Zamknij

Była zakażona koronawirusem przez 335 dni. To rekord

09.12.2021
Aktualizacja: 09.12.2021 10:00
Na oddziale covidowym
fot. Lukasz Solski/East News

47-letnia kobieta chorowała na COVID-19 przez 335 dni. To najdłużej trwająca tego typu infekcja, potwierdzona i zgłoszona przez służby medyczne.

Kobieta została po raz pierwszy hospitalizowana z powodu COVID-19 wiosną 2020 r. Trafiła wtedy do Narodowego Instytutu Zdrowia (National Institutes of Health, NIH) w stanie Maryland (USA). Jej choroba trwała przez 335 dni i była potwierdzona testami na obecność koronawirusa wykonywanymi regularnie co kilka dni. Miała też stale utrzymujące się objawy COVID-19, które wymagały podawania dodatkowego tlenu (także w warunkach domowych, po wypisaniu ze szpitala).

Koronawirus namnażał się w jej organizmie przez 335 dni

Wykonywane regularnie teksty wykazywały wysoki poziom koronawirusa SARS-CoV-2 w organizmie na początku infekcji, później przez kilka miesięcy był on na poziomie ledwo wykrywalnym. Dopiero później, w marcu 2021 r., poziom tego patogenu gwałtownie wzrósł.

Przez cały czas badacze porównywali genomy tego patogenu pobrane z pierwotnej infekcji i później w trakcie jej trwania. To był ten sam wirus. Innymi słowy, chora nie była ponownie zarażona, tylko była nosicielką tego samego wirusa przez prawie cały rok. Poza tym, dzięki tym obserwacjom naukowcy mogli zobaczyć, jak w tym czasie ewoluuje wirus. Wyniki tych badań opublikowali na medRxiv (artykuł nie został jeszcze zrecenzowany).

Dlaczego koronawirus SARS-CoV-2 tak długo był w organizmie kobiety?

Odpowiedź jest stosunkowo prosta: miała ona osłabiony układ odpornościowy z powodu wcześniejszego leczenia chłoniaka, nowotworu w części układu odpornościowego.

Przypadek tej kobiety nie jest jedynym. Okazuje się, że u osób leczonych z powodu nowotworów, koronawirus dłużej się namnaża niż u innych pacjentów nie cierpiących z powodu raka. Znany jest na przykład przypadek pacjentki z Waszyngtonu, która była zakażony koronawirusem przez 70 dni. A takich osób jest znacznie więcej.

Przewlekłe infekcje wywołane przez koronawirusa SARS-CoV-2 są rzadkie, ale niebezpieczne. Mogą bowiem prowadzić do nowych mutacji czy też powstania nowych wariantów tego patogenu. Dzieje się tak dlatego, że w organizmie z osłabionym układem odpornościowym wirus ma więcej czasu i przestrzeni na ewolucję.

A co z kobietą, u której koronawirus namnażał się przez 335 dni? Podczas ponownej hospitalizacji w marcu 2021 r. udało się w końcu usunąć wirusa z jej organizmu. Od kwietnia 2021 r. ma wykonywane stale testy na COVID-19. Wszystkie mają negatywny wynik.  

Źródło: medRxiv/ Science Magazine/ livescience.com