Śmierć noworodka. Przyczyną lotosowy poród i bakterie z pochwy matki

09.06.2020
Aktualizacja: 09.06.2020 09:22
Lotosowy poród a śmierć dziecka
fot. Shutterstock

Harlow Eden Laderman była wyczekiwanym dzieckiem, "cudem". Jej rodzice starali się o dziecko przez 13 lat, przeszli kilkanaście nieudanych prób in vitro. Chcieli dla małej jak najlepiej... w ich przekonaniu. Niestety dziecko zmarło. Wszystko wskazuje na to, że przez ich lekkomyślność.

Dziecko Isy i Michaela Ladermanów przyszło na świat przez cesarskie cięcie, zdrowe. Jednak rodzice chcieli, aby był to poród lotosowy, w czasie którego nie odcina się pępowiny. Noworodek jest z połączony z łożyskiem matki aż do jego samoistnego odpadnięcia. Następuje to zwykle po kilku dniach, gdy pępowina zaschnie. Ponadto rodzice odmówili zaszczepienia małej Harlow przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, podania jej witaminy K oraz przeniesienia jej do sali noworodków, gdzie miała być zbadana. Okazało się, bez wiedzy lekarzy, mama dziewczynki aplikowała jej do ust bakterie ze swojej pochwy, co – jak tłumaczyła – miało zapewnić dziecku "pożyteczne bakterie", których było pozbawione rodząc się przez cesarskie cięcie.

Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, dziewczynka urodziła się zdrowa. Gdy po porodzie jej rodzice tulili ją do siebie, mała Harlow, wciąż była przyczepiona pępowiną do łożyska, które leżało obok w koszu z solą. Niestety po kilku godzinach, stan zdrowia dziecka zaczął się pogarszać, małej spadł poziom cukru we krwi, była blada, jej skóra miała nakrapiany (marmurkowy) wygląd. Lekarze przekonali w końcu rodziców do odcięcia pępowiny i podania dziecku antybiotyków, niestety stan zdrowia dziecka się pogarszał. Harlow miała sepsę i zmarła. To wydarzenia miało miejsce w Australii, w Melbourne w Królewskim Szpitalu Dziecięcym 16 sierpnia 2017 r. W tym roku zakończyła się sprawa w sądzie.

Po śmierci dziecka zrobiono sekcję zwłok. Zdaniem koronera do śmierci doszło z powodu sepsy spowodowanej infekcją, która zaczęła się od nieodciętej pępowiny, obciążające dla organizmu dziecka były również wcierane w jego twarz bakteri z pochwy matki.
Niestety rodzice podważyli niektóre ustalenia sekcji zwłok, uważając, że śmierć ich córeczki była spowodowana zbyt późnym podaniem antybiotyków.

Pani Laderman na sali sądowej powiedziała, że wraz z mężem, działali w najlepiej pojętym interesie dziecka, że czują się winni jego śmierci, ale ich zdaniem głównie zawiedli lekarze.

– Mieliśmy nadzieję, że praktyka ta, zwana porodem lotosu, ułatwi naszemu długo oczekiwanemu dziecku przyjście na świat, zwiększy jego odporność i pomoże mu uspokoić się po cesarskim cięciu cesarskim – tłumaczyła Isa Laderman. I dodała: – Chciałam, żeby moja córka miała jak najlepszy start w życiu.

Ta tragedia uświadomiła lekarzom, jakie mogą być konsekwencje przychylnego patrzenia na prośby rodziców, np. w kwestii lotosowego porodu, a także odmowy podania dziecku po porodzie leków.

Według ustaleń sądu, sprawa wyglądała zgoła inaczej niż to teraz przedstawiają rodzice. Lekarze co prawda wyrazili zgodę na lotosowy poród, jeśli nie będzie żadnych komplikacji przy porodzie, ale uprzedzali matkę, że jest ryzyko zakażenia dziecka martwą tkanką. Ona jednak ich nie słuchała. Podobnie było we kwestiach dotyczących podania leków i szczepionki. Lekarze nie mieli też pojęcia, że matka wciera dziecku bakterie z pochwy w twarz i jamę ustną.

Pani Laderman oświadczyła, że bakterie z pochwy wtarła swojemu dziecku tylko raz, a podania leków odmówiła tylko chwilowo, bo nie powiedziano jej, że to pilne, więc chciała się nad tym zastanowić,

– Nie jestem przeciw szczepieniom, byłam ostrożna i przy tak małym dziecku chciałam wiedzieć, że jej małe ciało sobie poradzi. Wszystko było przemyślane – powiedziała dziennikarzom.

Śmierć dziecka z pewnością była tragedią dla rodziców, ale i dla personelu szpitalnego. Konsekwencją tej sprawy jest opracowanie procedur postępowania w przypadku rodziców upierających się przy porodach lotosowych. Chodzi o to, aby w przyszłości zapobiec śmierci dzieci z powodu porodów lotosowych.

47-letnia Isy Laderman wraz z mężem starają się o kolejne dziecko.

Moda na lotosowy poród rozpoczęła się w latach 70. XX w. Lotosowy poród wymyśliła pewna pielęgniarka i jasnowidzka – Claire Lotus Day (to od niej wzięła się też nazwa porodu). Twierdziła ona, że podczas odcinania pępowiny odczuwa ból dziecka i że należy pępowiną zostawić, aż do jej samoistnego odpadnięcia. Zdaniem lekarze nie ma to żadnego medycznego uzasadnienia, a może być nawet niebezpieczne dla zdrowia dziecka. Martwe łożysko wypełnione krwią stanowi dobre podłoże do rozwinięcia się infekcji bakteryjnej, która może przenieść się na dziecko. Brytyjski Royal College of Obstetricians and Gynecologists w roku 2008 wydał oświadczenie ostrzegające przed potencjalnym ryzykiem takiego porodu oraz brak korzyści pozostawienia łożyska.

Źródło: smh.com.au