Zakazany owoc? Niedojrzałe liczi przez 20 lat zabijało małych Hindusów

Monika Piorun
03.02.2017
Aktualizacja: 17.06.2019 08:59
Zakazany owoc? Niedojrzałe liczi przez 20 lat zabijało małych Hindusów
fot. Zakazany owoc. Niedojrzałe liczi przez 20 lat zabijało małych Hindusów

Przez ostatnie dwie dekady każdego roku od maja do lipca dochodziło do serii masowych zgonów wśród dzieci w Indiach. Dopiero teraz wyjaśniono medyczną zagadkę.

Taką tajemnicę szybciej mógłby rozwikłać tylko Sherlock Holmes albo poczciwy doktor Watson. Serialowy doktor House pewnie nie wzruszyłby się losem małych Hindusów, którzy nie mają szans na taką spektakularną odmianę losu jak w filmowy "Slumdog. Milioner z ulicy". Życie dzieciaków w północno-wschodnim rejonie Indii, sporo się różni od błogiej sielanki, na jaką mogą liczyć ich rówieśnicy z Zachodu.

W stanie Bihar (trzecim pod względem gęstości zaludnienia w Indiach) na żyznych ziemiach graniczących z Pakistanem, Bangladeszem i Nepalem uprawia się głównie ryż, pszenicę, bawełnę i trzcinę cukrową. Wokół trzystutysięcznego miasta Muzaffarpur na każdym kroku można się jednak natknąć prawie wyłącznie na sady egzotycznych drzew, na których rośnie liczi. Aż 0 procent owoców hodowanych w Indiach pochodzi właśnie z tego regionu.

Słodki smak, za który trzeba słono płacić

Małe, czerwone kulki pokryte twardą skórką okrywającą niezwykle słodki miąższ, dla biednych mieszkańców północno-wschodnich Indii są cenniejsze niż złoto. Nie chodzi tylko o ich walory smakowe i zdrowotne, doceniane już od czasu chińskich cesarzy (którzy nazywali je śliwką chińską), ale o wartość, jaką można uzyskać za ich eksport do innych krajów.

Sady znajdują się pod stałą ochroną zarówno przed złodziejami, jak i miejscową ludnością, która chce zarobić na liczi. Za kilogram egzotycznego przysmaku w niektórych krajach trzeba zapłacić od kilkunastu do nawet 50 zł. Liczi słynie z niezwykłych właściwości - działa przeciwmiażdżycowo, reguluje ciśnienie krwi, jest prawdziwą witaminową bombą a na dodatek zapobiega nowotworom, dlatego na całym świecie jest spory popyt na ten specyfik.

Słodkie owoce mają sporą wartość. Nawet małe dzieci zdają sobie sprawę z tego, że nie mogą ich zrywać bezpośrednio z drzew, dlatego zadowalają się głównie niedojrzałymi "niedobitkami" lub egzemplarzami, które same spadną i nie nadają się na sprzedaż. Niestety - jak się okazuje - taka gorliwość nie zawsze popłaca, ale ustalenie tego faktu zajęło badaczom ponad 20 lat. Jak do tego doszło?

Medyczna zagadka

Horror zaczął się w 1995 roku. Pierwsze przypadki tajemniczej serii śmiertelnie groźnej choroby pojawiły się w połowie maja, kiedy na zewnątrz zaczynało się robić gorąco. Scenariusz za każdym razem wyglądał tak samo. W środku nocy rodziców budził przeraźliwy krzyk dzieci. Maluchy wpadały w drgawki, miały konwulsję. Dorośli brali je na ręce i pędzili na własnych nogach do szpitala. Niestety w ciągu kilku dni bezradni lekarze stwierdzali ich zgon z powodu ostrego obrzęku mózgu.

Dramat trwał przez dwa miesiące. Zachorowało wtedy ponad tysiąc dzieci a około trzystu zmarło. To wiele nawet jak na przeludnione Indie. Niestety przez dwadzieścia kolejnych lat seria niewyjaśnionych zgonów powtarzała się od połowy maja do lipca. Liczba ofiar śmiertelnych zawsze plasowała się na poziomie 40 procent. Lekarze rozkładali ręce i nie byli w stanie w żaden sposób temu zapobiec.

Przeczytaj: Dzieci w Indiach umierały przez jedzenie liczi

Hipotez dotyczących źródeł niewytłumaczalnej choroby było bardzo wiele. Nie sprawdziły się ani teorie dotyczące japońskiego zapalenia mózgu przenoszonego w porze monsunowej przez komary, ani infekcji spowodowanej przez nietoperze zanieczyszczające swoimi odchodami owoce. Nawet teza o toksynach zalegających na dnie popularnego w tamtym rejonie soku z kokosów fermentujących pod wpływem wysokiej temperatury okazała się nieprawdziwa. Zaczęto więc podejrzewać... fatum, które mogło być karą za grzechy z przeszłych wcieleń.

Prawo karmy

Jeśli każdego roku w jednym mieście dochodzi do niewytłumaczalnej serii masowych zgonów małych dzieci, nic dziwnego, że rodzice zaczynają się bać o swoje pociechy. Specyficzne podejście do kwestii życia i śmierci, które panuje powszechnie w Indiach, miało pewnie spory wpływ na opóźnienie wyjaśnienia tajemniczej zagadki.

Zobacz także

Wierzący w reinkarnację mieszkańcy Muzaffarpur uznali, że atakują ich rozgniewane duchy, które nie dają im spokoju za czyny, których musieli się dopuścić podczas swej karmicznej wędrówki. W obawie przed ich zemstą matki powszechnie malowały na ich czołach mistyczne znaki, by uchronić "trzecie oko" przed niebezpiecznymi siłami opatrzności.

Pod wrażeniem widoku rodziców biegnących przez kilka godzin na własnych nogach do szpitala z umierającymi dziećmi na rękach byli nawet eksperci z amerykańskiego Centrum ds. Kontroli Chorób i Prewencji (CDC), którzy w 2013 roku próbowali ustalić przyczyny tajemniczej serii zgonów. Szczegółowe ankiety, które przeprowadzono wśród rodziców zmarłych dzieci wcale nie rozjaśniały sytuacji. Choć od lat podejrzewano, że przyczyną zatruć może być liczi, to jednak nigdy nie udało się potwierdzić podobnych przypadków w innych rejonach kraju, gdzie rosną takie same owoce.

Ludzie wydawali się niemal tak samo bezradni jak lekarze, którzy mogli zapobiegać ewentualnie tylko zbytniemu odwodnieniu dzieci. Nawet najlepsi specjaliści nie umieli jednak zapobiec silnym obrzękom mózgu prowadzącym do niemal natychmiastowej śmierci.

Niedojrzałe śliwki na pusty żołądek

Gdyby epidemiolodzy nie powiązali hinduskiego przypadku masowych zgonów dzieci z jamajską chorobą prowadzącą do silnych wymiotów po zjedzeniu niedojrzałych owoców ackee, czyli tzw. bligii pospolitej rosnącej na Karaibach, pewnie nadal nie udowodniono by prawdziwej przyczyny tajemniczej śmierci małych Hindusów.

Przez całe stulecia na Jamajce nie zdawano sobie sprawy z tego, że znajdująca się w nich hipoglicyna (obecna tylko na początkowym etapie dojrzewania owocu) jest trująca i prowadzi do ostrej hipoglikemii. Do tej pory nie wiadomo, ile osób mogło umrzeć z jej powodu na Jamajce. Dziś jednak nawet najmniejsze dzieci ostrzega się przed niebezpiecznymi substancjami, które mogą znajdować się we wnętrzu niedojrzałych owoców.

Najpierw trzeba było udowodnić, że chińskie śliwki mogą zawierać podobne toksyny jak jamajskie ackee. Udało się to dopiero w 2014 roku.

Badania laboratoryjne potwierdziły, że niedojrzałe liczi ma w swoim składzie nie tylko spore ilości hipoglicyny, ale i bardzo dużo toksyn klasyfikowanych jako MCPG. Niestety dotąd nie wynaleziono na nie skutecznego lekarstwa.

O tym, jak zdradliwe mogą być śliwki, może się przekonać każdy, kto latem popije je wodą. Okazuje się, że egzotyczne odmiany tych roślin, powodują podobne reakcje ze zwielokrotnioną siłą i mogą nawet prowadzić do śmierci.

Dlaczego w innych rejonach Indii nie dochodziło jednak do takiej ilości śmiertelnych przypadków jak w rejonie Muzaffarpur?

Owoce na eksport cenniejsze niż zdrowie?

Prawdopodobnie do takiej skali śmiertelności wśród małych Hindusów doprowadziło to, że mieli oni dostęp głównie do takich owoców, które nie nadawały się jeszcze do spożycia. Lepsze okazy były na tyle cenne, że trafiały na eksport. Na dodatek niedożywione dzieci spożywały feralne liczi na pusty żołądek. Dorosłe organizmy są sobie w stanie z tym poradzić, ale w przypadku kilkuletnich maluchów, proces ten jest dużo bardziej skomplikowany.

Zobacz także

Od kiedy w 2015 roku służby medyczne zaczęły ostrzegać rodziców przed tym, by nie pozwalali dzieciom sięgać po niedojrzałe owoce i zadbali o to, by ich pociechy nie chodziły spać głodne, liczba śmiertelnych przypadków tajemniczej choroby w ciągu roku zmalała do 50.

Dopiero w tym tygodniu na łamach prestiżowego "The Lancet Global Health" międzynarodowy zespół ekspertów m.in. ze Stanów Zjednoczonych i Indyjskiego Narodowego Centrum Kontroli Chorób ogłosił, że po dwudziestu latach udało się im znaleźć oficjalną przyczynę masowej śmierci małych Hindusów, czyli niedojrzałe liczi spożywane na czczo.

Czy warto zatem rezygnować z jedzenia tego słodkiego owocu? Liczi, które dociera do Polski, jest cennym źródłem witamin i mikroelementów, dlatego nie ma podstaw do tego, by obawiać się go jeść. Tak jak w przypadku wszystkich śliwek - także tych chińskich - lepiej jednak stosować się do prostych reguł, które pozwolą nam uniknąć bolesnych doświadczeń. Uważajmy, by nie popijać ich sporą ilością wody i nie najadać się nimi mając zupełnie pusty żołądek. Wtedy nie będziemy się musieli obawiać, że naszym przypadkiem będzie się musiał zainteresować co najmniej ktoś tak sprawnie kojarzący fakty, jak sam doktor House...

Wierzący w reinkarnację Hindusi przez dwadzieścia lat sądzili, że śmiertelna choroba, która przez dwa miesiące w roku atakowała dzieci z Muzaffarpur, była karą za grzechy mieszkańców z poprzednich wcieleń. Okazało się, że przyczyną masowych zgonów były niedojrzałe owoce liczi, które głodne dzieci spożywały na czczo.

____

zdrowie.radiozet.pl/The Lancet/π/mk