Lekarz mówi, jak jest na SOR-ze po likwidacji izby wytrzeźwień

11.04.2018 13:28

— Pijackie awantury, przekleństwa i wyrwane z futryną drzwi nie mogą być codziennością w pracy szpitala — niezwykle wymowny post Bartosza Nowakowskiego, ortopedy ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego we Włocławku, wywołał w sieci ogromne poruszenie. Zamknięcie izb wytrzeźwień zdaniem specjalisty stanowi zagrożenie dla zwykłych pacjentów, którzy muszą stykać się z patologią rodem ze scenariusza Patryka Vegi...

Bartosz Nowakowski: Lekarz mówi jak jest na SOR-ze po likwidacji izby wytrzeźwień fot. Shutterstock/East News

„Ostra jazda” na ostrym dyżurze...

— Sytuacja, kiedy lekarz, ratownik medyczny albo pani pielęgniarka pławią się w ekskrementach, kiedy nasze ciuchy, buty i dłonie mają bezpośredni kontakt z kałem, moczem, wymiocinami, a czasem białymi robakami pasożytującymi w pachwinach przebywających na oddziale SOR alkoholików, żeby po chwili badać albo pobierać krew kilkuletniego dziecka, w XXI wieku jest sytuacją niedopuszczalną — napisał Bartosz Nowakowski za pośrednictwem mediów społecznościowych. Jego post wywołał lawinę komentarzy wśród internautów.

Po ostatnim, 24-godzinnym dyżurze lekarz uznał, że miarka się przebrała i dalej nie jest w stanie tolerować decyzji władz, która nie tylko wpływa na jakość i komfort jego pracy, ale także stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia pacjentów. Choć o alkoholikach, którymi po likwidacji izby wytrzeźwień personel medyczny musi zajmować się razem z innymi pacjentami, ortopeda wielokrotnie rozmawiał zarówno z zarządem szpitala, politykami i przedstawicielami władz samorządowych oraz wojewódzkich, to jednak nie udało się mu nic zmienić. Zdając sobie sprawę z konsekwencji ujawnienia kulis patologii, która dzieje się na SOR-ach, Nowakowski postanowił mimo wszystko nie dać za wygraną.

— Jeśli mój przydługi post stanie się kanwą jakiejkolwiek poważnej dyskusji i zmiany polityki w obszarze szpitalnego oddziału ratunkowego, uznam to za osobisty wkład w podnoszenie poziomu jakości świadczeń wobec chorych — napisał ortopeda.

SOR czy... oddział patologii?

— Nie wiem, kto był pomysłodawcą likwidacji izby wytrzeźwień w moim rodzinnym mieście. Decyzja ta od wielu lat niesie za sobą konsekwencje dla opatrywanych przeze mnie pacjentów podczas dyżurów w SOR i myślę, że nie dotyczy wyłącznie moich godzin pracy — ujawnił Nowakowski, opisując przy okazji, z czym muszą na co dzień radzić sobie pracownicy oddziałów ratunkowych.

Odkąd zlikwidowano izby wytrzeźwień, ich praca nie ma za wiele wspólnego z leczeniem pacjentów wymagających rzeczywistej pomocy. Największym wyzwaniem jest przetrwanie starcia z alkoholikami, których zachowań nie da się przewidzieć. Wylatujące z futryny drzwi czy wszechogarniający zapach kału, uryny i wymiocin stały się codziennością na SOR-ach. Jak w takich warunkach udzielać pomocy dzieciom czy pobierać krew od trzeźwych pacjentów, którzy potrzebują opieki? Zamiast leczyć personel, musi się angażować w pijackie awantury, znosić przekleństwa i obrażanie pracowników oraz dbać o to, by awanturnicy nie niszczyli szpitalnego mienia. 

— Atmosfera Izby Przyjęć przesycona zapachem uryny i przypominająca squat kloszardów nie sprzyja budowaniu dobrego wizerunku niezależnie od kompetencji zespołu — wyjaśnia Nowakowski, zaznaczając, że sytuacja jest już na tyle poważna, że zagraża bezpieczeństwu nie tylko pozostałych pacjentów, ale także samych lekarzy. 

Zagłosuj

Czy Twoim zdaniem pacjenci SOR powinni mieć kontakt z osobami kwalifikującymi się do izby wytrzeźwień?

Odpowiedzialność karna za opieszałość i spóźnione decyzje za chwilę stanie się faktem dla któregoś z nas — podkreśla ortopeda, ostrzegając pozostałych pracowników SOR. Jak się skupić na tym, by jak najlepiej pomóc osobom wymagającym diagnozy, jeśli tonie się w ekskrementach pijaków-awanturników, których niesubordynowanych zachowań nie da się przewidzieć? 

Gehenna na oddziałach ratunkowych po zamknięciu izb wytrzeźwień

 Problemy są po to, żeby je rozwiązywać. Brak pomysłu bądź woli uporządkowania spraw dla pacjentów w stanach ostrych jest zaniechaniem, którego konsekwencje dotyczyć mogą i będą nas wszystkich — zaznacza Nowakowski.

Co na to internauci?

Zrzut ekranu 2018-04-11 o 13.11.43 1
Zrzut ekranu 2018-04-11 o 13.12.05 1
Zrzut ekranu 2018-04-11 o 13.11.52

Komentujący post lekarza z Włocławka nie mają wątpliwości, że podobna sytuacja panuje także w innych szpitalach. Z awanturującymi się pijakami na oddziałach ratunkowych musi także radzić sobie personel medyczny w innych krajach.

Zrzut ekranu 2018-04-11 o 13.17.27
Zagłosuj

Czy popierasz manifest lekarza, który chce rozwiązania problemu z alkoholikami na oddziałach ratunkowych?

— Być może mój post wywoła poruszenie, które skutkować będzie konsekwencjami dotyczącymi mojego zatrudnienia, szpitalnego kontraktu i kariery zawodowej, ale mam dość. [...] Jeśli zapadnie decyzja, że Nowakowskiego za niewyparzony język należy spalić na stosie, ostatnią moją myślą będzie: „Było warto...” — napisał lekarz, który miał odwagę, by wyjawić mroczną stronę swojej codziennej pracy na oddziale ratunkowym. 

TO CIĘ ZAINTERESUJE:

____

zdrowie.radiozet.pl/π

Oceń