Poród lotosowy: powrót do natury czy niebezpieczny trend? [zdjęcie]

Natalia Kovacs
15.06.2020 14:51
Poród lotosowy
fot. Shutterstock

Poród lotosowy zakłada pozostawienie po porodzie pępowiny przytwierdzonej do noworodka i do łożyska, aż do momentu jej samoistnego odłączenia się. To ryzykowne postępowanie zyskuje coraz większą popularność wśród rodziców, którzy cenią sobie naturalne rozwiązania. Eksperci natomiast ostrzegają przed porodem lotosowym. Dlaczego? Dowiedz się, na czym polega tego typu poród.

Poród lotosowy zakłada, że po naturalnym porodzie (siłami natury) pępowiny się nie odcina, tylko pozostawia przytwierdzoną do łożyska i czeka, aż odłączy się naturalnie, co następuje zazwyczaj po kilku dniach.

Tego typu porody cieszą się coraz większą popularnością wśród rodziców, którzy cenią sobie domowe porody i przypisują łożysku specjalne właściwości.

Skąd pochodzą porody lotosowe?

Idea porodów lotosowych narodziła się w 1974 r. w USA i w Australii, zgodnie z fragmentem książki (Gentle Birth, Gentle Mothering: A Doctor's Guide to Natural Childbirth and Gentle Early Parenting Choices) napisanej przez dr Sarah Buckley.

Śmierć noworodka po porodzie lotosowym

Początkowo nic nie zapowiadało tragedii, dziewczynka urodziła się zdrowa. Gdy po porodzie jej rodzice tulili ją do siebie, mała Harlow, wciąż była przyczepiona pępowiną do łożyska, które leżało obok w koszu z solą. Niestety po kilku godzinach, stan zdrowia dziecka zaczął się pogarszać.

- Narodziny lotosowe są pięknym i logicznym przedłużeniem naturalnego porodu i zachęcają nas do odzyskania tak zwanego trzeciego etapu porodu oraz do uczczenia łożyska - pierwszego źródła pożywienia naszego dziecka - napisał Buckley.

Dr Buckley wyjaśniła, że przecięcie pępowiny jej pierwszego dziecka było „dziwne i niewygodne”, opisywała to uczucie „jak przecięcie kości palca u nogi”. To doświadczenie tak nią wstrząsnęło, że przy drugim dziecku zdecydowała się na poród lotosowy. Po urodzeniu dziecka Buckley umieściła łożysko w czerwonej aksamitnej torbie i wraz z rodziną pocierali łożysko solą i olejkiem lawendowym co 24 godziny. Podobno pępowina ostatecznie rozpadła się po sześciu dniach.

Na czym polega poród lotosowy?

Poród lotosy to poród w warunkach domowych siłami natury. Sam poród przebiega w znany wszystkim sposób, nie różni się od porodu w szpitalu, różna jest natomiast procedura poporodowa.

W szpitalu łożysko usuwane jest zaraz po przecięciu pępowiny, natomiast w przypadku porodu lotosowego po urodzeniu łożyska pozostawia się je połączone pępowiną z noworodkiem na tak długo, aż oddzielą się samoczynnie.

Czy poród lotosowy jest groźny?

Zwolennicy porodów lotosowych twierdzą, że przedłużony kontakt noworodka z łożyskiem ułatwia przejście do życia poza macicą i uważają, że ta praktyka może zapewnić korzyści zdrowotne. Jednak eksperci sceptycznie podchodzą do tego typu praktyk, a niektórzy otwarcie ostrzegają, że może to zaszkodzić dziecku. 

Istnieje znaczne ryzyko związane z utrzymywaniem noworodka w kontakcie z tym, co jest zasadniczo martwym i rozkładającym się narządem. Martwe łożysko wypełnione krwią stanowi dobre podłoże do rozwinięcia się infekcji bakteryjnej, która może przenieść się na dziecko.

Dla rozwijającego się płodu pępowina jest pewnego rodzaju liną ratunkową, a łożysko wysyła składniki odżywcze i odbiera odpady, ale kiedy dziecko przychodzi na świat, łożysko i pępowina nie są już potrzebne.

Obawy związane z rosnącą liczbą porodów lotosowych zgłaszanych w Wielkiej Brytanii w 2008 r. skłoniły przedstawicieli Royal College of Obstetricians and Gynecologists (RCOG) do wydania oświadczenia stwierdzającego, że nie ma badań dotyczących narodzin lotosowych i obecnie nie ma dowodów medycznych potwierdzających korzyści dla dziecka. W oświadczeniu przedstawiciele RCOG przestrzegali również przed utrzymywaniem noworodka przytwierdzonego do martwej tkanki, w której mogą rozwijać się szkodliwe bakterie.

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z lekarzem.