Na czym polega larwoterapia, czyli oczyszczanie ran za pomocą larw?

16.10.2018 09:56
Leczenie ran larwami - larwoterapia
fot. Shutterstock

Leczenie ran larwami muchy zielonej może niektórym wydawać się obrzydliwe, ale ta metoda jest skuteczniejsza od leczenia chirurgicznego. Te małe stworzenia są precyzyjne i zainteresowane tylko tkanką martwą lub zainfekowaną. Działają skuteczniej niż chirurg i jego skalpel.

Leczenie rozległych ran z tkanką martwiczą larwami muchy zielonej Lucilia sericata jest skuteczniejsze niż leczenie chirurgiczne. Te larwy są precyzyjniejsze niż chirurg – uważa Magdalena Bugaj, lekarka ze Wschodniego Centrum Leczenia Oparzeń i Chirurgii Rekonstrukcyjnej w Łęcznej. Swoje wyniki badań przedstawiła podczas II Forum Leczenia Ran, które odbyło się w Zakopanem.

Larwoterapia – kiedy się ją stosuje?

Larwoterapię, czyli metodę oczyszczania trudno gojących ran, stosuje się w przypadku leczenia ran przewlekłych lub przebiegających z zakażeniem, np. przy stopie cukrzycowej, odleżynach i owrzodzeniach podudzi, w leczeniu rozległych zakażonych ran urazowych, a także w infekcjach podskórnych wywołanych przez oporne na antybiotyki bakterie, takie jak gronkowiec czy pałeczka ropy błękitnej. Czyli tam, gdzie leczenie chirurgiczne, antybiotykoterapia czy zastosowanie opatrunków hydrokoloidowych jest nieskuteczne bądź niemożliwe.

Dowiedz się więcej: WHO: W starciu z tymi 12 bakteriami medycyna jest zupełnie bezsilna

Larwy muchy zielonej Lucilla Sericata idealnie nadają się do tego zadania, bo żywią się tylko bakteriami i martwą tkanką, więc nie dotkną zdrowej tkanki z rany.

– W niektórych przypadkach chirurgiczne leczenie ran jest bardziej obciążające dla pacjenta, wiąże się ze znieczuleniem bądź z bólem. Larwoterapia jest mniej inwazyjna, a daje bardzo dobre efekty, jeżeli chodzi o oczyszczenie ran. Larwy ponadto neutralizują biofilm bakteryjny, który niestety jest wielkim wrogiem w leczeniu ran – tłumaczyła Magdalena Bugaj. I dodała: – Larwa nie rusza żywych tkanek, czyli jest bardziej selektywna niż chirurg.

Leczenie ran larwami – ta metoda ma długą historię

Ta metoda znana jest już od czasów starożytności – z powodzeniem była stosowana m.in. przez Majów oraz Aborygenów. Niestety popularność tej metody spadła, gdy pojawiła się antybiotykoterapia i odstąpiono od niej na rzecz chirurgicznego oczyszczania ran wspomaganego leczeniem antybiotyków. Drugi rozkwit larwoterapii nastąpił w latach 90. XX w., gdy amerykańscy naukowcy ponownie odkryli dobroczynne działanie tych larw i zaczęli z sukcesem stosować je do oczyszczania ran. W styczniu 2004 roku Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zezwoliła na produkcję i wprowadzenie do obrotu czerwi (typ larwy beznogiej błonkówek i muchówek, bez wyraźnej puszki głowowej) do wykorzystania u ludzi lub innych zwierząt jako środek medyczny dostępny na receptę.

Jak działa larwoterapia?

Metoda ta ma szerokie działanie – działa na trzech płaszczyznach. Po pierwsze, larwy oczyszczają z rany martwą i zainfekowaną tkankę (nie uszkadzając przy tym zdrowej). Po drugie, ich wydzieliny (wydalane w trakcie trawienia) mają działanie przeciwbakteryjne, w ten sposób odkażają rany. Po trzecie, wydzieliny larw pobudzają rany do gojenia, a mikromasaż wykonywany przez nie podczas poruszania się w ranie pobudza tworzenie się w niej ziarniny i wysięku. Co istotne, później larwa wchłania martwicę rozpuszczoną przez swoje enzymy. 

Polecamy: Czyrak to bolesny i nieestetyczny wrzód. Jak sobie z nim radzić?

Skąd się bierze larwy do oczyszczania ran?

Larwy są jednorazowego użytku. Żyją od 48 do 72 godzin, a następnie są neutralizowane. Aby leczenie było skuteczne, stosuje się około 3 do 5 larw na centymetr kwadratowy rany. Ilość zastosowania larw zależy od wielkości i grubości martwicy, która pokrywa ranę oraz w zależności od stopnia zakażenia bakteryjnego. Sesje można powtarzać kilkakrotnie, w zależności od ilości martwicy w obrębie rany. Jedna sesja trwa nawet kilka dni, czyli cały cykl życia larwy, które nieustannie działają na ranie. Są to larwy much zielonych hodowanych laboratoryjne, w sterylnych warunkach ze sterylizacją jaj.

Jak wygląda leczenie larwami?

Magdalena Bugaj przyznała, że coraz więcej pacjentów w Polsce korzysta z tej formy leczenia ran. Często sami o nią pytają. Jednak dla wielu z nich widok żywych larw w ranie jest nie do zaakceptowania.

– Zdarza się, że pacjenci po prostu nie chcą, żeby jakieś robaczki chodziły im po ranie, dlatego przy niewielkich ranach przewlekłych stosujemy larwoterapię w opatrunkach okluzyjnych, czyli zamkniętych. W takich opatrunkach nie widać larw i nie stanowi to już dla pacjenta takiego dyskomfortu wizualnego – wyjaśniła.

Właśnie z tego powodu stosuje się dwa rodzaje opatrunku: otwarty oraz zamknięty. W otwartym opatrunku larwy umieszczone są bezpośrednio na ranie pod hydrokoloidowym opatrunkiem, siateczką i plastrem. W ten sposób mają zapewniony dopływ powietrza (potrzebują go, by przetrwać) i mogą spokojnie działać. Natomiast w formie zamkniętej larwy umieszcza się w małej torebce z miękkiej siateczki – przepuszczalnej membrany z umii, którą przykłada się do rany.

Gdy czerwie są już nasycone, rosną i próbują opuścić ranę. Takie dwudniowe terapie mogą być stosowane wielokrotnie w zależności od stopnia ciężkości niegojącej się rany.

TO CIĘ MOŻE ZAINTERESOWAĆ: 

Źródło: PAP/ materiały własne
------------------------
zdrowie.radiozet.pl/mk