Zamknij

Czas oczekiwania na rehabilitację znacznie się wydłuży. Ekspert ostrzega

14.04.2022
Aktualizacja: 14.04.2022 11:55
Rehabilitacja pocovidowa
fot. Shutterstock

Jakie mogą być konsekwencje rezygnacji z rehabilitacji pocovidowej? Dlaczego chorzy po COVID-19 potrzebują pomocy? Wyjaśnia fizjoterapeuta Maciej Krawczyk.

Rezygnacja z finansowania rehabilitacji pocovidowej jest przedwczesna, bo powikłania pocovidowe nie znikną, nawet jeśli spada liczba chorych – uważa Maciej Krawczyk, fizjoterapeuta, prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów, i dodaje: – Powinniśmy patrzeć na zdrowie publiczne jak na inwestycję długoterminową.

Powikłania po COVID-19

COVID-19, wywoływany przez koronawirusa SARS-CoV-2, to niebezpieczna choroba, która – niezależnie od jej przebiegu – może prowadzić do wielu powikłań (tzw. post-COVID, long-COVID). Wymienić można m.in.:

To są powikłania, które ograniczają prawidłowe funkcjonowanie chorych w ich środowisku, a czasem wręcz uniemożliwiają im wykonywanie pracy zawodowej. Rehabilitacja pocovidowa, czyli specjalnie opracowany przez specjalistów program, szybko wdrożony i zrealizowany, pozwalał tym osobom wrócić do normalnego funkcjonowania.

Brak rehabilitacji pocovidowej – jakie będą tego konsekwencje?

Niestety decyzją Ministerstwa Zdrowia program rehabilitacji pocovidowej będzie realizowany tylko do końca czerwca 2022 r., przy czym zlecenia na nią były wystawiane tylko do 4 kwietnia 2022 r. Tak więc od 1 lipca 2022 r. pacjenci po przebytej chorobie COVID-19, których stan zdrowia wskazuje na konieczność rehabilitacji leczniczej, nadal będą mogli z niej korzystać, ale tylko w ramach usługi finansowanej w ramach standardowych umów z NFZ. Co to dla nich oznacza? Zdaniem ekspertów, dłuższy czas oczekiwania (nawet kilka lat!).

– Ta decyzja oznacza, że pacjeci pocovidowi trafią do kolejki do rehabilitacji z wszystkimi innymi pacjentami, co przełoży się na to, że dostępność do rehabilitacji rzeczywiście zmaleje (dla wszystkich!) – tłumaczy Maciej Krawczyk i dodaje: – Nie będzie ona już dostępna w ośrodkach specjalnie przeznaczonych do tego rodzaju rehabilitacji, a przecież kolejki w niektórych z nich mieliśmy nawet do sierpnia. To kilkadziesiąt ośrodków prowadzących stacjonarną rehabilitację w całej Polsce. Poza tym rehabilitacja pocovidowa prowadzona była również w warunkach ambulatoryjnych i domowych, a także w uzdrowiskach.

Zdaniem eksperta liczba zakażeń COVID-19, według oficjalnych danych, spada (przypomnijmy, że decyzją resortu zdrowia zniknęły punkty wymazowe, w których można było wykonać bezpłatne testy na obecność koronawirusa, teraz test można wykonać odpłatnie, co zdecydowanie wpływa na ich liczbę – przypomina redakcja), ale powikłania po tej chorobie wcale nie zniknęły i nie znikną.

– To są w dużej mierze ludzie niepełnosprawni. Systemowo wydaje się, że należałoby taką rehabilitację pocovidową utrzymać. Moim zdaniem decyzja o przerwaniu jej dofinansowania jest przedwczesna i powinna być skonsultowana z ośrodkami, które realizowały takie świadczenia – tłumaczy fizjoterapeuta i dodaje: – Wymogi rehabilitacji pocovidowej są inne niż wymogi standardowej rehabilitacji. W lecznictwie zamkniętym trzeba mieć innego typu aparaturę. Wymogi dotyczące personelu też są inne. To nie pokrywa się jeden do jednego. Oczywiście liczba ośrodków, które mogą prowadzić taką specyficzną rehabilitację, np. oddechową, nie zmienia się, ale tam pojawią się też inni pacjenci. Mamy przecież w Polsce 5 mln osób chorujących na astmę, 2,5 mln osób cierpiących na Przewleką Obturacyjną Chorobę Płuc (POChP). One równeż wymagają rehabilitacji w warunkach zamkniętych, głównie fizjoterapii. Dojdą jeszcze pacjenci z Ukrainy. Ten korek jest coraz większy. Trzeba powiedzieć wprost: wielu pacjentów po przebyciu COVID-19 będzie po prostu pozbawionych rehabilitacji.

Gdy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o... pieniądze

Specjaliści mówią, że przyczyną tej kuriozalnej decyzji resortu zdrowia jest brak pieniędzy. Podobnego zdania jest Maciej Krawczyk.

– Podyktowane jest to pewnie finansami. Kiesa państwowa jest w tej chwili pusta. Obniżona została, i to ewenement, o 30 proc. wycena rehabilitacji domowej. Liczba pacjentów, którzy otrzymują to świadczenie, zmniejszyła się, bo nie opłaca się go wykonywać – tłumaczy prezes Krajowej Rady Fizjoterapeutów i dodaje: – To pieniądze są przyczyną tej przedwczesnej decyzji. Ona powinna być poprzedzona analizą sytuacji, czyli zorientowaniem się, jak długie są kolejki, jaki jest profil pacjentów zgłaszających się, czy to są nowi pacjenci, czy też osoby, które po raz kolejny korzystają z takich świadczeń. Jeśli w większości przychodzą po raz pierwszy, to oznacza, że problem nadal istnieje.

Z danych podanych przez PAP wynika, że rehabilitacja pocovidowa pochłonęła do stycznia 2022 r. około 75 mln zł, co w zestawieniu z dodatkowymi przychodami do NFZ uzyskanymi w tym roku w wysokości ponad 9 mld zł jest kwotą niewielką.

– Rzeczywiście to nie jest wielka kwota, biorąc pod uwagę fakt, że koszty pośrednie w ciągu najbliższego roku lub dwóch lat, które mogą powstać w wyniku zaniechania takiej rehabilitacji, mogą być wielokrotnie wyższe od tych bezpośrednich – tłumaczy Maciej Krawczyk i dodaje: – Kiedy popatrzymy na to, że te osoby za chwilę mogą być uzależnione od otoczenia, niezdolne do pracy, to jednak w takim przypadku rehabilitacja staje się faktycznie inwestycją, a nie kosztem. Powinniśmy patrzeć na zdrowie publiczne jak na inwestycję długoterminową.

Rehabilitacja pocovidowa pomaga wrócić do zdrowia

Odpowiednie zabiegi oraz ćwiczenia mogą naprawdę pomóc skutecznie wrócić do zdrowia i ograniczyć powikłania. Potwierdza to ekspert.

– Z praktyki wielu fizjoterapeutów, z którymi mam kontakt i zajmują się pacjentami po COVID, wynika, że dzięki ćwiczeniom i zabiegom dochodzi do niewyobrażalnej poprawy zdrowia fizycznego i psychicznego – wyjaśnia fizjoterapeuta i dodaje: – Pacjenci często przyjeżdżają do ośrodka całkowicie zależni od otoczenia i nie tylko na własnych nogach z nich wychodzą, ale dodatkowo jeszcze sprawni intelektualnie. Jestem pod dużym wrażeniem mojej grupy zawodowej i nie tylko, bo mówię tu też np. o psychologach, lekarzach. Ci pacjenci mogliby umrzeć, a już z pewnością nie powróciliby bez rehabilitacji do pełnionych przed chorobą ról społecznych.

Źródło: PAP Klaudia Torchała