Tak leczono dawniej... Niektóre praktyki budzą przerażenie!

04.10.2018 16:49
Medycyna przeszłości - jak leczo dawniej
fot. Shutterstock

Dawne metody leczenia u osób żyjących współcześnie budzą przerażenie. Trepanacja czaszki w czasach, gdy nie było znieczulenia, lewatywa z dymu tytoniowego, by ogrzać chorego od wewnątrz, nacinanie i nakłuwania dziąseł niemowląt w czasie ząbkowania czy wybielanie zębów moczem. Niektóre metody były bardziej niebezpieczne dla zdrowia i życia niż choroby, przy których je stosowano.

Lewatywa z dymu tytoniowego

Ta metoda była bardzo popularna w XVII w Anglii. Uważano, że lewatywa z dymu tytoniowego może wyleczyć wiele dolegliwości. Jednak najpowszechniej stosowano ją podczas ratowania osób tonących – uważano, że dym ogrzewa je od wewnątrz.

Mechanizm działania tej metody najlepiej obrazuje studium przypadku z 1746 r., opisane w artykule opublikowanym w The Lancet: „Żona mężczyzny została wyciągnięta z wody najwyraźniej martwa. Jeden z marynarzy podsunął mu fajkę i poinstruował męża, by wbił ustnik w odbyt żony, przykrył główkę fajki kawałkiem papieru i »mocno dmuchnął«. Kobieta cudem ożyła”.

Co ciekawe, zachowały się do czasów współczesnych zestawy reanimacyjne stosowane w tamtych czasach i dostępne w wybranych punktach wzdłuż rzeki Tamizy. W zestawie był m.in. sprzęt niezbędny do wykonania lewatywy tytoniowej.
Ta metoda była w tamtych czasach bardzo popularna (stosowano ją do leczenia wielu poważnych chorób). Jednak stała się niebezpieczna dla stosujących ją „medyków”. Bardzo często zamiast wdmuchiwać  dym w pacjenta, sami go wdychali. Na szczęście – dzięki wprowadzeniu zestawu do lewatywy składającej się z mieszków – ich praca stała się mniej niebezpieczna.  

Popularność tej metody datuje się do początku XIX w. To wtedy odkryto, że tytoń powoduje uszkodzenie serca i przestano ją praktykować.

Polecamy: Dżumy wcale nie przenosiły szczury! Zaskakujące odkrycie naukowców

Lobotomia dla agresywnych

Jedną z najstraszniejszych i najgorszą w skutkach metodą leczenia była lobotomia. Metoda ta przez bardzo długi czas była uważana za skuteczną w leczeniu zaburzeń psychicznych (w tym depresji, schizofrenii). W latach 1935-1960 w USA wykonano prawie 50 000 tego typu zabiegów.

Metoda ta polegała na przecięciu włókien nerwowych łączących płaty czołowe z międzymózgowiem. W efekcie pacjent, na którym wykonano taki zabieg - tracił pamięć, bełkotał, nie potrafił kontrolować potrzeb fizjologicznych, był apatyczny, nie potrafił logicznie myśleć.

Odkrywcą tej metody był Walter Freeman, a jego metody do dziś wspominane są jako barbarzyństwo. Wbijał bowiem pacjentom szpikulec do lodu w oczodół i obracał go w taki sposób, by przerwać wiązania nerwowe.

Sprawdź: Szczepionka na... stres? Zastrzyk z bakterii może pomóc w leczeniu depresji

Wypalanie żelazem hemoroidów

Osoby z hemoroidami (żylaki odbytu) były leczone na dwa sposoby. Pierwsza metoda - o nazwie św. Fiakra - polegała na wypalaniu ich rozgrzanym żelaznym prętem, który wkładano w odbyt. Druga metoda - Hipokratesa - polegała na wyrywaniu ich paznokciami.

Wybielanie zębów moczem

Jeszcze do niedawna wiele osób wierzyło w lecznicze właściwości moczu. Jego popularność sięga bardzo dawnych czasów – Cesarstwa Rzymskiego. Ludzie zbierali go do specjalnych naczyń, a później sprzedawali. Był nawet podatek ze sprzedaży tego „złotego” płynu.

Mocz miała wiele zastosowań – nie tylko medycznych (używano go np. do produkcji prochu strzelniczego). W medycynie stosowano go do zmiękczania skóry lub... wybielania zębów! Uważano, że zawarty w nim amoniak pomaga oczyścić zęby z przebarwień i działa przeciwbakteryjnie. Dzisiaj lekarze odradzają takie działania. Lepiej skorzystać z pasty do zębów. I bezpieczniej, i oddech świeższy!

Warto przeczytać: Cuchnący zapach potu i moczu może być objawem poważnej choroby. Sprawdź jakiej!

Nacinanie dziąseł niemowlaków

W dawnych czasach śmiertelność wśród dzieci w wieku od 6 miesięcy do 2 lat była bardzo wysoka. Ponieważ dzieci umierały, gdy zaczynały ząbkować, medycy uznali, że to wyrzynanie się zębów jest winne ich zgonom. W starych dokumentach można znaleźć informację, że w Anglii i Walii w 1839 r. ponad 5000 zgonów niemowląt przypisano ząbkowaniu.

Jest przyczyna, więc musi być też metoda leczenia. Medycy prześcigali się w pomysłach, jak leczyć maluchy: przykładanie do dziąseł pijawek, nacinanie dziąseł. Niektórzy nawet trzymali tył głowy dziecka nad ogniem.

W XVI wieku francuska chirurg Ambroise Paré (1510-1590) wprowadziła metodę nakłucia dziąseł. Stała się ona preferowaną metodą leczenia. W artykule opublikowanym w „The Lancet” opisano niektóre przypadki leczenia w ten sposób.

„Gdy tylko zobaczyłem obrzęk dziąseł, natychmiast wyjąłem lancet i przeciąłem dziąsła do zębów” – napisał w swoim pamiętniku lekarz Marion Sims (1813-83). Niektórzy nie poprzestawali tylko na jednokrotnym nacięciu. „Lekarz Marshall Hall (1790-1857) napisał, że polecił swoim uczniom, aby nacinali dziąsła dzieci przed, w trakcie i po pojawieniu się zębów, czasami dwa razy dziennie”.

Jak dotąd nie wiadomo, ile dzieci zmarło z powodu zakażeń, które prawdopodobnie rozwinęły się po takich zabiegach.

Dowiedz się: Dlaczego niektóre noworodki rodzą się z zębami?

Operacja mózgu w epoce kamienia

Trepanacja czaszki polega na wywierceniu dziury w czyjejś czaszce. Okazało się, że ta metoda leczenia znana była już w okresie neolitu. Choć brzmi to niewiarygodnie to około 5-10% wszystkich czaszek neolitycznych ma ślady po trepanacji (zarówno te odkryte w Europie, na Syberii i w obu Amerykach). Oczywiście trudno jest stwierdzić, czy wszystkie operacje zostały przeprowadzone przed śmiercią. Jednak z całą pewnością można stwierdzić, że niektórzy ją przeżyli.  

Jak wyglądał ten zabieg w tamtych czasach (gdy nie było narzędzi czy znieczulenia), możemy sobie tylko wyobrazić. W dzisiejszych czasach również przeprowadza się trepanację czaszki, ale wymaga to o wiele więcej finezji oraz znieczulenia.

Przeczytaj: Historia wybudzonego ze śpiączki: Spadł z 3 metrów na beton ratując kolegę podczas ataku padaczki

Źródło: medicalnewstoday.com
--------------------------------------
zdrowie.radiozet.pl/ mk