Powikłania po COVID-19: zapadnięte płuco, ciągłe infekcje, osłabienie

14.10.2020
Aktualizacja: 26.10.2020 18:30
Sztuczne płuco ECMO
fot. Shutterstock

Nie wierzysz, że koronawirus SARS-CoV-2 jest niebezpieczny, a wywoływana przez niego choroba może mieć bardzo ciężki przebieg? Może historia 45-letniej Polki, mieszkającej od kilkunastu lat w Lisburn niedaleko Belfastu w Północnej Irlandii, przekona cię do zmiany zdania.

Renata Ciszek, Polka mieszkająca w Północnej Irlandii od 14 lat, prawdopodobnie zaraziła się koronawirusem SARS-CoV-2 pod koniec maja. W pierwszych dniach czerwca zaczęła się gorzej czuć. Miała gorączkę 41 st. C, straciła węch i smak, czuła ogromne osłabienie. Zadzwoniła na pogotowie, które zabrało ją do szpitala. To - zdaniem Polki - uratowało jej życie, bo jej stan zdrowia pogarszał się z godziny na godzinę. Miała odmę płucną, zatory, krwawienie z mózgu. Lekarze, aby ją ratować, podłączyli do respiratora, potem leżała podłączona pod ECMO, które zastępowało jej płuca. Kobieta niewiele z tego czasu pamięta, przez trzy tygodnie była wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Wie, że była przetransportowana do innego szpitala, gdy jej stan się pogarszał i że cały personel medyczny walczył o jej życie.  

"Pamiętam, że miałam te wszystkie rurki w gardle. Byłam pod respiratorem, wentylowana. Pamiętam, jak przez mgłę, że łzy same mi leciały. Bardzo się bałam. A oni ciągle mi mówili, że jestem bezpieczna. Pielęgniarki siedziały ze mną całe noce, trzymając mnie za rękę" - wspomina Renata Ciszek w rozmowie z dziennikarką abczdrowie.pl.

Koronawirus SARS-CoV-2 spustoszył jej organizm, przeszedł jak huragan.

Pobyt w szpitalu był dla niej bardzo ciężki. "Zero kontaktów z rodziną, zero własnych ubrań, zero telefonów. Jak już byłam świadoma, to tylko przez szpitalny komputer mogłam się skontaktować z rodziną przez skype'a i to wszystko" - opowiada Renata Ciszek.
Kobieta, dzięki lekarzom, pokonała koronawirusa, ale bardzo powoli wraca do zdrowia. W szpitalu spędziła 45 dni, jednak po wypisie musiała do niego ponownie wrócić na kolejne dwa tygodnie z powodu zapalenia płuc. Wciąż musi mierzyć się w powikłaniami po COVID-19. 45-latka ma zapadnięte płuco i porusza się na wózku z powodu osłabienia mięśni. Przed chorobą była aktywną kobietą. Teraz musi walczyć z infekcjami, które co chwilę łapie, cały czas ma bóle głowy, miała udar.

Czy uda jej się wrócić do stanu zdrowia sprzed choroby? Kobieta bardzo na to liczy. Ma nadzieję, że jej historia będzie ostrzeżeniem dla wielu osób. Koronawirusa SARS-CoV-2 nie wolno lekceważyć.

"Ja bym najchętniej zaprosiła takie osoby, którzy twierdzą, że koronawirus nie istniej, na wolontariat do pracy przy chorych, żeby zobaczyli to na własne oczy" - powiedziała dziennikarce abczdrowia.pl. I dodała, że najgorsza w tej chorobie jest nieprzewidywalność: nigdy nie wiemy, jak poradzi sobie z nią nasz organizm.

Jej najbliżsi, mąż i 14-letni syn, również byli zakażeni koronawirusem SARS-CoV-2, ale oni przeszli to jak ciężką grypę. U 45-latki ten przebieg COVID-19 był znacznie gorszy.

"Najbardziej zaskoczyło mnie to, że w zasadzie nie miałam wcześniej żadnych objawów, oprócz temperatury, a potem byłam w stanie krytycznym. Ale najgorszy był moment, kiedy się wybudziłam. To było tylko 3 tygodnie śpiączki, a ja nie potrafię ruszać rękoma i nogami, ponieważ lewą stronę mam lekko sparaliżowaną i nie potrafię chodzić" - wyznała podczas rozmowy.

Źródło: abczdrowie.pl