Zamknij

Dlaczego tylu Polaków umiera na covid? Lekarzy to nie zaskakuje

22.12.2021
Aktualizacja: 22.12.2021 16:17
Tragiczny bilans zgonów covid w Polsce
fot. WOJCIECH STRÓŻYK/REPORTER

Po raz pierwszy w raporcie resortu zdrowia pojawiła się ogromna liczba aż 775 zgonów z powodu COVID-19. – To jest przykre, ale nie jest zaskakujące. Płacimy cenę za podejście do tej choroby – ocenił epidemiolog prof. Jarosław Drobnik z Wrocławia. Tę liczbę skomentował też prof. Piotr Kuna z Łodzi.

Tuż po weekendzie raportowane przez ministerstwo zdrowia liczby zgonów są zwykle niższe, w połowie tygodnia w zestawieniach pojawiają się natomiast budzące trwogę liczby. Prof. Piotr Kuna kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi, ocenia, że nie są to dane z jednego dnia. – Realnie są to dane od piątku. Po prostu w Polsce mamy taki, a nie inny system raportowania zgonów. Popatrzmy na statystyki z niedzieli i poniedziałku, gdy zgonów raportowanych jest kilkadziesiąt, a później przychodzą dni, w którym mamy ich kumulację. Nie zmienia to jednak faktu, że statystyka zgonów w Polsce w ostatnich tygodniach jest zatrważająca – wyjaśnia profesor.

Niefrasobliwość pacjentów, brak systemu testowania

Naczelny epidemiolog Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu prof. Jarosław Drobnik nie jest zaskoczony wzrostem liczby zgonów wśród chorych na COVID-19. – To jest przykre, ale nie jest zaskakujące [...]. Płacimy cenę za podejście do tej choroby. Wciąż nie mamy sensownego systemu testowania – twierdzi lekarz. – A osoby, które mają jakieś nietypowe dla COVID-19 objawy chorobowe, opóźniają wykonanie testu lub kontakt z lekarzem. Traktują to jak zwykle przeziębienie, albo rozumują, że jeśli to nawet covid, to przecież nic ze mną się nie dzieje – tłumaczy.

Według specjalisty, właśnie z powodu takiej postawy COVID-19 doprowadza u pacjentów do wirusowego zapalenia i zajęcia sporej części płuc, co – szczególnie u osób, które mają też inne choroby – jest bardzo niebezpieczne. – Na tę większą śmiertelność ma również wpływ ogólny stan zdrowia populacji w Polsce. Jesteśmy mało aktywni, dolega nam nadwaga, nieleczona cukrzyca. Zdarza się, że niektórzy pacjenci chorzy na COVID-19 dopiero po badaniu, wykonaniu testu dowiadują się, że mają cukrzycę – mówi prof. Drobnik.
Ekspert podkreśla też, że młodsza część populacji, która obecnie jest najbardziej aktywna, w dużej części jest niezaszczepiona, co także ma wpływ na negatywne skutki pandemii. – Zignorowaliśmy szczepienia, czyli nie ma w naszej populacji tej pierwszej ochrony immunologicznej. Taka jest prawda, że osoby zaszczepione, nawet gdyby doszło u nich do zakażenia, to jednak mają szansę na łagodniejszy przebieg choroby. Bez groźby powikłań zatorowo-zakrzepowych. Niezaszczepionym te powikłania zagrażają i mogą doprowadzić do zgonu – przestrzega lekarz.

Zanieczyszczenie powietrza w Polsce przyczynia się do zgonów

Swoje zdanie ws. przyczyn tak tragicznego bilansu zgonów z powodu COVID-19 w Polsce wyraził także prof. Piotr Kuna, kierownik II Katedry Chorób Wewnętrznych UM w Łodzi.

– W mojej ocenie najważniejszą przyczyną, o której w kontekście tych zgonów się praktycznie w ogóle nie mówi, to potężne zanieczyszczenie powietrza w Polsce. Badania amerykańskie jednoznacznie pokazują, że zanieczyszczenie powietrza plus COVID-19 dają pięciokrotne nasilenie ryzyka zgonu. Polska jest krajem, w którym jakość powietrza w ostatnim czasie jest koszmarna. Szczególnie właśnie w takim miesiącach jak listopad czy grudzień. Tu szukajmy jednej z przyczyn – zachęca specjalista. I dodaje, że „mamy w Polsce przecież badania wykonane jest przed erą COVID-19, które pokazywały zdecydowany wzrost śmiertelności, nawet 2-3-krotny, na niektóre choroby w miesiącach, w których zanieczyszczenie powietrza wzrastało”. – To fakty – podkreśla.

Szczepienia ważne, ale to nie wszystko

Prof. Kuna ocenia też, że wysoka umieralność Polaków z powodu COVID-19 wynika niekoniecznie jedynie ze zbyt niskiego procenta zaszczepionych osób, bo wyszczepialność na covid jest w Polsce oczywiście niższa niż w Wielkiej Brytanii, ale nie kilkukrotnie (Polska – ok. 65 proc., Wielka Brytania ok. 80 proc). Tymczasem tam zgonów jest kilkakrotnie mniej niż w Polsce przy bardzo dużej liczbie zachorowań, większej niż w Polsce. Według specjalisty powody są inne. Jednym z nich jest system leczenia: w Polsce szpitalny, gdzie chory ma wyzdrowieć w otoczeniu innych chorych na covid, inhalując duże dawki wirusa, a w Wielkiej Brytanii domowy, gdzie chorym opiekuje się lekarz.

– Wiele z tych osób, jeżeli zastosowalibyśmy realną opiekę domową, a nie teleporady, udałoby się uratować nie tylko przed zgonem, ale także w ogóle przed pobytem w szpitalu – uważa prof. Kuna. – Do tego potrzebne byłyby jedna około dwie wizyty tygodniowo u każdego takiego pacjenta w domu, osłuchanie go i aplikowanie leków realnie pomagających. Wypisywanie przez telefon antybiotyków na chorobę wirusową to zaprzeczenie wiedzy medycznej. Przykro mi to mówić, ale tak jest. Antybiotyk podany w pierwszej fazie zwiększa ryzyko późniejszego rozwinięcia się zapalenia płuc, a nie zmniejsza – wyjaśnia.

Dodaje też: – Nie zgadzam się z tym, że obecne statystyki zgonów wynikają głównie z tego, że za mało osób się dotychczas zaszczepiło. Przyczyn jest zdecydowanie więcej i są one kombinacją tych czynników, które wymieniłem: zanieczyszczenie powietrza, brak realnej opieki domowej nad pacjentami z COVID-19, zbyt szybkie aplikowanie bez badań antybiotyków.

Profesor sądzi, że jest jeszcze jedna przyczyna tragicznej liczby zgonów – w tej kwestii zgadza się z prof. Drobnikiem – to zła profilaktyka chorób przewlekłych w Polsce.
– W Polsce profilaktyka chorób przewlekłych wygląda bardzo słabo, a one w kombinacji z COVID-19 dają później właśnie taki tragiczny obraz zgonów, jaki widzimy – podsumowuje specjalista z Łodzi.

Źródło: PAP/Roman Skiba | PAP/Tomasz Więcławski