"To zaszkodzi pacjentom" - dr Jarosław Biliński o nowych karach dla lekarzy

24.06.2020
Aktualizacja: 24.06.2020 12:17
Dr Jarosław Biliński/fot. Andrzej Hulimka REPORTER
fot. Andrzej Hulimka/REPORTER

Prezydent Andrzej Duda podpisał tzw. tarczę antykryzysową 4.0 z przepisem zaostrzającym kary za błędy medyczne. O komentarz poprosiliśmy dr. Jarosława Bilińskiego, wiceprezesa Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Prezydent podpisał tzw. tarczę antykryzysową 4.0 z przepisem zaostrzającym kary za błędy medyczne. Co to oznacza?

Środowisko jest wściekłe. Dopiero co były oklaski, mówiono, że jesteśmy bohaterami, bo pracujemy w podwyższonym ryzyku z pacjentami chorymi na COVID-19, a teraz, pod płaszczykiem pomocy obywatelom, w tarczy antykryzysowej przepycha się przepisy naprawdę szkodliwe dla obywateli. Jestem ciekaw, czy prezydent Duda wie w ogóle, co podpisał i zna skutki, które zapis 37a kodeksu karnego przyniesie, wpływając pośrednio na inne przepisy, m.in. art. 155 kk - taki zapis bowiem zaostrza przepisy m.in. dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci. O ile temat jest oczywiście bardzo poważny i każda śmierć wymaga wyjaśnienia i zapewne ukarania osoby, która jest za to winna, to w przypadku medyków, którzy pracują z pacjentami, szczególnie tych, którzy wykonują zabiegi o podwyższonym ryzyku, jest to bardzo szkodliwe.

Co dokładnie zakłada nowelizacja?

Do tej pory kary wynosiły od trzech miesięcy do ośmiu lat pozbawienia wolności i przy karach do ośmiu lat pozbawienia wolności można było stosować wyroki w zawieszeniu, grzywnę lub inne łagodniejsze formy. Natomiast teraz właściwie zniesiono ten przepis, bo maksymalna kara może wynieść rok pozbawienia wolności, każda większa oznacza bezwzględne więzienie. Lekarz, który będzie przeprowadzał zabieg wewnątrzmaciczny, chcąc uratować dwa życia - matki i dziecka w jej łonie - i ten zabieg skończy się niepomyślnie, a jest to przecież wpisane w nasz zawód, nie zawsze wszystko się udaje - pójdzie do więzienia. To jest skandal.

Jakie będą skutki?

Bezpośredni skutek jest taki, że lekarze będą bać się leczyć pacjentów podwyższonego ryzyka. Właściwie codziennie, czy to na SOR, czy w klinikach ginekologicznych, czy w oddziałach zabiegowych, przeprowadzane są zabiegi u pacjentów w stanie wyjściowo bardzo ciężkim i są to zabiegi heroiczne. Często nie ma ich w wytycznych postępowania, ale wiemy z literatury najnowszej, że taki zabieg może komuś uratować życie, jest to zabieg niestandardowy. Czy chociażby zabiegi wewnątrzmaciczne u kobiet w ciąży. Lekarz naraża się na więzienie, jeśli coś pójdzie nie tak. A przecież błąd lekarski to nie jest umyślne spowodowanie śmierci, zaniechanie czy niedbalstwo, tylko jest to wpisane w nasz zawód. Jeszcze gorsze będą skutki odległe. Lekarze dzisiaj sami, i o to walczy całe środowisko medyczne, raportują błędy i powikłania, które się zdarzają po zabiegach. Taki przepis praktycznie zamrozi raportowanie. Sprawi, że lekarze nie będą na tyle odważni, żeby raportować własne powikłania. I tak w Polsce już mamy z tym problem. W krajach zachodnich łagodzi się przepisy karne za nieumyślne popełnienie błędu przez lekarzy. Nieraportowanie błędów i powikłań doprowadzi do tego, że nie będziemy się uczyć, co można poprawić. Ale najgorsze jest to, że szuka się kozła ofiarnego. Bo z badań wynika, że błąd medyczny w większości nie jest winą samego lekarza, że on czegoś nie umiał czy coś zaniedbał, tylko to są niedomogi systemu.

Przykład?

Ponad połowa leków onkologicznych jest niedostępna w Polsce. Na początku, gdy diagnozujemy pacjenta, wiemy, że zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną należałoby tego pacjenta leczyć w sposób A, ale w Polsce to jest niemożliwe, bo któryś lek z tego schematu jest niedostępny, nierefundowany więc będziemy go leczyć schematem B. W międzyczasie któryś lek z gamy tych nowoczesnych wejdzie do praktyki w Polsce, zostanie refundowany i ktoś oskarży takiego lekarza, że popełnił błąd medyczny, bo nie leczył go tym najnowszym lekiem. Kiedy pacjent już stracił tę ścieżkę, bo w momencie podejmowania decyzji lek był niedostępny. Albo, tak jak to było na SORZe, gdzie zmarł pacjent z zakrzepicą żył kończyny dolnej czekający wiele godzin lekarz pójdzie do więzienia, bo nikt nie weźmie pod uwagę, że on po prostu miał tak wielu chorych do zbadania, że nie dał rady wcześniej. Takich sytuacji jest mnóstwo. Teraz będzie winny - lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny - który będzie skazany i będzie można na niego zrzucić całą winę za niedomogę systemu. Jestem wściekły. Medycyna jest bardzo wrażliwym tematem i nie można takich rzeczy robić.

Jak wypadamy na tle innych krajów, jeśli chodzi o kary za błędy medyczne?

W Polsce prawo jest bardzo restrykcyjne wobec personelu medycznego. Podnosiliśmy to już w naszym proteście lekarzy-rezydentów. Widać to też na przykładzie pandemii. W Stanach Zjednoczonych, choć lekarze pracują właściwie tylko prywatnie, bo podpisują kontrakty z ubezpieczycielami, wprowadzono odgórne prawo, że przy pacjentach z COVID-19 dereguluje się przepisy karne w związku z tym, że nie wiemy, jak ta choroba przebiega, itd. A u nas nie dość, że nie wprowadza się takich przepisów, to jeszcze zaostrza się kary dla lekarzy.

Co dalej?

Lekarze będą odchodzić z sektora publicznego, wyjeżdżać za granicę. Będą bardzo zachowawczy w swoich działaniach i to zaszkodzi pacjentom. To będzie też emigracja pacjentów, bo pacjent, wiedząc, że lekarz nie podejmie się ryzykownych procedur, wybierze wyjazd za granicę. Liczymy na to, że jak najszybciej będzie procedowana poprawka do tej ustawy, żeby ten przepis zmienić.