Zamknij

Godzina policyjna, szlabany, posterunki. Tak może wyglądać walka z czwartą falą

02.08.2021 12:39
Czwarta fala pandemii w Wietnamie
fot. Tony Albelton/Shutterstock

Nie tylko w Australii trwa totalny lockdown. Także w Azji walka z pandemią SARS-CoV-2 wiąże się z coraz silniejszymi restrykcjami. Z największych wietnamskich miast ludzie uciekają na wieś. Walka z wariantem Delta to strach i niepewność jutra – mówią Wietnamczycy. Czy to ostrzeżenie również dla nas?

Do później wiosny Wietnam, dzięki restrykcyjnym przepisom, powszechnej kampanii testów i śledzeniu kontaktów zakażonych, cieszył się jedną z najmniejszych liczb zachorowań na COVID-19 na świecie. Pierwsze oznaki kolejnej fali zakażeń obserwowano już maju, potem wzrost przyspieszył, a dane dotyczące zachorowań i zgonów na koniec lipca są dramatyczne.

Stolica jest sparaliżowana – policja na ulicach

Lucas Nguyen, pracownik firmy handlowej z Hanoi, aż do maja niemal nie odczuwał skutków pandemii, życie toczyło się prawie normalnie. Jednak życie w czasie czwartej, najbardziej dotąd niszczycielskiej fali epidemii, oznacza dla Lucasa Nguyena ciągłą niepewność i próby przystosowania się do nakładanych i zdejmowanych zakazów. – Już w maju mieliśmy w Hanoi przejściowy lockdown. Zamknięto salony masażu, kluby karaoke i odwołano większe imprezy, a w kawiarniach i restauracjach można było zamawiać tylko na wynos. Na początku czerwca, kawiarnie i restauracje otwarto, ale po tygodniu albo dwóch z dnia na dzień znowu je zamknięto – opowiada w rozmowie z PAP.

W pięciomilionowej wietnamskiej stolicy tydzień temu na 15 dni wprowadzono m.in. zakaz zgromadzeń godzinę policyjną między 18.00 a 6.00, zamknięto większość firm i zabroniono wychodzenia z domów bez ważnego powodu. – Do miasta nie można wjeżdżać ani z niego wyjechać, a przy każdym wyjściu na bazar po zakupy trzeba mieć ze sobą pozwolenie z pieczątką. Ci, którzy pracują w jeszcze otwartych sektorach, muszą dostać od pracodawcy list potwierdzający, gdzie są zatrudnieni – relacjonuje Nguyen. – Wszędzie rozstawione są barierki i policyjne blokady. Policjanci sprawdzają dokumenty i pytają o powód wyjścia z domu. Jeśli nie poda się wystarczająco ważnego, można być odesłanym albo dostać mandat – dodaje. Przy wjazdach do okolicznych wsi ustawiono szlabany. Wpuszczani i wypuszczani są tylko ich mieszkańcy, ale i oni mogą wyjechać na zakupy najwyżej raz dziennie.

Lucas Nguyen wyjechał z Hanoi w ostatniej chwili przed zamknięciem stolicy. – Moja rodzina mieszkała na wsi już od ponad dwóch miesięcy. Ja spakowałem się, kiedy tylko przyszedł nakaz zamknięcia biur. Jesteśmy szczęściarzami, mamy tu małe osiedle domków, obiekty sportowe, dużo zieleni i jezioro. Udało się nam wszystkim zaszczepić i możemy pracować zdalnie, dopóki to wszystko się nie skończy – mówi.

 Czwarta fala pandemii w Wietnamie od maja

Pierwsze oznaki czwartej fali zakażeń pojawiły się w Wietnamie w maju, ale do końca miesiąca w całym kraju potwierdzono zaledwie 7,2 tys. zakażeń koronawirusem. W kolejnych tygodniach wzrost ich liczby znacznie przyspieszył, a w końcu lipca oficjalne dane mówią już o ponad 141 tys. chorych na Covid-19 i śmierci 1161 pacjentów.

W czwartek władze zapowiedziały, że przyspieszą szczepienia przeciwko koronawirusowi w Ho Chi Minh (dawniej Sajgon). Dotąd jednak wietnamska kampania szczepień przebiegała najwolniej w całej południowo-wschodniej Azji. Do końca lipca zaszczepiono zaledwie 0,6 proc. niemal 100-milionowej populacji kraju.

Przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) winą za dramatyczny wzrost liczby chorych obarczają wariant Delta. Zwracają uwagę na ogniska zachorowań o niejasnym pochodzeniu w wietnamskich parkach przemysłowych, szpitalach, osiedlach mieszkaniowych, a nawet w ośrodkach kwarantanny. Do pogarszającej się sytuacji epidemicznej mogły się przyczynić także nieszczelne granice z Kambodżą i Laosem, przez które do kraju wracali zainfekowani tam Wietnamczycy, i majowe wybory parlamentarne, w których głosowało prawie 70 mln osób. W dodatku od wielu tygodni mieszkańcy wielkich miast starają się z nich wydostać – początkowo masowo rezerwowali loty, a gdy ograniczono ich liczbę, drogą lądową wyjeżdżali do okolicznych wsi i uważanych za bezpieczne górskich prowincji.

Źródło: PAP/Tomasz Augustyniak