Masz nadreaktywny pęcherz? Zabieg neuromodulacji jest jedną z metod jego leczenia

14.01.2020
Aktualizacja: 14.01.2020 13:52
Nadreaktywny pęcherz – leczenie: zabieg neuromodulacji
fot. Shutterstock

Czym jest nadreaktywny pęcherz? Kiedy zaleca się przeprowadzenie metody neuromodulacji krzyżowej? Na czym polega zabieg neuromodulacji? Czy jest on skuteczny?

Nadreaktywny pęcherz to dolegliwość, na którą w Polsce cierpi około 1,5 mln kobiet i mężczyzn. W większości przypadków stosuje się leczenie farmakologiczne  oraz ostrzykiwanie pęcherza toksyną botulinową. Jednak u chorych, u których przestało działać leczenie farmakologiczne, stosuje się zabieg neuromodulacji. Jest on skuteczny u 70-80 proc. pacjentów i od kwietnia 2019 r. refundowany przez NFZ.  

Nadreaktywny pęcherz – jakie są przyczyny?

Nerwy przebiegające z mózgu i do mózgu kontrolują pęcherz moczowy i mięśnie zaangażowane w oddawanie moczu. Gdy komunikacja między nerwami a mózgiem jest zaburzona, może dojść do zatrzymania moczu lub pęcherz staje się nadaktywny, co objawia się nietrzymaniem moczu z naglącym parciem i potrzebą częstego oddawania moczu.

Zabieg neuromodulacji – na czym polega?

Zabieg neuromodulacji polega na wszczepieniu pacjentom z nadaktywnością pęcherza moczowego specjalnej elektrody, która stymuluje prawidłowe działanie nerwów krzyżowych i pęcherza moczowego. Można to porównać do elektrostymulacji mięśnia sercowego przy użyciu odpowiedniego stymulatora.

– To są zabiegi dla osób ze specyficznym rodzajem nietrzymania moczu, z tzw. parcia, czyli z pęcherzem nadaktywnym. (...) Trzeba to odróżnić od wysiłkowego nietrzymania moczu, spowodowanego inną patologią. Tutaj modulujemy unerwienie, dzięki czemu liczymy na to, że będzie on funkcjonował prawidłowo" – powiedział dr n. med. Jacek Szymański z I Kliniki Położnictwa i Ginekologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego w Centrum Medycznym "Żelazna" w Warszawie.

Aby przywrócić właściwą stymulację nerwów, wszczepia się niewielkie urządzenie przesyłające łagodne impulsy elektryczne do nerwu znajdującego się nad kością ogonową. Elektroda – w postaci cienkiego drucika – umieszczana jest w okolicy kości krzyżowej w pobliżu nerwów krzyżowych kontrolujących pęcherz moczowy. Następnie podłącza się ją do zewnętrznego stymulatora. Zabieg trwa około godziny i może być przeprowadzany w znieczuleniu miejscowym.
– Zabieg nie jest skomplikowany, nie jest też trudny technicznie. Można go zaliczyć do zabiegów mało inwazyjnych, wymaga jednak odpowiedniego sprzętu i cierpliwości. Jego inwazyjność polega jedynie na znalezieniu miejsc, w których należy elektrody zainstalować pod kontrolą promieniowania rentgenowskiego. Potem sprawdza się odpowiedź neurologiczną na stymulację elektrody, czy jest w dobrym miejscu i dobrze zaimplantowana – wyjaśnia dr n. med. Jacek Szymański.

Metoda neuromodulacji krzyżowej – dwa etapu

Metoda neuromodulacji krzyżowej znana jest od wielu lat. W Europie stosuje się ją od 1994 r., a w USA  – od 1997 r. Leczenie jest dwuetapowe. W okresie jednego lub dwóch tygodni od zabiegu oceniana jest reakcja pacjenta na neuromodulację. Jeśli wystąpiła poprawa w kontroli mikcji i nie pojawiły się skutki uboczne, w drugim etapie pod skórę na stale implantowany jest neuromodulator. Metoda ta jest odwracalna, gdyż łatwo jest usunąć wszystkie wszczepione elementy z kości krzyżowej. Baterie wymienia się co 6-8 lat.

Specjaliści zapewniają, że pacjenci odczuwają stymulację najczęściej jako wrażenie lekkiego ciągnięcia, mrowienia lub uderzenia w obszarze miednicy bądź dużego palca u nogi. Nie powinno to być bolesne, a intensywność stymulacji można regulować. Poza tym z  czasem te odczucia są coraz słabsze.

Od 1 kwietnia 2019 r. zabiegi te są finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Źródło: PAP