Ginekolog o wyroku TK: "Miałem trzy takie pacjentki w tym tygodniu"

30.10.2020
Aktualizacja: 30.10.2020 15:30
Kobieta u ginekologa
fot. Shutterstock

- Miałem w ostatnim tygodniu już trzy pacjentki, u których wykryto nieodwracalne wady płodu. Gdy powiedziałem o wyroku trybunału, jeden z ojców się rozpłakał. Usłyszałem: panie doktorze, my nie chcemy żeby to dziecko cierpiało - mówi w rozmowie z Radiem ZET doktor Maciej Socha, ginekolog-onkolog, położnik i perinatolog. Z szefem Katedry Położnictwa Collegium Medicum UMK w Toruniu i ordynatorem oddziału położniczo-ginekologicznego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku rozmawiamy o skutkach orzeczonego przez TK niemal całkowite zakazu aborcji.

Maciej Bąk, Radio ZET: Od wyroku Trybunału Konstytucyjnego minął tydzień. Czy od tego czasu miał już pan rozmowy z pacjentkami, które faktycznie dowiedziały się, że z ich ciążą może być jakiś problem?

Doktor Maciej Socha: Tak, to były dokładnie trzy pacjentki. Pierwsza wczoraj i dwie dzisiaj. Przyznam szczerze, że było to dość niesamowite zderzenie z rzeczywistością, w której jesteśmy.

Mówimy tu o sytuacjach dotyczących możliwych wad płodu, wokół których toczy się teraz dyskusja?

Nie, panie redaktorze, nie mówimy, że wady płodu są możliwe. My po prostu wiemy, że one są. Dzięki obecnej technologii dokładnie wiemy z czym mamy do czynienia. Mogę opowiedzieć panu o wczorajszej pacjentce. To była pacjentka, która zjawiła się u nas i okazało się, że jej płód ma zespół Edwardsa. Zwykle kończy się on albo zgonem wewnątrzmacicznym płodu, albo zgonem wokół porodu takiej dzidzi albo w krótkim czasie po porodzie. Są bardzo niewielkie ilości przypadków, gdzie te dzieci przeżywają troszeczkę dłużej. Tutaj dodatkowo temu schorzeniu towarzyszyły inne wady, między innymi skomplikowana wada serca. W przypadku dziecka z zespołem Edwardsa ta wada jeszcze pogłębia stan chorobowy dziecka.

Do tej pory w takiej sytuacji mówił pan pacjentce: ma pani wybór. Albo donoszenie ciąży albo jej usunięcie. Teraz co pan powiedział?

Ta rozmowa wyglądała zawsze trochę inaczej. Najpierw tłumaczyliśmy z jaką wadą mamy do czynienia, że otoczymy pacjentkę szczególną opieką, dodatkowo konsultuję także w hospicjum perinatalnym Świętego Łazarza, które zajmuje się opieką nad parami z dziećmi ze schorzeniem ciężkim i nieodwracalnym. Natomiast do tej pory, jeśli pacjentka mnie o tę kwestię pytała, to uczciwie informowałem ją, że jest to przesłanka pozwalająca na zakończenie tej ciąży.

A teraz będzie pan musiał mówić, że nie ma takiego wyjścia?

No i właśnie ta nasza wczorajsza rozmowa spowodowała, że musiałem ześliznąć się na temat decyzji Trybunału Konstytucyjnego. To jest jakiś koszmar, kiedy ja jako lekarz - naprawdę dobrze radząc sobie w tej dziedzinie - muszę na ten temat rozmawiać. To co jest najtrudniejsze w takiej rozmowie, to co mnie wczoraj dotknęło, to fakt, że ja - starając się bardzo technicznie podejść do tego i wytłumaczyć że trybunał itd. - nagle zobaczyłem, że nawet nie ta pacjentka, tylko jej mąż, zaczął po prostu płakać. Wie pan, to jest takie rozbrajające, kiedy szczególnie facet, ojciec zaczyna płakać i mówi: „Panie doktorze, my nie chcemy żeby to dziecko cierpiało”. Bo ta rozmowa toczy się właśnie wokół ogromnych obaw rodziców o to, że ich dziecko będzie cierpiało. W tym wypadku to dziecko niewątpliwie nie ma szansy na spokojne życie, nie doświadczając skutków swojej choroby. Ci rodzice tak naprawdę w akcie swoistego miłosierdzia, strachu o to dziecko, najczęściej chcieliby, żebyśmy mogli zakończyć ciążę i doprowadzić do aborcji. Z tej właśnie przesłanki eutanatycznej. A właśnie, słyszał pan kiedyś o przesłance eutanatycznej? Czy raczej o eugenicznej?

W przestrzeni medialnej najczęściej pojawia się to drugie.

No właśnie. Eugenika, o której słyszymy przy okazji III Rzeszy, była najobrzydliwszym z pomysłów, mówiącym o tym, że jeżeli ktoś nie pasował rasowo do społeczeństwa, to pod przymusem prawnym takie ciąże były kończone. Ja uważam, że to jest po prostu coś ohydnego, że ktokolwiek mówiąc o eutanazji wykonywanej z powodu ciężkich, nieodwracalnych, często letalnych wad i uszkodzeń płodu, mówi o eugenice. A więc jest to cyniczne wykorzystanie nazwy, która niesie za sobą negatywny ładunek emocjonalny. Jeżeli para prosi o aborcję, to jest to przesłanka eutanatyczna. A więc chęć zniwelowania cierpienia i współczucie dla płodu doprowadza do podjęcia decyzji o tym, żeby - do niedawna zgodnie z polskim prawem - móc zakończyć ciążę.

Pan wykonuje piękną pracę, która ma też swoje bardzo trudne momenty. Teraz te momenty, mam wrażenie, staną się dla pana i pana kolegów jeszcze trudniejsze.

Ja cały czas naiwnie liczę na to, że pojawi się rozwiązanie. Że pojawi się jakaś zmiana. Że nasz rząd ustąpi, pomimo tego, co słyszymy w całej przestrzeni medialnej. I nie pozwoli na to, żeby to orzeczenie trybunału zmieniło przesłanki do wykonywania aborcji. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, szczególnie że moje pacjentki wiedzą, że ja jestem przeciwnikiem aborcji co do zasady. Ja osobiście, Maciej Socha, w sensie etycznym nie dopuszczam w sobie możliwości, żeby na przykład regulować rodność za pomocą aborcji. Dla mnie to jest coś, co nie powinno mieć miejsca. Powinniśmy mieć edukację seksualną (choć dziś jej nie mamy), powinniśmy mieć dobrą antykoncepcję i dobre planowanie rodziny. A aborcja do tego nie służy. Natomiast w sytuacji, gdy mamy do czynienia z chorobą płodu, której nie jesteśmy w stanie pomóc, to naprawdę nie wszyscy są na to gotowi i nie możemy oczekiwać od rodzica że podejmie ten heroizm.