Zamknij
Ginekologia
fot: Wikimedia Commons
DRUGA STRONA MEDYCYNY

Historia ginekologii. Poród przyjmowano z zawiązanymi oczami i na czworaka

Malwina Kossela
Malwina Maria Kossela Redaktor Radia Zet
15.09.2021 15:03
15.09.2021 15:03

Ani jeden ginekolog nie istnieje, damskie podbrzusze jest wyłącznie źródłem grzechu, nieliczni lekarze odbierają porody z zawiązanymi oczami by nie zgorszyć teologów – to nie fantastyka, to nasza historia. Ginekologia rodziła się w bólach, a zanim na dobre się rozwinęła, życie straciły niezliczone kobiety.

Ginekolog bywa wybawieniem. Pomoc lekarza tej specjalizacji jest nieodzowna na wielu etapach damskiego życia. Tysiące pań śpią spokojniej wiedząc, że w razie choroby narządów kobiecych, ktoś będzie potrafił udzielić im niezbędnej pomocy. W czasie ciąży regularnie można konsultować się ze specjalistą, a w razie komplikacji podczas porodu istnieje szereg procedur medycznych, które mogą ocalić więcej niż jedno życie. Teraz wyobraźmy sobie świat, w którym kobiece ciało jest postrzegane wyłącznie jako źródło grzechu. Lekarze mogą zbadać niewiastę tylko przez prześcieradło, najlepiej z zamkniętymi oczami. Taki świat, w którym ginekolog to niepotrzebny wymysł rozwiązłych umysłów, istniał jeszcze całkiem niedawno.

Ginekolog płonie na stosie

Wszystko zaczęło się od gorliwych teologów, którzy na wczesnym etapie chrześcijaństwa wnioskowali z historii o Adamie i Ewie, iż podbrzusze kobiety jest siedzibą zła. Gdyby w czasy te przeniósł się jakiś współczesny ginekolog – z pewnością złapałby się za głowę, wiedząc dokładnie, że w tym miejscu znajdują się wyłącznie narządy.

Teologowie od zawsze rościli sobie prawo do decydowania o ludzkim losie. Jeden z ojców Kościoła, Orygenes w III w. n. e. wysnuł teorię o duszy płodów. Pouczał, żywiąc pogardę do z natury grzesznej kobiety, że w każdym przypadku trudnego porodu ratować należy tylko dziecko. Dyskusje o dobru matki i dziecka trwają więc nieprzerwanie od tysięcy lat, wciąż budząc w społeczeństwach wielkie kontrowersje. Przez taką postawę, jaką prezentował Orygenes, ginekologia, niczym noworodek, rodziła się w bólach.

Niemiecki drzeworyt kolorowy z 1581 r., pokazujący badanie kobiece
fot. East News

Ginekolog, jako taki, w ogóle nie istniał. Przez wieki absolutnego panowania Kościoła gałąź medycyny, zajmująca się wyłącznie chorobami kobiecymi, zwyczajnie nie miała prawa powstać. Jednocześnie brak antykoncepcji i przekonania o biblijnej konieczności „rozmnażania się” prowadziły do wysokiej dzietności. Mężatki na ogół kończyły swój żywot podczas jednego z porodów, lub w wyniku poporodowych powikłań. Czasem umęczone wielokrotnymi ciążami ciała odmawiały posłuszeństwa w dość młodym wieku. Żaden lekarz nie mógł dotknąć nagiej kobiety i jej “grzesznego podbrzusza”, dodatkowo ani myślał o wejściu do izby porodowej. W momencie narodzin dziecka w pomieszczeniu mogła być tylko inna kobieta, która już rodziła – z czasem została ona nazwana akuszerką. Cała przedchrześcijańska wiedza o kobietach i porodzie została zamknięta w bibliotekach klasztornych. Przez długie wieki dziedzinę tę spowijała jedynie śmierć - nie tylko pacjentek, ale również nielicznych śmiałków wśród lekarzy. Pewien Hamburczyk, zwany doktorem Veitem, spróbował kiedyś wejść w kobiecym przebraniu do izby porodowej – spłonął za to na stosie.

Narodziny ginekologii jaką znamy

Po piętnastu wiekach cierpień rodzących kobiet, w 1513 roku wydano pierwszy i jedyny podręcznik dla akuszerek, pt. ”Ogród różany dla ciężarnych kobiet i akuszerek” autorstwa Euchariusa Rüsslina. Co ciekawe, niewiele wiemy o tym autorze, który czuł się na siłach podchodzić „naukowo” do spraw kobiecego porodu. Jasne jest jednak, że nie można było w tamtym okresie zebrać do tego dzieła rzetelnych informacji, więc ostatecznie książka stała się zbiorem farmazonów i zabobonów. W kolejnych dwóch stuleciach, kiedy wciąż nie było nic wiadomo na temat kobiecego ciała i zasad rządzących porodem, lekarz francuskiego króla twierdził, że krzyk nowonarodzonego dziecka brzmi jak „O.E”, czyli… „O, Ewo, dlaczego przywiodłaś naszego praojca do grzechu?”. Najwyraźniej epoka, zwana szumnie oświeceniem, ominęła szerokim łukiem tak istotne kwestie, jak ludzkie narodziny.

Jak to się stało, że w końcu do łóżka rodzących dotarł lekarz, ginekolog-protoplasta? Sprowadziła go tam chuć mężczyzny u władzy. Król Słońce, francuski władca Ludwik XIV odkrył, że obserwowanie zza zasłony swoich rodzących kochanek sprawia mu ogromną przyjemność. Dla wzmocnienia bodźców, które tak mu się podobały, sprowadził na dwór akuszera. Doktor Julius Clémentznalazł się więc koło łóżka jednej z rodzących faworyt króla, chociaż musiał mieć przy tym… zawiązane oczy.

Ludwik XVI na portrecie autorstwa Hyacinthea Rigauda
fot. Wikimedia Commons/Public Domain

Lekarz zrobił wszystko, co w jego mocy, by poród przebiegł w takich okolicznościach bez większych problemów. Miał w tym już pewną wprawę – do momentu zaproszenia przed królewskie oblicze cieszył się w Paryżu bardziej lub mniej potajemną sławą. Słowem – nielegalnie pomagał kobietom w czasie narodzin ich dziecka. W tej historii równie dużą rolę co odwaga Juliusa Clémenta odegrała moda. Arystokracja chętnie naśladowała króla we wszystkim, więc zawód akuszera stał się nagle popularny, a Kościołowi zabrakło władzy, by zatrzymać tę falę. Nie zmienia to faktu, że pierwsi ginekologowie byli stale atakowani przez duchownych.

Przez wieki absolutnego panowania Kościoła gałąź medycyny, zajmująca się wyłącznie chorobami kobiecymi, zwyczajnie nie miała prawa powstać.

Dopiero około 1730 roku sławę zyskały pierwsze porodowe kleszcze, które uratowały niejedno życie. Oficjalnie pierwszym medykiem, który ich użył był angielski lekarz Peter Chamberlen. Niestety, przyrząd był kontrowersyjny, jak wszystko, co dotyczyło kobiecej gałęzi medycyny, dlatego pierwsi położnicy używali go w tajemnicy. Narzędzie to rozsławił pochodzący z Flandrii chirurg Mains de Palfyn, który wynalazł je samodzielnie, nie wiedząc, że już wcześniej czegoś podobnego używał Chamberlen. Kleszcze porodowe stopniowo przyjmowały się w Europie, a najszybciej zaczęli z nich korzystać Francuzi. Jednakże pierwsi chirurgowie uzbrojeni w to narzędzie nie wkroczyli do izb porodowych dumnie. Przerażeni krytyką duchownych robili wszystko, by nie wywołać zgorszenia moralnego. Prowadziło to w praktyce do niebywałych absurdów.

Ginekolog na czworakach

Niektórzy lekarze wczołgiwali się do pokoju rodzącej na czworakach. Dokładali przy tym wszelkich starań, by nie wychylić głowy ponad wysokość łóżka. Dlaczego? Kobiety nie można było w takiej sytuacji zobaczyć. Specjaliści często praktykowali, wzorem lekarza z dworu Króla Słońce, odbieranie porodów z zawiązanymi oczami. Byli też tacy, którzy wchodzili wyłącznie do bardzo zaciemnionych izb. Na łono kobiety nie mogło paść spojrzenie lekarza. Dokładnie w taki sposób działali wszyscy prekursorzy ginekologii.

Jeden z ojców tej dziedziny - dr Charles D. Meiss - starał się przekonać teologów, bacznie patrzących na ręce lekarzy, że pierwsza kobieta w raju również musiała być zdana na pomoc mężczyzny. Na niewiele się jednak przydała wizja biblijnego Adama-położnika. Walka o spojrzenie na kobiece narządy lekarskim okiem trwała kolejne sto pięćdziesiąt lat.

Ginekolog rewolucjonista

Wśród wszystkich, którym brakowało odwagi do zmian, znalazł się jeden śmiałek. Doszedł on do wniosku, że z zawiązanymi oczami może rodzącym wyrządzić więcej szkody niż pożytku i postanowił złamać wszystkie, niepisane reguły. Miał silne przekonanie, że takie zwyczaje obfitują w zgubne skutki i postanowił przeciwstawić się wszystkim regułom. Lekarz ten nazywał się James P. White i w 1850 roku podjął się odebrania pokazowego porodu na sali wykładowej uczelni medycznej. Jego pacjentka, młoda Irlandka przetarła szlaki tysiącom kobiet w ciąży. Ona sama nazywała się Mary Watson i w wieku 26 lat po raz drugi spodziewała się nieślubnego dziecka. Było jej wszystko jedno, kto obserwuje poród, jeśli tylko dzięki temu w razie konieczności otrzyma pomoc lekarską. Nie bez znaczenia dla tej historii jest fakt, że dodatkową zachętą dla tej kobiety było wynagrodzenie w wysokości… 10 dolarów.

Kleszcze porodowe stopniowo przyjmowały się w Europie, a najszybciej zaczęli z nich korzystać Francuzi.

James P. White wykazał się niesamowitym uporem, przy czym zaryzykował całą swoją karierę. Do tej pory był profesorem położnictwa w Buffalo i cieszył się poważaniem. Pokazowy poród sprawił jednak, że musiał zmierzyć się nie tylko z gigantycznym ostracyzmem ze strony środowisk kościelnych, ale również ze sprzeciwem innych, przywiązanych do tradycji położników. Ginekolog rewolucjonista swoim czynem naraził się wręcz na pogardę lekarskiego otoczenia, które zgodnie twierdziło, że naoczna kontrola nie pomaga w leczeniu ciała niewiasty.

Ginekolog mówi: „dość!”

W XIX wieku do głosu w końcu zaczęły dochodzić kobiety. Panie, które nie godziły się wyłącznie na cierpienie i nie przyjmowały do wiadomości, że ich los sprowadza się do rodzenia dzieci, czyli pierwsze feministki. Niestety, nowa droga ginekologii oznaczała jeszcze długie lata walki o kobiece prawa i niezbędną pomoc medyczną. Już na jej początku odważne pacjentki wyprowadziły lekarzy z sal porodowych, rozwiązały im zasłonięte oczy i zaczęły domagać się zadbania o ich zdrowie. Musiały jednak przygotować się na jeszcze wiele upokorzeń i poświęceń. Na szczęście wśród ogromnie konserwatywnego towarzystwa ginekologicznego zawsze znalazł się ktoś podobny do Jamesa P. White’a.

Jednym z takich ginekologów był doktor Wilhelm Mensinga z Flensburga. Został on wynalazcą pesarium dopochwowego i prekursorem antykoncepcji. Całą swoją pracę i wielką walkę z innymi ginekologami poświęcił na ołtarzu zdrowia i szczęścia kobiet. Mensinga żywił głębokie przekonanie, że na tę płeć spada ogromne cierpienie, którego żaden człowiek nie powinien znosić. Wilhelm Mensinga oburzał się, kiedy kobiety nawet w złym stanie zdrowia musiały znosić niezliczone ciąże i porody, tylko dlatego, że są mężatkami. Kiedy zobaczył w gazecie nekrolog trzydziestodwuletniej matki, która zmarła w połogu, poczuł, że pękła w nim jakaś granica i jak sam stwierdził: „coś zagotowało się we mnie”. Był rok 1873 i rozpoczęła się jego trudna droga walki o prawo do antykoncepcji. Już wtedy propagowaną przez Kościół, państwo i lekarzy naukę o rozmnażaniu, nazywał: „zalegalizowanym morderstwem na tle seksualnym”.

Odważne pacjentki wyprowadziły lekarzy z sal porodowych, rozwiązały im zasłonięte oczy i zaczęły domagać się zadbania o ich zdrowie.

Decydującym doświadczeniem w życiu Mensingi było jego wcześniejsze małżeństwo. Pojął za żonę delikatną kobietę o imieniu Elise i darzył ją głębokim uczuciem. To właśnie dla niej postanowił zostać lekarzem, żeby w razie potrzeby móc leczyć swoją ukochaną, która nie miała mocnego zdrowia. Ostatecznie Elise dokonała żywota w ramionach Mensingi, kiedy wydała na świat ich drugie dziecko. To wówczas doktor poprzysiągł, że wybawi inne kobiety od jej losu. Wielkim wsparciem okazała się dla niego druga małżonka - Christine, która testowała na sobie wszystkie metody i przyrządy do antykoncepcji, które tworzył Mensinga, zanim wynalazł skuteczne pesarium.

Położne w szpitalu Charité w Berlinie ok. 1930 r.
fot. akg-images/EAST NEWS

Takie pesarium działało jak współczesny kapturek antykoncepcyjny. Wiedza o plemnikach i komórkach jajowych, a także kobiecym cyklu miesięcznym była wtedy znikoma, ale Mensinga zrozumiał, że jeśli zatrzyma w odpowiednim miejscu męskie nasienie, to jego pacjentka nie zajdzie w ciążę. Oczywiście, konserwatywni lekarze i Kościół uważali działania Mensingi za grzeszne i robili wszystko, by zablokować jego osiągnięcia. Przez wiele lat im się to udawało.

Triumf rozumu i feministek

Na szczęście niepowodzenia Mensingi nie zniechęciły innych lekarzy do walki o zdrowie prokreacyjne kobiet. Rok przed śmiercią Wilhelma, w 1909 roku Richard Richer opracował pierwszą metodę antykoncepcyjną, która wykorzystywała jelita jedwabnika. Była to podwalina pod dzisiejsze prezerwatywy kobiece i męskie. W 1916 roku amerykańska feministka Margaret Sanger, założyła pierwszą klinikę antykoncepcyjną w USA. Chciała tylko szerzyć świadomość społeczną i chronić zdrowie obciążonych licznymi porodami i ciążami kobiety. Mimo tego za swoją działalność została zatrzymana przez policję. Sytuacja nie zniechęciła jej do dalszego działania i do końca życia Sanger zajmowała się edukowaniem kobiet w zakresie ich płodności.

Margaret Sanger
fot. Underwood & Underwood/Public Domain

W podobny sposób zadziałała inna feministka, pochodząca z Wielkiej Brytanii Marie Stopes, wraz ze wspólnikami Gregorym Pincusem i Johnem Rockiem. Ta trójka założyła w 1921 roku bliźniaczą klinikę do tej, którą zajmowała się Margaret Sanger. To również oni stali się pośrednimi sprawcami późniejszej rewolucji seksualnej i naszego dzisiejszego podejścia do seksualności i edukacji prokreacyjnej. W latach 50.XX w. opracowali pierwszą pigułkę antykoncepcyjną, która została wprowadzona na rynek w latach 60-tych ubiegłego wieku. 

W drugiej połowie XX wieku konserwatywna praktyka ginekologiczna musiała zmierzyć się z nową falą historii. Do głosu mocno jak nigdy wcześniej doszły kobiety. Te, które z rozżaleniem spoglądały na losy swoich prababek, babć i matek. W historii zawsze wygrywa silniejszy, taki, który się nie poddaje. Twarda postawa kobiet i postępowych ginekologów zmieniła losy świata. Ginekologia zakończyła rozdział „mroków średniowiecza”, a z czasem popłynęła z nurtem rewolucji seksualnej. Mimo upływu wieku, „grzeszne podbrzusze” nawet dziś potrafi być przedmiotem dyskusji, a ginekologom wciąż wiele osób chciałoby patrzeć na ręce.

Malwina Kossela
Malwina Maria Kossela

Polonistka z wykształcenia, dziennikarka z wyboru, zamiłowania i pasji. Przygodę z mediami zaczynała od pracy w telewizji, nabywając doświadczenia w redakcji TVN24. Od kilku lat jest ciągle na bieżąco, dzięki pracy w portalach internetowych. Od 2019 roku związana z działem online RadiaZET. "Nic co ludzkie, nie jest jej obce" dlatego z największą przyjemnością odnajduje się w tematach społecznych, historycznych, medycznych i kryminalnych.