COVID-19 zniszczył mu płuca. Polscy lekarze przeszczepili mu nowy narząd

07.09.2020
Aktualizacja: 07.09.2020 21:00
Śląskie Centrum Chorób Serca
fot. LUCYNA NENOW / POLSKA PRESS/Polska Press/East News

Grzegorz Lipiński, 45-letni mężczyzna, trafił do historii medycyny polskiej jako pierwszy pacjent, któremu przeszczepiono płuca zniszczone przez COVID-19, chorobę wywoływaną przez koronawirusa SARS-CoV-2. Zabieg wykonano w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

COVID-19 zniszczył płuca chorego

45-letni Grzegorz Lipiński, szef sterylizatorni w jednoimiennym szpitalu zakaźnym w Tychach, trafił do szpitala (tego samego, w którym pracował) jako pacjent 20 czerwca 2020 r. Miał objawy COVID-19: wysoką gorączkę, duszność. Poza niewielką nadwagą, nie miał żadnych dodatkowych obciążeń. Badania wykazały, że w momencie przyjęcia do szpitala, zmiany chorobowe w płucach obejmowały już 40-50 proc. ich tkanki. Wdrożono leczenie lekiem przeciwwirusowym oraz osoczem ozdrowieńców, podłączono go do respiratora. Mimo tych działań, stan zdrowia mężczyzny stale się pogarszał. Rozwinęło się u niego obustronne zapalenie płuc, w 9. dobie pobytu w szpitalu, zmiany chorobowe obejmowały już 90 proc. miąższu płucnego. Pojawiło się zagrożenie zatoru płuc. Chorego przewieziono do Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie – placówki, która miała urządzenie do natleniania krwi – ECMO (tzw. sztuczne płuco).

– To urządzenie ratuje życie, gdy płuca nie działają, przenosi ciężar wymiany gazowej z płuc na technikę pozaustrojową. To daje czas do momentu, w którym albo zadziała leczenie przyczynowe, albo zastąpimy ten narząd przeszczepionym – wyjaśnił dr Konstanty Szułdrzyński z krakowskiego szpitala.

Przeszczep płuc – jedyny sposób na uratowanie życia chorego

Dzięki szybkiej wspólnej walce organizm pana Grzegorza w końcu poradził sobie z koronawirusem, ale zmiany, jakie zaszły w jego płucach, były nieodwracalne – wirus całkowicie je zniszczył, doprowadzając do zwłóknienia, stwardnienia i znacznego zmniejszenia tego narządu. Chory został zakwalifikowany do przeszczepu. Miał szczęście, bo dawca z odpowiednią grupą krwi, znalazł się dość szybko. Jego płuca okazały się za duże, zatem przed wszczepieniem lekarze chirurgicznie nieco je zmniejszyli. Przeszczep się udał.

– Chcemy przekazać tę dobrą nowinę, bo potrzebujemy takich w dzisiejszych czasach. Ten sukces – nie boję się tego słowa – stał się możliwy tylko i wyłącznie dlatego, że działaliśmy razem – powiedział podczas konferencji prasowej dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca, prof. Marian Zembala, podkreślając, że przypadek pana Grzegorza to przestroga, aby nie lekceważyć koronawirusa SARS-COV-2.

Pan Grzegorz Lipiński był w leczony aż w trzech placówkach: w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Tychach (od marca pełni funkcję jednoimiennego szpitala zakaźnego), gdzie był leczony w pierwszym etapie, Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, gdzie leczono go za pomocą ECMO, a także w Śląskiego Centrum Chorób Serca. Zdaniem prof. Zembali, życie chorego udało się uratować, dzięki dobrej współpracy lekarzy tych trzech ośrodków.

To 8. przypadek tego typu na świecie

– Transplantację przeprowadza się, kiedy nie ma do niej przeciwwskazań, wówczas jest szansa na powodzenie. Na pewno nie każdy chory, który w przebiegu COVID-19 będzie w takim stanie, jak nasz pacjent, będzie potencjalnym biorcą płuca – wyjaśnił dr hab. Marek Ochman, kierownik programu transplantacji płuc w Śląskim Centrum Chorób Serca. I dodał: – Z tego co wiemy, nasz pacjent to ósmy przypadek na świecie przeszczepienia płuc u pacjenta z COVID-19. Trzy zabiegi opisali Chińczycy, jeden Włosi, jeden Austriacy i dwa – Amerykanie. Jesteśmy zatem ósmym ośrodkiem, który wykonał taki przeszczep, ale prawdopodobnie pierwszym na świecie u takiego pacjenta, u którego wykorzystano wcześniej ECMO.

Pulmonolog dr Mirosław Nęcki ze ŚCCS ocenił, że proces leczenia pana Grzegorza był \"najlepszy z możliwych\" i wyjaśnił: – Są różne doniesienia w różnym okresie na temat poszczególnych terapii COVID-19: osocze ozdrowieńców, preparaty przeciwzapalne i przeciwwirusowe. My się dopiero uczymy leczyć tę chorobę. Nie ma jednego skutecznego leku, jednej skutecznej szczepionki. Niestety, niektórzy pacjenci mówiąc po ludzku mają pecha w tym wszystkim i dochodzi do uszkodzenia płuc, czasem serca, nerek, innych narządów i zgonu. Nie wolno lekceważyć tego zagrożenia.

Pan Grzegorz czuje się bardzo dobrze. Jutro, czyli we wtorek (08.09.2020), wychodzi ze szpitala do domu.

Zobacz także

Źródło: PAP