Chemiczne warzywa, szynka z azotynami, barwione pieczywo. Czym karmić dzieci?

24.02.2020
Aktualizacja: 24.02.2020 11:48
Czym karmić dzieci? Dietetyk podpowiada
fot. Shutterstock

Sklep spożywczy to dżungla. Tu cukier, tam olej palmowy, azotyny, azotany... O to, czym karmić dzieci, zapytaliśmy dr hab. Anetę Czerwonogrodzką-Senczynę, dietetyka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Na śniadanie: bułka biała czy razowa?

To zależy od tego, w jakim wieku jest dziecko. Małym dzieciom, do 2. roku życia, nie podajemy zbyt dużych ilości błonnika, dlatego też częściej wybieramy pieczywo mieszane - pszenno-żytnie. U dzieci starszych idziemy w kierunku pieczywa razowego, czyli z mąki „raz przemielonej” albo pieczywa pełnoziarnistego (typ mąki 1700-2000). Warto też wiedzieć, że nie każde ciemne pieczywo jest pieczywem razowym, może na przykład być zabarwione karmelem. Natomiast dieta powinna być przede wszystkim urozmaicona. Słodkie pieczywo i ciastka nie są polecane z uwagi na obecność tłuszczów o konfiguracji trans, wpływających niekorzystnie na zdrowie.

Co na kanapkę? Wędlina nie, bo azotyny, azotany. Ser żółty nie bardzo. Serki kanapkowe - sama chemia. Jest kłopot.

To prawda. Zaleca się nam unikania przetworzonego mięsa. Spożycie wędlin, które zawierają azotyny i azotany powinno być zminimalizowane. Na szczęście rynek jest tak bogaty, że da się znaleźć wędliny bez azotynu sodu w składzie. Uprzedzając kolejne pytanie: tak, nawet parówki. Można też samodzielnie upiec kawałek mięsa i wykorzystać jako dodatek do kanapek lub do sporządzania past do pieczywa.

Jeśli chodzi o ser żółty, to nie eliminujemy go zupełnie. Dzieci powinny jeść trzy porcje nabiału dziennie. Problem jest z tłuszczem (szczególnie nasyconym), który po 2. roku życia powinniśmy w diecie ograniczać. Ale jeden plasterek na kanapkę nie zaszkodzi. Zaniepokoić powinny nas konserwanty (najlepiej, żeby sery miały prosty skład: mleko, podpuszczka, bakterie kwasu mlekowego, sól).

W produktach typu light możemy spotkać barwnik spożywcze, bo im mniej tłuszczu, tym może być mniej koloru, ale warto pamiętać o tym, że wszystkie dodatki do żywności stosowane przez producentów (także konserwanty) są dopuszczone do obrotu. Każdy z nich ma określone ADI (z ang. acceptable daily intake), czyli maksymalne dzienne pobranie, czyli taką ilość danej substancji dodatkowej, która zjadana przez całe życie nie powinna spowodować żadnych dolegliwości i uszczerbku na zdrowiu. Zwykle producenci tego nie przekraczają. Raczej stosują dużo mniejsze ilości. Nie dajmy się zwariować.

Serki kanapkowe?

Generalnie trzeba się kierować tym, że powinny w swoim składzie zawierać naturalne składniki, które są charakterystyczne dla danej grupy produktów. Jeżeli to są produkty mleczne, to powinno to być mleko, żywe kultury bakterii, śmietanka (twarożek), a nie np. skrobia modyfikowana w śmietanie czy inne składniki niecharakterystyczne dla danej grupy produktów.

Mleko odtłuszczone czy pełnotłuste?

Do 2. roku życia nie ograniczamy spożycia tłuszczów. Potem najlepszym wyborem będą wartości pośrednie: 1,5-2 proc. Choć mleko 3,2 proc., w sytuacji, gdy twaróg ma 5-10 proc., a ser żółty 30 proc., też nie jest problemem, jeśli spożywamy mniejszą ilość, np. jeden kubek dziennie.

Płatki śniadaniowe?

Wyjdźmy od tego, że same płatki to nie jest dobrze zestawione śniadanie. Prawidłowo zestawione śniadanie to zupa mleczna plus coś jeszcze. Równie dobrze może to być kubek mleka czy jogurt do kanapki. Jeśli już wybierać płatki, to bez cukru.

Czyli jednak kanapka.

Węglowodany złożone. To one wolno się wchłaniają i mają dawać energię, żeby starczyło jej później na cały dzień.

Aneta Czerwonogrodzka-Senczyna
fot. Dr hab. Aneta Czerwonogrodzka-Senczyna

Bezpieczny dział z warzywami: pomidor, ogórek, ale zaraz, zima, warzywa naszpikowane chemią... Jeść czy nie jeść?

Nie wydaje mi się, żeby pomidory uprawiane zimą miały więcej „chemii” od tych uprawianych latem, choć nie mam na to naukowego potwierdzenia. Hodowane zimą niewątpliwie mają gorszy smak, bo są uprawiane w sztucznych warunkach, ale znowu: to, że są kontrolowane warunki sprawia, że można ograniczyć środki ochrony roślin. Na pewno jeść, bo korzyści, które płyną z jedzenia tych warzyw na pewno przewyższają ryzyko. Certyfikat ekologiczny również nie daje 100% gwarancji, że warzywa są wolne od niedozwolonych pozostałości pestycydów.

Co z mięsem? Mówi się, że dieta wegetariańska dla dzieci - tak, dieta wegańska - nie.

Generalnie dieta lakto-owo-wegetariańska, czyli taka, w które je się nabiał i jaja, uważana jest za bezpieczną dla dzieci, ponieważ łatwo ją zbilansować. Żeby prowadzić dietę wegańską, bo taka też jest możliwa do zastosowania u dzieci, trzeba mieć dużą wiedzę i być pod opieką specjalisty. Wymagana jest stała suplementacja niedoborowych składników, kontrola przyrostów masy i wysokości ciała oraz rozwoju, bo można wyrządzić krzywdę.

Kolejne nowe zalecenie: żadnych soków.

Soki powinny być limitowane. Do 6. roku życia 100-150 ml (1-3 lata – 100 ml) w ciągu dnia, potem (dzieci w wieku 7-18 lat) maksymalnie 235 ml. Soki powinny być pasteryzowane, 100% z owoców, bez dodatku cukru. Jeśli jest to mus, to nawet lepiej, bo składniki odżywcze z miąższu też tam będą. To co podkreślamy, to fakt, że sok nie powinien być traktowany jako napój, tylko porcja owoców. Napojem powinna być czysta woda.

Deseru - Boże broń?

W zaleceniach mamy, że tego cukru nie powinno być więcej niż 10 proc. wartości energetycznej całodziennej diety. Jeśli mamy dietę 2000 kalorii, to jest około 50 g cukru, czyli 10 łyżeczek. To nie jest mało. Natomiast w 2015 roku Światowa Organizacja Zdrowia zasugerowała zmniejszenie tej ilości o połowę - czyli do 5 łyżeczek. Generalnie powinniśmy zaspokajać smak słodki owocami, ale pamiętajmy, że w zaleceniach żywieniowych dla dzieci wciąż mamy słodki podwieczorek (mogą nim być np. naleśniki, produkty przygotowane na bazie jogurtu i owoców, porcja budyniu). Jeśli już dajemy słodycze, to najlepiej podawać je po głównym posiłku, a nie jako samodzielne danie. Zjedzenie samego sprawia, że apetyt na słodkie rośnie. Jeśli zjemy go do posiłku, to nie "rozkręcimy się na słodkie”. Po drugie, posiłek złożony, zawierający błonnik i nieprzetworzone produkty, do którego dodamy niewielką ilość cukru prostego nie będzie miał wysokiego indeksu glikemicznego.