Zamknij

Biegunka, gorączka od antybiotyków. Lekarz: to efekt leczenia przez telefon

02.06.2021 12:11
Biegunka
fot. Shutterstock

Przewlekłe biegunki, gorączka, osłabienie - to zdaniem zakaźnika Piotra Krawczyka efekt ''rozdawania hojną ręką antybiotyków przez lekarzy rodzinnych''. Specjalista opowiada o trudnej sytuacji, w jakiej znalazło się wielu pacjentów leczonych przez teleporadę. Czasami niewielkie problemy zdrowotne kończą się hospitalizacją z powodu zakaźnej biegunki.

Clostridioides difficile to groźna bakteria, która jest jedną z najczęstszych przyczyn rzekomobłoniastego zapalenia jelit, poważnego schorzenia spowodowanego nadmiernym namnożeniem tych bakterii w świetle jelita grubego.

Zakażenia bakterią są częste u pacjentów hospitalizowanych, ale ryzyko kolonizacji bakterią wzrasta również u osób przyjmujących... antybiotyki.

- Mamy efekt leczenia przez telefon i rozdawania hojną ręką antybiotyków przez lekarzy rodzinnych - denerwuje się dr Piotr Krawczyk ze szpitala zakaźnego im. Biegańskiego w Łodzi.

Zakaźnik na łamach ''Wyborczej'' stwierdza, że słyszy ostatnio określenie "Clostridium dificile" po kilkanaście razy dziennie. Co najmniej tyle razy słyszy w słuchawce pytanie, czy szpital może przyjąć pacjenta z taką bakterią.

- To powikłania po leczeniu telemedycyną, gdy lekarz rodzinny, zamiast zbadać pacjenta, hojną ręką rozdaje antybiotyki - kwituje gorzko dr Krawczyk.

Biegunki, gorączka, osłabienie od antybiotyków. Lekarz: to efekt leczenia przez telefon

Zakaźnik dr Piotr Krawczyk tłumaczy w rozmowie z ''Wyborczą'', że nadmierną chęć do stosowania antybiotykoterapii zauważył już dawno.

- Antybiotyki są przepisywane i wtedy, kiedy potrzeba, i wtedy, gdy nie potrzeba. Na katar, na gardło, no i na koronawirusa też. Największym problemem jest to, że teraz często aplikuje się je na oślep, bez badania pacjenta, bez sensu. Choć pandemia wyraźnie zelżała, wielu lekarzy rodzinnych nadal nie bada pacjentów, tylko leczy ich przez telefon. Antybiotykami. A że wśród chorych wielu jest tych z koronawirusem, to oni stają się odbiorcami tej terapii. I cierpią na dokuczliwe powikłania - wyjaśnia specjalista.

Powikłania, o których wspomina dr Krawczyk to właśnie bakterie Clostridium dificile - często uśpione w przewodzie pokarmowym zarodniki uaktywniają się i namnażają pod wpływem antybiotyków, które wyjaławiają florę bakteryjną.

Bakterie te wytwarzają toksyny, które wchłaniają się z przewodu pokarmowego i prowadzą do problemów jelitowych, takich jak uporczywe biegunki, gorączka, osłabienie. Objawy te, zwłaszcza u osób starszych i słabszych mogą prowadzić do odwodnienia. To z kolei jest wskazaniem do hospitalizacji, podania kolejnych antybiotyków, nawadniania i podawania probiotyków, które mają za zadanie przywrócić równowagę flory bakteryjnej.

Dr Piotr Krawczyk w rozmowie z ''Wyborczą'' porusza jeszcze jeden istotny problem. Zdaniem specjalisty zakaźnicy zaobserwowali także narastającą falę powikłań u pacjentów, którzy byli antybiotykiem leczeni ambulatoryjnie - a z wywiadu wynika, że głównie przez telefon - na COVID-19.

- Ci, których próbują skierować do nas teraz lekarze, to ozdrowieńcy, którzy koronawirusa już zwalczyli, za to zmagają się z jego powikłaniami, które też trzeba leczyć w szpitalu - przestrzega zakaźnik.

Chorzy z zakaźną biegunką trafiają w końcu do szpitali, gdzie na przepełnionych oddziałach rozprzestrzenia się zakażenie. ''Jeden pacjent łapie ją od drugiego'' - podsumowuje sytuację dr Krawczyk.  

Źródło: lodz.wyborcza.pl, gastroenterologia-praktyczna.pl