Zamknij

Niepełnosprawność oddechowa skutkiem COVID-19. Pulmonolog ostrzega

17.01.2022 10:28
Niepełnosprawność oddechowa po COVID-19
fot. Shutterstock

Ciężki przebieg COVID-19 w wielu przypadkach powoduje nieodwracalne zwłóknienia w płucach, co uszkadza je na całe życie i powoduje niewydolność oddechową. Pacjent może stać się inwalidą oddechowym, co oznacza ograniczoną zdolność do wysiłku – przestrzega pulmonolog dr n. med. Robert Kieszko.

Dr hab. n. med. Robert Kieszko, zastępca kierownika Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii SPSK4 w Lublinie, ostrzega, że najczęstszym objawem przy ciężkim przebiegu COVID-19 jest zapalenie płuc i zatorowość płucna. – To zapalenie płuc ma charakter śródmiąższowy, podczas którego w pęcherzykach płucnych powstają nacieki z komórek zapalnych. Na to nakłada się jeszcze jeden problem, bo dochodzi też często do zapalenia śródbłonka naczyń, wykrzepiania śródnaczyniowego i tworzenia się zakrzepów, a w konsekwencji do zatorowości płucnej – wyjaśnia pulmonolog.

Jak dochodzi do uszkodzenia płuc w COVID-19?

Ekspert podkreśla, u części pacjentów z COVID-19 dochodzi do tzw. burzy cytokinowej, czyli nadmiernego wyrzutu cytokin przez układ odpornościowy, które powodują destrukcję miąższu płucnego i prowadzą do zwłóknienia płuc. – Jeżeli w miąższu płucnym dojdzie do przerośnięcia tkanką łączną, to mamy do czynienia z nieodwracalnym zwłóknieniem, które powoduje trwałe ograniczenie rezerw oddechowych pacjenta. Konsekwencją uszkodzenia płuc jest niewydolność oddechowa, czyli obniżone ciśnienie parcjalne tlenu we krwi i ograniczona zdolność do wysiłku. Innymi słowy, pacjent staje się często inwalidą oddechowym – zaznacza dr Kieszko.

Do powikłań pocovidowych w obrębie układu oddechowego, które mogą diametralnie zmienić życie pacjenta po chorobie, dr Kieszko zalicza m.in.:

  • zwłóknienie płuc
  • nadreaktywność oskrzeli
  • uciążliwy i męczący kaszel.

Brakuje miejsc dla pacjentów z chorobami płuc i astmą

Specjalista z Lublina zwrócił uwagę na to, że oprócz oddziałów zakaźnych, pacjenci z COVID-19 są leczeni nie tylko na oddziałach zakaźnych szpitali, a równie często na oddziałach pulmonologicznych, które zostały przekształcone w covidowe. – Wynika to z tego, że oddziały pulmonologiczne są spuścizną po oddziałach ftyzjatrycznych, czyli gruźliczych, które ze względów epidemicznych były zwykle lokalizowane w osobnych budynkach, stąd teraz najłatwiej jest zaanektować taki oddział na zakaźny – powiedział zastępca kierownika Kliniki Pneumonologii, Onkologii i Alergologii SPSK4 w Lublinie.

Podkreślił, że w związku z pandemią, większość oddziałów pulmonologii w regionie nie funkcjonuje w pełnym zakresie właśnie ze względu na przekształcenie całych oddziałów lub ich części na oddziały zajmujące się leczeniem infekcji COVID-19.

– Dlatego brakuje miejsc dla planowych pacjentów pulmonologicznych, diagnostyki i leczenia schorzeń układu oddechowego. Chodzi na przykład o diagnostykę raka płuca, leczenie zaostrzenia przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, astmy oskrzelowej, czy idiopatycznego włóknienia płuc – wyliczył lekarz.

A dług pulmonologiczny rośnie…

Zapytany o konsekwencje braku dostępu do leczenia dla pacjentów z innymi chorobami płuc pulmonolog odpowiedział, że „wpłynie to na ograniczenie możliwości prawidłowego leczenia przewlekłych chorób układu oddechowego”. – Dalekosiężnymi skutkami tej niewydolności systemu ochrony zdrowia będą pogorszenie jakości i skrócenie długości życia pacjentów. Myślę, że będziemy to obserwować w najbliższych latach, ale już teraz mamy nadmiar zgonów, nie tylko z powodu epidemii – sprecyzował dr hab. n. med. Kieszko.

Jak zaznaczył, mimo epidemii szpitale starają się zapewnić diagnostykę pacjentom z chorobami układu oddechowego. W lubelskiej klinice cały czas funkcjonuje pracownia bronchoskopii, gdzie codziennie wykonuje się badania. Działa też oddział leczący chorych z rakiem płuc, choć jego wielkość została ograniczona do 16 miejsc (dla pacjentów covidowych jest ich 28).