrowie.radiozet.pl/BBC/π