Zamknij

COVID-19 zabrał jej babcię, ojca i wujka. „Bólu nie da się opisać"

20.07.2021
Aktualizacja: 21.07.2021 08:20
Historia COVID-19 w Indiach
fot. PAP/EPA/PIYAL ADHIKARY

Dla Tanishy Sahy z New Delhi to była najczarniejsza wiosna w życiu. Jak opowiada, jej rodzina była szczęśliwa do 22 kwietnia 2021 r. Właśnie wtedy koronawirus zaatakował ich z niespotykaną mocą.

Zaledwie cztery miesiące temu w Indiach rozpętało się koronawirusowe piekło. Pod koniec marca nastąpił nagły wzrost zachorowań na COVID, choroba szybko się rozprzestrzeniała. Codziennie podwajała się liczba nowych zachorowań w New Delhi. Tanisha Saha na stronach Timesofindia.com opowiedziała o tym, jak koronawirus zdziesiątkował jej rodzinę.

Kwiecień był tylko początkiem tragedii

Zawsze czytaliśmy w gazetach lub oglądaliśmy wiadomości w telewizji o tym, jak inni walczą o swoich bliskich. Myśleliśmy, że nas to nie dotknie. Ale w kwietniu i my staliśmy się częścią tego covidowego kołowrotka. Wszystko zaczęło się 22 kwietnia 2021 roku, gdy wystąpiły u mnie pierwsze objawy zakażenia koronawirusem.

W nocy dostałam nagłej gorączki, ponad 40 st. C. Natychmiast odizolowałam się w swoim pokoju od rodziców i babci . Wiedziałam, że to koronawirus.Tylko skąd? Ostatni raz byłam poza domem 29 marca. Mój ojciec co prawda chodził do pracy, ale zawsze zachowywał wszelkie środki ostrożności. Więc jak się zaraziłam? Do dziś o tym myślę, ale nie znam odpowiedzi.

Następnego dnia wszyscy, łącznie z babcią, zrobiliśmy test PCR – wyniki, które przyszły po 24 godzinach, były negatywne. Ja jednak wiedziałam, że mam COVID-19, bo miałam już wszystkie klasyczne objawy: straciłam węch i smak, miałam katar i kaszel, a także wysoką gorączkę. Nasze wyniki, a na pewno mój, były fałszywe! Następnego dnia rano ledwo oddychałam, koszmarnie bolało mnie w klatce piersiowej. Musiałam jak najszybciej zrobić tomografię płuc. Mój wujek, który pracował w szpitalu Fortis Faridabad, umówił mi wizytę i badanie. Wynik nie był zły – zmiany w płucach zostały określone jako łagodne.

Najpierw odeszła babcia, potem ojciec

Kilka dni później, 30 kwietnia, obudził mnie głośny płacz mojej matki. Babcia nie żyła. Wieczorem zasnęła spokojnie, ale już się nie obudziła. Babcia była światełkiem w naszej rodzinie.

Po powrocie z kremacji ojciec nie był w stanie nawet wstać z kanapy i pójść do łazienki. Mówił tylko, że źle się czuje. Matka myślała, że to z powodu śmierci babci (jego matki), co byłoby całkiem zrozumiałe. Jednak jego stan coraz bardziej mnie niepokoił. Poprosiłam matkę, by zmierzyła mu saturację pulsoksymetr migał na poziomie 72*, puls wynosił 112. Obie zdrętwiałyśmy ze strachu. Ze swojego pokoju, z którego nie wychodziłam, bo nadal się izolowałam, wykonałam tego wieczora 500-600 telefonów, prosząc o łóżko w szpitalu lub chociaż butlę z tlenem. Bezskutecznie.

W końcu zadzwonił wujek, że jest łóżko w Fortis Faridabad. Moja starsza siostra, która wróciła właśnie z Bombaju, zabrała ojca do szpitala. Nawet się z nim nie pożegnałam... Od 30 kwietnia mój ojciec dzielnie walczył z koronawirusem, ale 10 maja przegrał tę walkę. Był nie tylko moim ojcem, ale też najlepszym przyjacielem.

Wujka też nie udało się uratować

Myśleliśmy, że nasza „przygoda” z COVID-19 już się skończyła. Ale to wcale nie był koniec. Wujek, ten ze szpitala Fortis Faridabad, który był mi jak drugi ojciec i zawsze nam pomagał, również zachorował. Został przyjęty do szpitala 18 maja – podobnie jak mój ojciec dzielnie walczył z chorobą, był dobrej myśli, a my byliśmy pewni, że wróci do domu. Po 11 dniach w szpitalu podłączono go do respiratora. I choć lekarze powtarzali, że jego wola życia sprawi, że wyjdzie z tego, to wujek odszedł 30 maja wieczorem. Tak straciłam też drugiego ojca. Byłam zdruzgotana. Obwiniałam wszechmogącego o wszystko, co działo się wokół nas.

Kochani, pamiętajmy, że każdy jest odpowiedzialny za swoje zdrowie. Trzeba przestrzegać wszelkich zaleceń sanitarnych, używać środków odkażających, nosić maski i, co najważniejsze, przyjąć szczepionkę na czas. Wierzcie mi, ból po stracie bliskich jest nie do opisania.

*już saturacja na poziomie poniżej 95 jest alarmująca i wymaga wizyty w szpitalu

Źródło: Timesofindia.com