Charlie Gard - umierający chłopiec, który poruszył cały świat

Monika Piorun
04.07.2017 11:51
Charlie Gard - umierający chłopiec, który poruszył cały świat
Fot. Charlie Gard/facebook.com; twitter.com

Papież Franciszek, Donald Trump, Trybunał Praw Człowieka, lekarze i niezliczona ilość internautów - w sprawie śmiertelnie chorego chłopca, którego szpital chce odłączyć od aparatury podtrzymującej życie zabrali głos już niemal wszyscy. Nie mają go jednak jego rodzice, którzy przegrali proces sądowy o to, by ich syn mógł nadal funkcjonować przy pomocy specjalistycznego sprzętu. 

Nie słyszy, nie może się poruszać, ma problemy z przełykaniem - historia 10-miesięcznego pacjenta z Wielkiej Brytanii, cierpiącego na rzadką, nieuleczalną chorobę genetyczną, powodującą zanik mięśni i ciężkie uszkodzenie mózgu, poruszyła cały świat.

W historii medycyny zdiagnozowano dotąd zaledwie 16 takich przypadków. Lekarze nie dawali dziecku żadnych szans na wyleczenie i polecili rodzinie małego pacjenta odłączenie go od aparatury podtrzymującej życie. Do tej decyzji przychylił się Europejski Trybunał Praw Człowieka a planowany termin eutanazji miał odbyć się 30 czerwca.

Trybunał Praw Człowieka popiera eutanazję na... życzenie lekarzy a nie rodziny chorego

chłopczyk

fot. facebook.com/#savecharlieslife

Connie Yats oraz Chris Gard - rodzice chłopca - po przegraniu batalii sądowej o utrzymanie swojego dziecka przy życiu, w ciągu zaledwie kilku dni dosłownie poruszyli niebo i ziemię - za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz portalu crowdfundingowego udało się im w bardzo krótkim czasie zebrać ponad 1,3 miliona funtów na leczenie za pomocą eksperymentalnej metody w Stanach Zjednoczonych.

1 lipca pod Pałacem Buckingham zgromadzili się uczestnicy akcji #SaveCharliesLife, którzy domagali się wstrzymania decyzji o odłączeniu chłopca od aparatury, dzięki której może być utrzymywany przy życiu. 

Zrzut ekranu 2017-07-04 o 11.34.57

fot. facebook.com/#savecharlieslife

Papież, Watykan i Trump - wszyscy wspierają Charliego

Za 10-miesięcznym pacjentem wstawił się sam papież Franciszek. W niedzielę Watykan ogłosił, że:

Ojciec Święty z miłością i wzruszeniem śledzi sprawę małego Charliego Garda i wyraża bliskość z jego rodzicami. Papież modli się za nich wyrażając życzenie, by nie lekceważono ich pragnienia towarzyszenia ich dziecku i leczenie go aż do końca.

Natomiast szef dyplomacji Włoch Angelino Alfano ogłosił, że wspiera działania Watykanu na rzecz Charliego Garda. Gotowość do przyjęcia chorego chłopca wyraził watykański szpital Bambino Gesu w Rzymie. Zarządzająca tą placówką Mariella Enoc zwróciła się do dyrekcji londyńskiego szpitala z pytaniem o możliwość przeniesienia maluszka na jeden z oddziałów "na czas, jaki mu pozostał", choć podkreśliła, że z jej informacji wynika, że nie istnieje obecnie żadna skuteczna terapia, która mogłaby pomóc Charliemu.

W sprawie śmiertelnie chorego chłopca, którego lekarze wbrew woli rodziców chcą odłączyć od aparatury podtrzymującej życie wypowiedział się nawet prezydent USA Donald Trump, który na Twitterze napisał:

Jeśli można coś zrobić, by pomóc małemu Charliemu - podobnie jak papież oraz nasi przyjaciele z Wielkiej Brytanii - bylibyśmy zachwyceni. 

Zrzut ekranu 2017-07-04 o 11.16.22

Czy sądy i lekarze mają prawo odbierać chorym prawo do życia?

Za sprawą Charliego Garda nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i w wielu innych krajach rozpoczęła się dyskusja dotycząca tego, czy Trybunał Praw Człowieka ma prawo odbierać ludziom ze względu na nieuleczalną chorobę prawo do życia - nawet jeśli jest ono utrzymywane za pomocą specjalnej aparatury. Lekarze potwierdzają, że w przypadku osób cierpiących na śmiertelnie niebezpieczne choroby tylko aparatura może pomagać pacjentom w podtrzymywaniu funkcji życiowych. Odłączenie sprzętu jest równoznaczne z uśmierceniem chorych.

O ile w przypadku standardowych eutanazji - legalnych np. w Holandii - taka decyzja podejmowana jest na życzenie pacjentów lub ich rodzin, to jednak w sytuacji, gdy dotyczy niepełnoletnich, zupełnie nieświadomych osób, których rodziny nie wyrażają zgody na ich śmierć, odłączenie aparatury przez lekarzy - nawet jeśli jest zgodne z prawem - budzi wiele kontrowersji.

Rodzice chcą zabrać umierające dziecko do domu - lekarze nie chcą na to pozwolić

* (Chcesz oglądać filmik z polskimi napisami? Pamiętaj, żeby ustawić opcję tłumaczenia w ustawieniach!)

- Wiemy, że Charlie umrze, ale pozwólcie nam go chociaż zabrać do domu - przekonują rodzice chłopca, którzy chcieliby, aby ich syn spędził ostatnie godziny życia we własnym domu - w otoczeniu rodziny i najbliższych mu osób.  - Chcielibyśmy go po prostu wykąpać, ułożyć w łóżeczku, w którym nigdy nie spał i nacieszyć się nim tyle, ile jeszcze możemy - wyjaśnia matka i ojciec Charliego.  

- Nie mamy nawet prawa wziąć naszego syna do własnego domu, by w nim umarł - mówi łkając tata śmiertelnie chorego pacjenta. Lekarze nie wyrażają zgody na to, by odszedł ze świata w taki sposób, jak chcą tego jego rodzice.

Prawo do życia jest również prawem do godnej śmierci. Niestety w przypadku osób śmiertelnie chorych, które same nie są w stanie bronić swoich praw, rodzi się pytanie o to, kto może decydować o tym, w jaki sposób mogą umierać. Czy powinni za to odpowiadać lekarze, sądy a może rodziny pacjentów? Jak sądzicie?

Zagłosuj

Czy uważasz, że rodziny śmiertelnie chorych ludzi mają prawo domagać się utrzymywania ich przy życiu przy pomocy specjalistycznej aparatury?

Liczba głosów:

________

zdrowie.radiozet.pl/BBC/PAP/π