Wojciech Łozowski: na żywca wypalają ci coś w sercu

04.12.2019
Aktualizacja: 04.12.2019 14:41
Wojciech Łozowski w Radiu ZET o arytmii

- Od dzieciaka wiedziałem, że mam jakiś problem z sercem, natomiast ciężko było to zdiagnozować. Mówili: wyrośniesz - opowiadał muzyk Wojciech "Łozo" Łozowski w audycji Michała Figurskiego "NieZŁY pacjent w Radiu ZET".

Przez 27 lat nie wiedział, co mu dolega. Przynajmniej raz w miesiącu serce "wypadało mu z toru" i zaczynało walić tak mocno, że widać było, jak faluje ubranie. Ponieważ badania wychodziły dobrze, dziecko, jak to dziecko, opracowało sobie własny "system naprawczy". "Kładłem się na plecach, brałem kilka głębokich wdechów i po minucie, max dwóch, serducho wskakiwało na właściwy tor" - zdradził Wojciech "Łozo" Łozowski w audycji Michała Figurskiego.

Performance sceniczny

- W trakcie koncertu wielokrotnie leżałem na scenie. Ogrywaliśmy to jako performance sceniczny - mówił muzyk w Radiu ZET.

Pewnego dnia podczas koncertu, a był to ostatni numer na bisie, zamiast zareagować natychmiast, pomyślał: dobra, dociągnę do końca. Serce nie wskoczyło z powrotem na swój tor. Jakoś to się rozmyło. "Przez rok nie miałem napadów. To wywołało u mnie zaburzenia nerwicowo-lękowe" - wspominał "Łozo".

Badania wychodziły dobrze, zewsząd słyszał, że przesadza. Aż za którymś razem przytrzymało go mocniej i w karetce udało się zrobić EKG. Rozpoznanie: częstoskurcz nadkomorowy.

Dodatkowy szlak przewodzenia

- Okazało się, że mam coś dodatkowego w sercu - kontynuował opowieść "Łozo".

- Dodatkowy szlak przewodzenia - uzupełnił obecny w studiu Radia ZET kardiolog dr Paweł Derejko.

Ekspert wyjaśnił, że objawy arytmii są bardzo charakterystyczne: pacjenci czują zmianę rytmu bicia serca, ale ma ona charakter napadowy i ciężko potwierdzić ją w badaniach. Szacuje się, że na zaburzenia rytmu serca cierpi ok 1 proc. młodej populacji.

Kardiolog przekonywał, że skuteczną metodą leczenia arytmii jest ablacja - zabieg przyprawiający pacjentów... właśnie o palpitacje serca.

Ablacja: wypalanie arytmii serca prądem

Do wybranego miejsca w sercu, przez żyłę lub tętnicę udową, wprowadza się specjalną elektrodę. Podczas tradycyjnej ablacji końcówka elektrody jest rozgrzewana do temperatury około 60°C, co pozwala na „wypalenie” w sercu ogniska wywołującego arytmię.

Serce rażone prądem

- Robią ci wkłucie w pachwinie. Widzisz długi kabel. Świadomość, że jest to zabieg na serduchu jest przerażająca - mówił Wojciech Łozowski.

- Arytmia może wywołać objawy nerwicowo-lękowe. Z jednej strony jest lęk przed arytmią, z drugiej - lęk przed ablacją - potwierdził dr Derejko, zapewniając jednak, że zabieg jest skuteczny i bezpieczny.

- Właśnie miałeś serce rażone prądem. Przez rok-dwa masz zakaz aktywności fizycznej, dźwigania, wyłącznie spokojne życie. Gdy tylko coś cię zakłuje, czujesz lęk - nie odpuszczał "Łozo".

- Wielokrotnie słyszałem tę historię. Wyleczenie pacjenta z zaburzeniami rytmu jest łatwiejsze niż przywrócenie spokoju ducha. Pacjenci jeszcze przez długi czas przychodzą do lekarza, żeby uzyskać potwierdzenie, że arytmia nie wróci. Tymczasem ryzyko nawrotu arytmii jest minimalne, poniżej 1 proc. - uspokajał dr Paweł Derejko.

Jeśli masz jakieś pytania dotyczące omawianych w programie chorób lub innych, o których chciałbyś usłyszeć w naszej audycji, napisz do nas na adres: niezlypacjent@radiozet.pl

Audycji Michała Figurskiego „NieZŁY pacjent w Radiu ZET” możecie słuchać w każdy wtorek, w godzinach 21-23.

Cała rozmowa na player.radiozet.pl