Ma na ciele tysiące guzów i jest szykanowana [drastyczne zdjęcia]

03.01.2020 12:15
Kobieta ma na ciele setki guzów
fot. Shutterstock

Ta choroba nie jest zaraźliwa i zazwyczaj nie niesie za sobą poważnych konsekwencji. Jest jednak widoczna, kłopotliwa i wywołuje u ludzi silne reakcje. O tym, jak straszną chorobą jest nerwiakowłókniakowatość wie doskonale Ashley Jernigan. Ciało kobiety pokrywa tysiące guzów, przez co obcy ludzie odnoszą się do niej z agresją. 

Ciało Ashley Jernigan, pochodzącej z Alabamy w USA, pokryte jest tysiącami guzów. Choć jej choroba nie jest groźna dla otoczenia, kobieta twierdzi, że jest regularnie szykanowana, a nawet wyrzucana z lokali przez obce osoby, które boją się, że może zarażać.

Ashley choruje na ciężką postać nerwiakowłókniakowatości, choroby genetycznej, której niestety nie można skutecznie wyleczyć.

Całe działo 35-latki pokryte jest guzami różnej wielkości. Obcy unikają jej w obawie, że choroba jest zaraźliwa. Chociaż kobieta ma czworo dzieci, to jej życie uczuciowe nie należy do udanych. Z powodu swojego stanu zdrowia straciła już nadzieję na udany związek.

Przykre konsekwencje choroby

Nerwiakowłókniakowatość w różnym stopniu dotyka mniej więcej jednej na 3000 osób. To choroba genetyczne, która powoduje narastanie niezłośliwych nowotworów (guzków) pochodzenia nerwowego.

Nerwiakowłókniakowatość nie jest chorobą zaraźliwą, ale dla wielu osób jest trudna do zaakceptowania. Niska świadomość społeczna powoduje, że chorzy spychani są na margines towarzyski. Szczególnie ciężko jest osobom, u których guzy pokrywają widoczne części ciała, takie jak twarz i dłonie. 

Ashley Jernigan chce szerzyć świadomość, że choroba nie jest zaraźliwa. Wszystko po to, by inni chorzy nie byli szykanowani.

- Dzieci są ciekawe i myślą, że to ospa wietrzna lub ugryzienia mrówek, a ja po prostu mówię, że taka już się urodziłam - tłumaczy Ashley. 

Nerwiakowłókniakowatość jest chorobą genetyczną dziedziczoną autosomalnie dominująco, co oznacza, że przynajmniej jedno z rodziców musi posiadać zmieniony gen, ale może swojemu dziecku przekazać gen prawidłowy lub zmieniony. Znaczy to, że ryzyko przeniesienia choroby na dziecko wynosi 50 proc.

- Nie wiem, jak daleko sięga w mojej rodzinie ta choroba, ale moja babcia była pokryta guzami od stóp do głów. Darnell (jedno z dzieci Ashley) ma chorobę, ale moje pozostałe dzieci jeszcze nie wykazują jej oznak - dodaje kobieta.

collage

,,Nie chcę wiedzieć''

Ashley Jernigan odrzuciła propozycję operacji usunięcia guzów po tym, jak dowiedziała się, że mogą one powrócić w agresywniejszej formie.

Możliwe jest niestety zezłośliwienie zmian guzowatych. Kobieta przyznaje jednak, że nie chce o tym myśleć. Twierdzi, że nie zamierza badać guzów w obawie przed negatywną diagnozą.

- Mogą przerodzić się w raka, więc muszę się pilnować. Martwię się o przyszłość, ale staram się o niej nie myśleć, ponieważ jest to przygnębiające - twierdzi Ashley.

Kobiecie poradzono, by zrezygnowała z posiadania dzieci, ponieważ to mogłoby pogorszyć jej stan. Liczba nerwiakowłókniaków (guzów) wrasta w czasie ciąży z powodu zmian hormonalnych.

Pomimo ostrzeżeń, Ashley zdecydowała się jednak na posiadanie czwórki dzieci, choć sama twierdzi, że z każdą ciążą jej stan się pogarszał.

Choć istnieje duże prawdopodobieństwo, że u dzieci również rozwinie się ta choroba genetyczna (jeden z synów już choruje), to Ashley nie chce, by dzieci poddano badaniom.

collage2

Źródło: dailymail.co.uk