"Byłem chronicznie zmęczony" – ozdrowieniec opowiada o przebiegu choroby COVID-19

11.05.2020
Aktualizacja: 11.05.2020 13:41
Piotr, ozdrowieniec
fot. 28-letni Piotr, ozdrowieniec

Zaczęło się od zwykłego przeziębienia. Dreszcze. Stan podgorączkowy. Problemy z wejściem po schodach. Zadyszka. Do tego problemy z oddychaniem i ogromne zmęczenie – tak o swoich dolegliwościach opowiedział Justynie Dżbik w programie "W waszej sprawie" 28-letni Piotr, ozdrowieniec.

Piotr zaraził się koronawirusem SARS-CoV-2 prawdopodobnie podczas towarzyskiego spotkania z kolegą. Kilka godzin rozmowy, a po dwóch dniach pojawiły się pierwsze objawy choroby COVID-19.

– Od ogłoszenia kwarantanny narodowej spotkałem się tylko z jedną osobą, nie licząc dwóch, trzech wizyt w sklepie – powiedział podczas rozmowy na antenie. I dodał: – W sumie nie wiem, kto kogo zaraził. Bardzo trudno to stwierdzić.

U każdej osoby choroba rozwija się inaczej, w innym tempie. U Piotra, ozdrowieńca, po dwóch dniach od spotkania z kolegą pojawiły się w nocy dreszcze, niewysoka gorączka, a właściwie stan podgorączkowy. Objawy te minęły w ciągu dnia. Wskazywały na zwykłe przeziębienie. Pan Piotr przyjmował leki objawowe. Jednak po kilku dniach pojawiły się objawy, które go zaniepokoiły.

– Mieszkam na trzecim piętrze, nie korzystam z windy. Wchodząc po schodach, ledwo oddychałem, pojawiły się duszności i ogromne zmęczenie. Wtedy w mojej głowie pojawiła się myśl: koronawirus – opowiadał 28-latek. I dodał: – Zadzwoniłem do lekarza i otrzymałem antybiotyk. Niestety nie zadziałał. Wiedziałem, że nie mam infekcji bakteryjnej, tylko wirusową. W międzyczasie osoba, z którą się spotkałem, została skierowana na test, który okazał się pozytywny.

W ten sposób pan Piotr zyskał pewność, że to nie jest zwykłe przeziębienie, ale najprawdopodobniej zarażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Badanie w kierunku tego wirusa potwierdziło jego przypuszczenia. Pojawiły się nowe objawy, na które wcześniej nie zwrócił uwagi: utrata węchu, przesuszenie skóry.

– Ludzie przywiązują ogromną wagę do gorączki. U mnie to było raczej chroniczne przemęczenie – opowiadał w programie "W waszej sprawie".

Pan Piotr trafił na kilka godzin do szpitala, gdzie lekarz przepisał mu leki na uspokojenie i rozszerzenie naczyń krwionośnych (aby wzmocnić organizm i dotlenić go). Potem został odesłany do domu. To normalna procedura. W szpitalu leczy się tylko najcięższe przypadki, 90 proc. chorych wraca do zdrowia w domu.

Informacja o pozytywnym wyniku w badaniu w kierunku koronawirusa została przekazana do sanepidu, a następnie do policji, ministerstwa cyfryzacji i opieki społecznej. Pan Piotr próbował przez 5 dni skontaktować z sanepidem, by ustalić plan działania. Ale – co podkreślał w rozmowie – sanepid boryka się z problemami kadrowymi. Wiele pracujących tam osób jest na kwarantannie.

– Policja przychodziła do mnie dwa razy dziennie, zadawali pytania: czy nie potrzebuję pomocy, czy był kontakt z opieki społecznej, czy nie potrzebuję wyrzucić śmieci, czy potrzebuję zrobić zakupy – mówił pan Piotr. I dodał, że nie musiał korzystać ze wsparcia tych instytucji, bo ogromną pomoc okazywali mu jego najbliżsi. Robili zakupy i zostawiali przed drzwiami na wycieraczce. To oni okazali mu w tych trudnych czasach ogromne wsparcie.

Ale nie obyło się bez przykrych incydentów. Okazało się, że kilka sklepów online odmówiło realizacji zamówienia, gdy pan Piotr przyznał się do tego, że jest chory. Były to znane marki.

Pan Piotr walczył z koronawirusem 5 tygodni. Wyzdrowiał, ale nadal jest na zwolnieniu lekarskim (ozdrowieńcy muszę jeszcze przez dwa tygodnie od uzyskania drugiego negatywnego wyniku testu, potwierdzającego wyzdrowienie, przebywać na kwarantannie). Na tym etapie nie zaraża, jest bezpieczny.

– Mimo że jestem zdrowy, to cały czas jestem wykończony fizycznie – przyznał Justynie Dżbik podczas rozmowy. I dodał, że dzięki chorobie zaczął doceniać rzeczy, których nie dostrzegał wcześniej. Choroba go zmieniła.

Posłuchaj podcastu