Zamknij

Chińczycy robią wymazy z odbytu na obecność koronawirusa. Amerykanie i Japończycy protestują

01.03.2021
Aktualizacja: 01.03.2021 16:30
Wymaz z odbytu na obecność koronawirusa?
fot. Shutterstock

Myślisz, że pobieranie wymazu z gardła oraz nosa w celu zrobienia testu na obecność koronawirusa jest straszne? Pomyśl, że może być gorzej. Okazuje się, że Chińczycy robią testy analne na obecność tego patogenu. Ich zdaniem są one skuteczniejsze niż zwykłe testy PCR. Czy mają rację?

Amerykański Departament Stanu domaga się wyjaśnień od chińskiego rządu, dlaczego amerykańscy dyplomaci są zmuszani po poddania się analnym testom na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Japoński rząd domaga się od Chin, by przestano poddawać wjeżdżających do tego kraju Japończyków analnym testom na COVID-19, bo procedura ta  wywołuje u nich „cierpienie psychiczne” – takie informacje pojawiły się w ostatnich dniach w mediach, wywołując niepokój u wielu osób. Dlaczego Chińczycy zmuszają ludzi do robienia wymazów z odbytu w celu sprawdzenia, czy są zarażeni koronawirusem SARS-CoV-2?

Testy analne na obecność koronawirusa?

Chińskie władze od ponad tygodnia nie zgłosiły ani jednego nowego lokalnego przypadku COVID-19. Pekin utrzymuje jednak surowe restrykcje na granicach, w tym obowiązek kwarantanny i testów dla wszystkich przyjezdnych. W praktyce wjazd do kraju jest niemożliwy dla większości cudzoziemców, ale z zakazu wyłączeni są dyplomaci, pod warunkiem, że poddadzą się testom na obecność koronawirusa SARS-CoV-2. Problem w tym, że od niektórych osób pobierane są wymazy z odbytu, gdyż chińscy naukowcy uznali takie testy za pewniejsze niż badanie próbek pobranych z gardła czy nosa. Ich zdaniem bowiem ślady wirusa pozostają dłużej w odbycie niż w drogach oddechowych.

Powołują się oni na badania przeprowadzone przez lekarzy z Wydziału Lekarskiego Chińskiego Uniwersytetu w Hongkongu (CU Medicine), z których wynika, że osoby z COVID-19 mają aktywną i długotrwałą infekcję wirusową jelit. Zdaniem badaczy, występuje ona nawet przy braku objawów żołądkowo-jelitowych, a nawet po ustąpieniu objawów z górnych dróg oddechowych. Zalecają więc wsadzenie wymazówki do odbytu na jakieś 5 cm i przekręcenie jej kilkukrotnie w celu zebrania odpowiedniej ilości materiału badawczego. Ich zdaniem analne badanie na obecność koronawirusa jest skuteczniejsze niż standardowy test opierający się na wymazie pobranym z nosa i gardła.

Jako przykład podawany jest przypadek 52-letniego mężczyzny z północnej prowincji Shaanxi, który przebywał na kwarantannie z powodu kontaktu z zarażoną osobą. Test PCR dał wynik negatywny, ale badanie kału potwierdziło obecność koronawirusa w organizmie mężczyzny.

Takie badania robione są nie tylko u dyplomatów, ale również u zwykłych Chińczyków (głównie u niemowląt i małych dzieci ze względu na trudność pobrania wymazu z ich nosa i gardła). Chiński Uniwersytet w Hongkongu wykonuje je od marca 2020 r.

– Próbki stolca są wygodniejsze, bezpieczniejsze i nieinwazyjne do pobrania u dzieci i mogą dawać dokładniejsze wyniki – napisał w komunikacie prasowym CU Medicine Paul Kay Sheung CHAN, przewodniczący Wydziału Mikrobiologii i zastępca dyrektora Centrum Badań nad Mikrobiotą jelitową. I dodał, że u trzech osób na piętnaście badanych stwierdzono – dzięki testom analnym – aktywną infekcję wirusową nawet 6 dni po ustąpieniu objawów górnych dróg oddechowych.

Złotym standardem są wymazy z gardła i nosa, a nie z odbytu!

Czy to prawda, że badanie kału jest skuteczniejsze jeśli chodzi o wykrywanie koronawirusa? Zdaniem amerykańskich uczonych, absolutnie nie. Podkreślają oni, że wymazy z nosa i gardła pozostają najskuteczniejszym testem na obecność koronawirusa, ponieważ wirus ten przenosi się przez górne drogi oddechowe, a nie przez układ pokarmowy.

– To badanie (na które powołują się Chińczycy - przypomina red.) jest błędne. Rzeczywiście na przełomie marca i kwietnia pojawiły się informacje o obecności koronawirusa w kale, ale potem ustalono, że nie oznacza to, że w organizmie jest aktywna infekcja – tłumaczy prof. Omai Garner, kierownik sekcji mikrobiologii klinicznej i dyrektor ds. badań na Wydziale Patologii i Medycyny Laboratoryjnej UCLA Health.

Potwierdza to dr Gary W. Procop, dyrektor medyczny i współprzewodniczący Enterprise Laboratory Stewardship Committee w Cleveland Clinic oraz dyrektor Molecular Microbiology, Virology, Mycology and Parasitology.

– Owszem koronawirusa SARS-CoV-2 można znaleźć w kale, ale wymazy z gardła i nosa są pewniejsze. Potwierdziliśmy to wielokrotnie – tłumaczy dr Gary W. Procop i dodaje: – Jest to najlepsze źródło informacji, jeśli chcesz się dowiedzieć, czy dana osoba jest zarażona.

Dr Gary W. Procop nie widzi większego sensu w robieniu wymazów z odbytu, by robić test na obecność koronawirusa, ale uważa, że badanie ścieków w budynkach mieszkalnych ma sens.

– Jeśli znajdziesz koronawirusa SARS-CoV-2 w ściekach, oznacza to, że ktoś w budynku jest potencjalnie zarażony. To dobry sposób na prowadzenie nadzoru nad dużymi grupami ludzi bez robienia badań wszystkim mieszkańcom –  uważa dr Gary W. Procop.

Źródło: Washinton Post/ PAP/ Healthline.com/