Zacięła się w palec papierem i ledwo uszła z życiem [drastyczne zdjęcia]

13.02.2020 13:11
Rana na palcu dłoni
fot. Shutterstock

Zacięliście się kiedyś kartką papieru? To niesamowicie bolesne i niekomfortowe. Skóra piecze, jest wrażliwa, długo się goi. To jednak nic w porównaniu z historią pewnej kobiety. Małe nacięcie na skórze mogło kobietę kosztować życie. W ranie po zacięciu papierem rozwinęła się infekcja, a następnie sepsa. 

49-letnia Heather Harbottle z Hawajów zgłosiła się do szpitala z raną dłoni. Przez dwa poprzednie dni kobieta czuła narastający ból, miała wysoką gorączkę, bardzo źle się czuła.

W szpitalu okazało się, że w lewej dłoni kobiety rozwinęło się martwicze zapalenie powięzi, infekcja, która niszczy skórę, mięśnie, tkankę miękką. Infekcja szybko rozprzestrzeniała się w górę, aż do pachy i w stronę serca.

Infekcja bakteryjna doprowadziła do zagrażającej życiu kobiety sepsy, co spowodowało uszkodzenie nerek.

Sepsa po zacięciu skóry papierem

Kobieta twierdzi, że zraniła się w rękę podczas przeprowadzki, gdy zacięła się tekturowym pudełkiem.

- Obudziłam się po ciężkiej nocy z narastającym bólem dłoni. Mój palec był spuchnięty, a opuchlizna zaczęła się rozprzestrzeniać - mówi Heather Harbottle. - Myślałam, że to zwichnięcie małego palca, ale pomiędzy moim małym i serdecznym palcem było rozcięcie, więc pomyślałam, że w tym miejscu musiałam się uderzyć - dodaje kobieta.

W szpitalu okazało się, że kobieta cierpi na martwicze zapalenie powięzi - rzadkie, ale ostre zakażenie podskórnej tkanki łącznej, które szerzy się wzdłuż powięzi okrywających grupy mięśni tułowia i kończyn. Infekcja ma gwałtowny przebieg, charakteryzuje się ciężkim stanem ogólnym.

collage

Bakterie paciorkowca dostały się do organizmu przez skaleczenie, namnażały się i uwalniały toksyny, które drążyły tkankę. 

Zakażenie doprowadziło do zagrażającej życiu posocznicy, nieprawidłowej reakcji organizmu na toczące się zakażenie. Stan ten uznaje się za bezpośrednie zagrożenie życia pacjenta.

- Wyszłam o 5 rano, zostawiając śpiącą sześciolatkę, która myślała, że zaraz wrócę. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że będziemy rozdzielone na 65 dni. Miałam złamane serce, ale miałam też motywację do walki - wspomina rozłąkę z córką.

Kobieta miała dużo szczęścia.  Według NHS (bryjski odpowiednik NFZ), nawet 40 proc. osób chorych na martwicze zapalenie powięzi umiera w wyniku powikłań, nawet w trakcie leczenia. Natomiast osoby, które przeżyją, często cierpią na długotrwałą niepełnosprawność spowodowaną amputacją kończyny lub usunięciem zainfekowanych tkanek.

Lekarze przez kilka dni zacięcie walczyli o życie kobiety. Podawali antybiotyki i usuwali zaatakowaną bakterią tkankę. Heather Harbottle groziła amputacja całej ręki, ale na szczęście udało się tego uniknąć.

Kobieta spędziła 65 dni w szpitalu. Gdy zagrożenie życia ustało, lekarze wykonali przeszczep skóry, pobierając tkankę z uda Heather.

Obecnie Heather uczestniczy w rehabilitacji i uczy się, jak operować palcami po operacji. Kobieta twierdzi, że od czasu choroby zawsze zakłada rękawiczki, wykonując jakąkolwiek pracę. Wie, że nawet małe skaleczenie może przerodzić się w zagrażającą życiu infekcję.

Źródło: dailymail.co.uk