Znany lekarz traci cierpliwość. "Pierwszy raz wyrzuciłem rodziców z gabinetu"

06.10.2020
Aktualizacja: 06.10.2020 13:44
Dawid Ciemięga wyrzucił z gabinetu rodziców dziecka. Co się stało?
fot. Shutterstock

Lekarz Dawid Ciemięga, znany z oficjalnej walki z ruchem antyszczepionkowym opublikował na swoim profilu na Facebooku wymowny wpis. Tym razem dotyczył on zachowania rodziców w czasie pandemii. Lekarz odpowiedział na lekceważące podejście do leczenia: " Pracuje z pacjentami 7 lat i dziś pierwszy raz wyrzuciłem rodziców z gabinetu, otworzyłem drzwi i kazałem im wyjść”.

Dla jednych reakcja lekarza może być wstrząsająca, kontrowersyjna i niezgodna z przysięgą Hipokratesa, inni traktują zachowania lekarza z pełną wyrozumiałością. Jedno jest pewne – chaos i brak zaufania na dobre wkradł się w służbę zdrowia. Czas pandemii uwidocznił to jeszcze bardziej.

Dawid Ciemięga nie od dziś porusza na swoim profilu tematy trudne, dotykające człowieka, zdrowia i całego systemu medycznego. Nie ukrywa też swojej frustracji wobec rodziców, którzy starają się leczyć dzieci na własną rękę, nie przestrzegają zaleceń lekarzy, posiłkując się wiedzą z sieci. Tym razem miara się przebrała i lekarz zdecydował, że nie będzie pomagał tym, którzy nie przyjmują tej pomocy, próbują zataić ważne fakty o zdrowiu dziecka. Zdecydował się wyprosić rodziców dziecka z gabinetu. A w sieci trwa dyskusja: czy powinien? 

– Pracuje z pacjentami 7 lat i dziś pierwszy raz wyrzuciłem rodziców z gabinetu, otworzyłem drzwi i kazałem im wyjść – czytamy w poście. 

– Szczególnie w obecnej sytuacji. I takie postępowanie (rozdzielanie szczepień i mnożenie niepotrzebnie wizyt) nie ma żadnego uzasadnienia medycznego. A każdy rozsądnie myślący rodzic wie, że chodzenie bez potrzeby po przychodni jest potencjalnie szkodliwe dla dziecka. Co z resztą spokojnie wyjaśniłem miesiąc temu, zostałem zignorowany – dodał.

Odniósł się również do nastawienia rodziców wobec lekarzy. – Lekarz powinien wyjaśniać rodzicom takie kwestie, ale czasy są teraz takie, że coraz więcej rodziców ma totalnie gdzieś naszą wiedzę, wykształcenie, szkolenie, bo z góry deklarują, że wiedzą lepiej i nie interesuje ich to, co mówię. To nie jest tak, że ktoś przychodzi i pyta, to jest tak, że ktoś przychodzi i go już nic nie interesuje, bo wie lepiej.

Do tego dochodzi jeszcze spychanie odpowiedzialności na lekarza, który nie jest w stanie pomóc dziecku wyłącznie receptą i lekiem. Chorobę leczy się we współpracy z lekarzem. – Ja nie będę brać odpowiedzialności za pacjenta, kiedy rodzice mają mnie gdzieś. Bo coraz częściej jest tak, że rodzic postępuje bezmyślnie, ale chce, żeby lekarz za wszystko odpowiadał, wydał zgodę, receptę itd. Ja nie będę, jeśli rodzic mnie okłamuje, ukrywa ważne kwestie albo nie słucha argumentów – w takich sytuacjach lekarz ma prawo odmówić współpracy – czytamy we wpisie. 

Zaniedbania rodziców to potężny temat. Do tego dochodzi niewydolność służby zdrowia i trudny czas pandemii. Warto poczytać również komentarze pod postem – zdania w sprawie zachowania dr. Dawida Ciemięgi są podzielone. Niektórzy zarzucają lekarzowi generalizowanie, emocjonalność i brak profesjonalizmu. Inni zaś – w pełni się zgadzają i opisują swoje przykłady z życia.

– Strasznie mnie irytuje generalizowanie i robienie z rodziców głupich roszczeniowych histeryków. Tacy pewnie też się zdarzają, ale zdecydowana większość to jednak „normalni”, dbający o swoje dzieci ludzie – pisze jedna z internautek.

Sprawa się komplikuje również, jeśli chodzi o szczepienia. Pandemia uniemożliwia, swobodne dostanie się do lekarza. – Zastanawiam się, jakie rozdzielanie szczepień. Z dwójką dzieci w 95% przypadków nam 1 szczepienie na jednej wizycie. Kolejne za 2 tygodnie. Prawie w ogóle nie proponowano większej ilości szczepień na wizytę. Wydawało mi się to optymalne. Ostatnio kolega z pracy mi marudził, że jego pociecha się znosi kilka kłuć na jednej wizycie. Okazało się, że idzie on podstawowym programem. Zamiast dać jedną szczepionkę skojarzoną 6w1. Nie dziwię się rodzicom, którzy nie chcą torturować dziecka. Osoba z ministerstwa, która przyjęła taki program, powinna odpowiadać za tortury – pisze pod postem jedna z mam.

Co sądzicie o tej sytuacji?