Dlaczego kwarantanna społeczna jest tak ważna w walce z koronawirusem?

25.03.2020
Aktualizacja: 25.03.2020 19:59
Kwarantanna a walka z koronawirusem
fot. Shutterstock

Dlaczego odizolowanie ludzi od siebie ma takie znaczenie w walce z koronawirusem? Jaką rolę w rozprzestrzenianiu się koronawirusa mają "cisi nosiciele" oraz supernosiciele? 

W całej Europie rośnie liczba osób zarażonych koronawirusem, rośnie też liczba ofiar śmiertelnych. Rządy prawie wszystkich krajów europejskich ogłosiły stany epidemiologiczne i nakazały swoim obywatelom izolację. Również w Polsce. Polacy zostali poproszeni o pozostanie w domach i ograniczenie swojej aktywności poza domem do minimum. Dozwolone są jedynie przejazdy do i z pracy (ale tylko tej, której nie można wykonywać zdalnie), spacery lub aktywności sportowe z dala od skupisk ludzkich, zakupy spożywcze lub w aptekach. Niektóre osoby są całkowicie odizolowane, w kwarantannie narzuconej przez sanepid. Czy takie działania mają sens? Czy kwarantanna polegająca na separowaniu ludzi jest konieczna?

Wszystko wskazuje na to, że tak. Początkowo naukowcy zalecali izolowanie tylko osób wykazujących objawy choroby COVID-19, wywoływanej przez koronawirusa SARS-CoV-2. Na liście znalazły się: gorączka, kaszel, duszność, ból głowy. Jednak z czasem okazało się, że ta lista objawów jest znacznie dłuższa. Dopisywano do niej dolegliwości ze strony układu pokarmowego (biegunka, wymioty, bóle brzucha, brak apetytu) oraz laryngologiczne, takie jak chwilowy brak powonienia czy smaku. Okazało się również, że wiele osób, będących nosicielami tego wirusa, nie ma żadnych objawów. I to właśnie oni – supernosiciele – odpowiadają za tak szybkie i dramatyczne w skutkach rozprzestrzenianie się wirusa na całym świecie. Wykrycie ich jest bardzo trudne i dzieje się tak dopiero wtedy, gdy zarażą innych ludzi. Tak było w przypadku 53-letniego Brytyjczyka, który zaraził się SARS-CoV-2 podczas podróży służbowej w Singapurze na początku lutego 2020 r. Nie miał żadnych objawów. Jednak podczas swojego urlopu na nartach we Francji zaraził 11 osób. Podobnie było w przypadku epidemii SARS, która miała miejsce w 2003 r.

Supernosiciel SARS z Chin

Tym mianem został określony 64-letni nefrolog, pracujący w szpitalu w prowincji Guangdong w Chinach. Szacuje się, że przyczynił się do ponad 4 tys. infekcji na całym świecie. Prawdopodobnie wirusem SARS zaraził się od jednego ze swoich pacjentów. Początkowo nie miał żadnych objawów. W drodze na imprezę rodzinną spędził jedną noc w hotelu Metropol w Hongkongu. To właśnie tam zaraził inne osoby. Naukowcy przypuszczają, że źle się poczuł i wymiotował w pokoju hotelowym lub na korytarzu. Szybko posprzątał po sobie, ale wirus krążył już po hotelu. Najprawdopodobniej rozprzestrzeniał się przez klimatyzację. W ten sposób zaraziła się kobieta, która później wyleciała do Kanady, czy dwie panie, które później poleciały do Singapuru. Sam lekarz zmarł 11 dni później na zapalenie płuc wywołane przez tego wirusa.

Dlaczego kwarantanna społeczna jest tak ważna?

To właśnie osoby, które nieświadomie zarażają innych, stanowią największe niebezpieczeństwo. Same mogą przejść infekcję bezobjawowo, ale inni mogą mieć mniej szczęścia. Kwarantanna społeczna ma na celu m.in. odizolowanie ewentualnych nosicieli tego patogenu. Zdaniem chińskich epidemiologów, nawet jedna trzecia zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 może być "cichymi nosicielami", a coraz więcej badań wskazuje, że patogen ten jest najbardziej zaraźliwy przed wystąpieniem jakichkolwiek objawów.

Jak donosi "South China Morning Post", w Chinach do końca lutego testy na obecność koronawirusa dały wynik dodatni u 43 tys. osób, które nie miały wówczas żadnych objawów. Takie osoby poddawano kwarantannie, ale nie wliczano ich do oficjalnego bilansu potwierdzonych zakażeń, który wynosił wówczas około 80 tys. Dlaczego? Bo poszczególne kraje klasyfikują zarażonych według własnych reguł. Na przykład Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) do statystyk wlicza wszystkie dodatnie przypadki, niezależnie od tego, czy mają objawy, czy nie. Podobnie postępują władze Korei Południowej. Inaczej jest w przypadku wspominanych Chin, a w USA, Wielkiej Brytanii czy we Włoszech nawet nie bada się osób niemających objawów zarażenia tym patogenem. To zdaniem epidemiologów błąd. Wykonywanie testów u takich osób i wczesna izolacja pozwoli na zatrzymanie lawinowego przyrostu zakażeń. Tak było w Chinach oraz Korei Południowej, ale również w Europie.

Światowe media z uznaniem opisywały działania podjęte w miasteczku Vo w pobliżu Padwy, gdzie stwierdzono pierwszy we Włoszech zgon osoby zakażonej koronawirusem. Dzięki przebadaniu wszystkich mieszkańców miasteczka – z objawami i bez – udało się tam w stosunkowo krótkim czasie powstrzymać wzrost liczby nowych infekcji i praktycznie wygasić pierwsze ognisko epidemii w Wenecji Euganejskiej.

Zamknięcie granic, ograniczenie lotów – to ma sens

Zdaniem naukowców tak szybkie rozprzestrzenianie się koronawirusa SARS-CoV-2 było spowodowane masowym przemieszczeniem się ludzi, którzy byli zarażeni, ale nie mieli żadnych objawów choroby. Wprowadzenie kwarantanny społecznej, izolowanie osób zarażonych, nawet tych bezobjawowych ma sens. Dowodzi tego przykład Chin czy Korei Południowej, w której zmniejsza się liczba osób zarażonych i chorych na COVID-19.
Każda osoba, która stosuje się do zaleceń kwarantanny, jest zerwanym ogniwem w łańcuchu zarażenia.

Źródło: medicalnewstoday.com/ PAP