Gdy rodzic odmawia zdiagnozowania dziecka, szkoła może wystąpić do sądu

18.12.2019
Aktualizacja: 18.12.2019 16:08
Gdy rodzic odmawia zdiagnozowania dziecka, szkoła może wystąpić do sądu
fot. Shutterstock

Wielu rodziców nie chce zdiagnozowania dziecka w poradni pedagogiczno-psychologicznej, bo boi się łatki "dziecko z problemami". Tymczasem bez właściwej diagnozy, trudno pomóc dziecku. Jeśli szkoła nie widzi możliwości współpracy z rodzicami, może wystąpić do sądu z prośbą o wgląd w sytuację dziecka.

Rośnie liczba dzieci dotkniętych zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Nauczyciele alarmują: nawet 30 proc. dzieci w każdej klasie ma jakieś problemy natury emocjonalnej, rozwojowej, wychowawczej i potrzebuje wsparcia pedagoga lub psychologa. Niestety tylko część z nich ma diagnozę z poradni pedagogiczno-psychologicznej, dzięki której można dać dziecku fachowe wsparcie i dostosować tok nauki do jego możliwości i umiejętności. Rodzice pozostałych dzieci z tej grupy nie chcą wysyłać dziecka do poradni, bo boją się, że do końca swojego życia będzie miało ono "żółte papiery", że nie znajdzie pracy etc. To oczywiście błędne myślenie. Poradnia diagnozuje dziecko i wydaje orzeczenia, które mają mu pomóc lepiej odnaleźć się w realiach szkolnych czy przedszkolnych.

- Nie ma żadnych "żółtych papierów", są różne dokumenty. Orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego nie oznacza, że dziecko musi iść do szkoły specjalnej, tylko że ma wyznaczony specjalny plan na edukację. I może iść do szkoły z oddziałami integracyjnymi, szkoły ogólnodostępnej czy zostać na nauczaniu domowym. Mamy też orzeczenie o niepełnosprawności, które jest nam potrzebne do rehabilitacji społecznej i zawodowej, na przykład do wyjazdu na turnus rehabilitacyjny, dofinansowania do komputera, jako narzędzia wspomagającego komunikację czy udziału w projekcie terapeutycznym organizowanym przez fundację czy stowarzyszenie – wyjaśnia Ilona Rzemieniuk, pedagog specjalna, specjalizująca się w zaburzeniach autystycznych, edukatorka rodziców i osób pracujących z dziećmi z zespołem Aspergera.

Jej zdaniem, dziecko na prawo do wsparcia. – Po otrzymaniu diagnozy dzieci często czują ulgę, mówią: "Uff, super! Bo ja myślałem, że jestem jakiś głupi". Dziecko ma wtedy inną motywacja do pracy nad zmianą. Dowiaduje się skąd biorą się jego/jej problemy i jest gotowe pracować nad ich rozwiązaniem. Niektórzy rodzice udają, że problemu nie ma. Młody człowiek rośnie sobie w przekonaniu, że wszystko jest ok, że jest niesamowity i wybitnie zdolny (bo jest), ale nie dowiaduje najważniejszego – że ma zespół Aspergera i co to dla niego oznacza. Nie rozumie, czego się od niego wymaga, ma problemy w szkole, a w przyszłości problemy ze znalezieniem pracy czy utrzymaniem związku. Rodziny w dużych miastach stosują np. strategię wtapiania się w tło, bo tu żyje się anonimowo, rodziny mieszkające w małych społecznościach nie robią diagnozy czy orzeczenia, bo martwią się, że zaraz "wszyscy się dowiedzą". A paradoks polega na tym, że i tak wszyscy widzą i wiedzą, tylko nazywają po swojemu. Niekoniecznie używając miłych słów. A właśnie tego chcemy uniknąć - dodaje Ilona Rzemieniuk.

Przeczytaj więcej na ten temat: Zespół Aspergera: dziecko ma prawo do wsparcia [Wywiad z ekspertem]

Dzieci, które nie mają postawionej diagnozy mają wiele problemów. Bywa, że są agresywne wobec innych dzieci, swoich nauczycieli. Bez postawionej właściwej diagnozy nie można im skutecznie pomóc, np. przydzielić nauczyciela wspomagającego, nie mają też szansy na prawidłowy rozwój. Próby przekonania rodziców – zdaniem nauczycieli – są nieskuteczne. Często słyszą, że to nauczyciele mają problem, bo w domu dziecko nie ma żadnych problemów. Mechanizm wyparcia jest w ich przypadku bardzo mocny.

Dr Katarzyna Pankowska-Jurczyk, psycholog, interwent kryzysowy, w rozmowie z dziennikarzami serwisu prawo.pl wyjaśniła: - Szkoła nie ma możliwości wyegzekwowania od rodziców, by poszli z dzieckiem do poradni. Powinna jednak podjąć współpracę z rodzicami, rozmawiając z nimi, delikatnie zachęcając do tego, by takiej pomocy poszukali. Ale bywa, że rodzice nie chcą uwierzyć, że ich dziecko ma jakiś problem – żyją w zaprzeczeniu, boją się stygmatyzacji, dlatego ważna jest umiejętność dawania poczucia bezpieczeństwa, wsparcia oraz znajomość podstawowych, efektywnych technik komunikacji interpersonalnej.

Szkoła nie może zmusić rodzica do pójścia z dzieckiem do poradni, może jednak złożyć do sądu wniosek o wgląd w sytuację dziecka, gdy widzi, że dziecko ma zaburzenia rozwojowe, a rodzice nie chcą współpracować. Sąd - w dalszym postępowaniu - może nakazać rodzicom konsultację w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Takie możliwości daje dyrektorom placówek szkolnych i przedszkolnych Rozporządzenie o pomocy Psychologiczno-Pedagogicznej, które weszło w życie 1 września 2017 r. Dotyczy to oczywiście sytuacji, które godzą w dobro dziecka, a szkoła wyczerpała wszystkie możliwości wsparcia rodziny.  

– Wniosek o wgląd w sytuację rodziny nie musi mieć formalnego charakteru, już zwykły mail skłoni sąd do wszczęcia postępowania z urzędu. Jako że sprawy tego rodzaju nie są sprawami o worek kartofli, sądy rodzinne na ogół starają się je rozstrzygać bardzo szybko - wyjaśnia adwokat Joanna Parafianowicz.
Rodzice i nauczyciele powinni mieć na uwadze przede wszystkim dobro dziecka, a opinie środowiska.

– Dziecko powinno otrzymać diagnozę medyczną jak najwcześniej, a na etapie przedszkola, szkoły podstawowej czy na kolejnych etapach edukacyjnych ma prawo otrzymać orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Nie oznacza to, że musi iść do szkoły specjalnej, tylko że ma wyznaczony specjalny plan na swoją edukację - wyjaśnia Ilona Rzemieniuk, pedagog specjalna. I dodaje: – Dzieci ze spectrum autyzmu mogą dobrze się komunikować, mają iloraz inteligencji w normie, ale ich funkcjonowanie społeczne, emocjonalne czy zaradność i samodzielność życiowa jest na poziomie dużo niższym do wieku. Jeżeli pozostaną bez wsparcia, to sama ich nie rozwiną. Często w takim przypadku mamy do czynienia z regresem, czyli utratą nabytych umiejętności. Mogą też pojawić się zaburzenia wtórne w postaci zaburzeń lękowe, depresyjnych czy obsesyjno-kompulsywnych.

Źródło: prawo.pl