W akcie zgonu nikt nie wpisze otyłość, choć to ona jest często przyczyną śmierci

28.08.2020
Aktualizacja: 19.11.2020 08:29
Otyłość - dlaczego tyjemy?
fot. Shutterstock

Otyłość jest lekceważona przez Polaków. Tymczasem jest to choroba śmiertelna. W Polsce co czwarty Polak jest otyły. Dlaczego tyjemy. Wyjaśniają prof. Tarnowski i prof. Budzyński.

Otyłość to choroba śmiertelna, na którą cierpi już ponad 2 miliardy ludzi na całym świecie. W Polsce otyły jest co czwarty Polak. Jeśli osoby otyłe nie zaczną się leczyć, umrą... szybciej niż inni. Otyłość rzędu BMI>35 skraca życie przynajmniej o 10 lat. Prowadzi też do wieku niebezpiecznych chorób: nowotworów, nadciśnienia, cukrzycy, bezdechu sennego, zaburzeń w obrębie narządu ruchu, które również skracają życie chorego, a także zaburzeń gospodarki lipidowej.

Dlaczego lekceważymy otyłość?

Dlaczego tak wiele lekceważymy tę chorobę? Bo w aktach zgonu nie wpisuje się otyłości jako przyczyny śmierci, choć to ona w wielu przypadkach doprowadza do niej.

– My naprawdę nie rozumiemy, że otyłość jest chorobą śmiertelną – mówi prof. dr hab. n. med. Wiesław Tarnowski, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Przewodu Pokarmowego, SPSK im. Prof. W. Orłowskiego w Warszawie. I dodaje: – To nie jest zakodowane w naszych głowach. Zakodowane jest, że można umrzeć na zawał serca, z powodu udaru, sepsy, etc. A to wszystko są pochodne otyłości. Cukrzyca typu 2, ta najbardziej popularna, w 99,9 proc. jest związana z otyłością. Jeżeli wyeliminowalibyśmy otyłość, tej cukrzycy najprawdopodobniej by nie było. Jeżeli zoperujemy pacjenta z otyłością, cukrzyca się cofnie.

Dlaczego tyjemy?

– Tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego tak jest. Gdybyśmy wiedzieli, to byśmy tę pandemię otyłości powstrzymali. Dopiero od niedawna otyłość uznaje się za chorobę. Wcześniej mówiło się, że wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać, a nie będzie problemu – wyjaśnia prof. Wiesław Tarnowski. I dodaje: – Przyczyn otyłości może być wiele: czynniki genetyczne (człowiek może mieć predyspozycję genetyczną do tego, że będzie tył), a może bakterie, które w człowieku żyją? Uważa się, że mikrobiom, czyli mikroorganizmy danego człowieka mają ogromne znaczenie. W przewodzie pokarnowym pojawiają się bakterie, których na co dzień nie ma, które zaczynają wykorzystywać kawałki niestrawnej przecież celulozy. I jeżeli nawet zalecamy pacjentowi dietę wysokobłonnikową, to te bakterie rozkładają błonnik pokarmowy na kawałki, które człowiek jest w stanie przyswoić w postaci dodatkowej porcji energii, a to oznacza, że zamiast pomagać, dodatkowo takiemu pacjentowi szkodzimy. Kolejny czynnik to nawyki żywieniowe. Jemy dużo żywności wysoko przetworzonej i pijemy dużo napojów słodzonych. Wszystko, co ma 10 g cukru na 100 g produktu szkodzi zdrowiu. Należy czytać etykiety.

Tyjemy, bo lubimy jeść

Inaczej na kwestię przyczyn otyłości patrzy prof. dr hab. n.med. Andrzej Budzyński, Kierownik Kliniki Chirurgii Endoskopowej, Metabolicznej oraz Nowotworów Tkanek Miękkich, CM UJ w Krakowie: – To jest największy paradoks ludzkości. Polega na tym, że odwiecznym marzeniem ludzkości było nie pracować, a móc się najeść. Dążenie do sytości to jeden z najsilniejszych mechanizmów ewolucyjnych. Nas jako zwierzęta miał zabić głód, przeciwnik albo infekcja. Z tymi trzema rzeczami mieliśmy nauczyć się walczyć. Instynkt głodu potrafił popychać ludzi do strasznych czynów, w tym do zjadania innych ludzi.

– Jeszcze ponad sto lat temu najbardziej pożądany był mężczyzna gruby, blady i lekko zawiany. Dlaczego? Nie pracował własnymi rękoma na życie, a stać go było, żeby się dobrze najeść i być grubym – tłumaczy prof. Andrzej Budzyński. I dodaje: – Kobieta z kolei musiała być blada (nie pracowała w polu) i mieć małą, zgrabną stopę (nie chodziła boso). Były to więc zupełnie inne ideały piękna niż dzisiaj. To, co przez całe wieki było najbardziej pożądane nagle się na nas zemściło. Jedzenie stało się dostępne dla wszystkich, a produkcja żywności relatywnie tania. Słowo "majonez" w XIX wieku kojarzyło się z trudnodostępny delikatesem; teraz majonez krzyczy do nas z każdej półki: zjedz mnie. A to jest sam olej, sam tłuszcz. To tylko jeden z niezliczonej listy przykładów. Jedzenie atakuje nas zewsząd. Każda uroczystość czy spotkanie towarzyskie wiąże się nieodzownie z jedzeniem. Tłuszcz zresztą jest największym nośnikiem smaku i ma dwa razy kalorii niż cukier, choć to on jest obwiniany za całe zło tego świata. Można sobie tłumaczyć, że sałatka z jogurtem jest równie dobra jak ta z majonezem. Ale nie jest.

Prof. Andrzej Budzyński nie ma żadnej wątpliwości: tyjemy, bo kochamy jeść i nie ruszać się. Jeździmy samochodami, zamiast iść po schodach, wjeżdżamy windą. Rezygnujemy z tej najzdrowszej i najbardziej fizjologicznej odrobiny ruchu, która wiąże się z naszą codzienną aktywnością. Wiele osób myśli, że przyczyną otyłości jest głód, ale to nieprawda.

– Uwielbiamy zajadać stres, sprawiać sobie przyjemność jedzeniem, kompensować różnego rodzaju niepowodzenia życiowe itd. Mechanizm głodu został wypaczony. Z jednej strony naukowcy pracują nad tym, by opracować sposób, dzięki któremu człowiek przestałby jeść i zaczął chudnąć. W tym samym czasie znacznie szersza rzesza specjalistów pracuje nad tym, jak nas bardziej przywiązać do jedzenia, jak sprawić byśmy kupowali go jak najwięcej. I to na masową skalę – tłumaczy prof. Budzyński. I dodaje: – Przemysłowi spożywczemu nie zależy, żeby nas odchudzić.

Zdaniem lekarzy, w Polsce jest od 400 tys. do 1,2 mln osób, które są otyłe i wymagają leczenia operacyjnego (kryterium jest BMI powyżej 40 lub 35, jeśli otyłości towarzyszą powikłania). To ogromna liczba chorych i wciąż rośnie. Prof. Andrzej Budzyński tłumaczy: – Mamy niestety jeden z najwyższych w Europie wskaźników, jeśli chodzi o nadwagę oraz otyłość. I jeden z największych przyrostów, jaki dokonał się w Europie. Jesteśmy narodem, który kocha ziemniaki, chleb, sosy, tłuszcze, majonezy. Lubimy się obżerać.

Źródło: cytaty pochodzą z rozmów przeprowadzonych przez Izabelę Szumielewicz.