Zamknij

Wyłączyliśmy czujność, mimo drastycznego wzrostu zakażeń. Komentarz psychologa

02.11.2021 14:59

Im dłużej trwa pandemia, tym bardziej zaczynamy wypierać realne zagrożenie. Jesteśmy zmęczeni ciągłym niepokojem i ograniczeniami, jakie spowodował koronawirus. Chcemy udawać, że pandemia nie istnieje i możemy normalnie funkcjonować. Tymczasem ignorowanie obostrzeń i zobojętnienie wobec rosnącej liczby zakażeń jest niebezpieczne. Psycholog wyjaśnia, skąd bierze się odrętwienie psychiczne u tak wielu osób.

Obojętniejemy na pandemię, mimo wzrostu zakażeń. Wypowiedź psychologa.
fot. Shutterstock

Zaczynamy tracić kontrolę nad pandemią. Znaleźliśmy się w apogeum czwartej fali, cały czas przybywa chorych w szpitalach, a wirus staje się coraz bardziej niebezpieczny. Jak mówi Kierownik Zakładu Wirusologii Molekularnej Instytutu Chemii Bioorganicznej (IChB) PAN w Poznaniu dr Paweł Zmora – Nie kontrolujemy czwartej fali od dwóch-trzech tygodni, od momentu, w którym poziom pozytywnych wyników testów na obecność SARS-CoV-2 przekroczył próg 5 proc. Na obecnym poziomie nie da się powstrzymać zakażeń – dodaje.

Mogłoby się wydawać, że sytuacja pandemiczna sprawi, że zaczniemy przestrzegać wszystkich zasad bezpieczeństwa. Okazuje się jednak, że ciągłe informacje na temat wzrostu zakażeń, zamiast powodować strach i ostrożność, wywołują odwrotny efekt. Jesteśmy zmęczeni życiem w ciągłym napięciu, a doniesienia związane z koronawirusem prowadzą do frustracji i buntu.

Pandemia COVID-19 odciska piętno na zdrowiu psychicznym

Jak powiedziała dr Agata Rudnik z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego – nie jesteśmy superbohaterami i w dłuższej perspektywie nie potrafimy wytrzymać takiego ciągłego napięcia. Wielu z nas w końcu wciśnie guzik i wyłączy ten pandemiczny alarm, który wył w naszych głowach przez ostatni rok, nawet jeśli zagrożenie wciąż jest realne.

Pandemia COVID-19 dotknęła każdego z nas z osobna, odcisnęła duże piętno na zdrowiu psychicznym dorosłych oraz dzieci, przypomniała o kruchości naszego istnienia. W tym trudnym czasie wielu z nas musiało zmierzyć się z długotrwałym, przewlekłym stresem, który sieje ogromne spustoszenie w naszym organizmie pod wieloma względami. Wpływa na nasze funkcjonowanie poznawcze, neurologiczne, a także układ immunologiczny. Wiele osób doświadczyło traumy.

Dr Rudnik: pamiętajmy, że pandemia cały czas trwa

Dr Rudnik podkreśla, że obowiązek sprostania wielu wyzwaniom, zmęczenie, stagnacja, ciągły niepokój i lęk wyzwalają w nas wiele emocji, różne reakcje i zachowania.  W takiej sytuacji działają mechanizmy obronne, które w dłuższej perspektywie mają niekorzystne konsekwencje. Coraz częściej zaczynamy wypierać zagrożenie, bagatelizujemy ryzyko zachorowania. Przykładem są osoby, które całkowicie ignorują ostrzeżenia i restrykcje, nie przestrzegają zaleceń ochronnych. 

– Wielu z nas w końcu wciśnie guzik i wyłączy ten pandemiczny alarm, który wył w naszych głowach przez ostatni rok nawet jeśli zagrożenie wciąż jest realne  – dodaje dr Rudnik.

Niestety, mimo zmęczenia pandemią, należy cały czas pamiętać o właściwej ochronie zdrowia. Zwłaszcza teraz, gdy szpitale są tak przeciążone.

Grozi nam niebezpieczne odrętwienie psychiczne

Paul Slovic, psycholog z Uniwersytetu w Oregonie, przeprowadził badania dotyczące tzw. odrętwienia psychicznego – obojętności, która objawia się, gdy mamy do czynienia z przytłaczającym nieszczęściem. Uczestnikom eksperymentu pokazano zdjęcie biednego dziecka lub zdjęcie dwojga biednych dzieci i zapytano ich o gotowość do przekazania datku. Okazało się, że o wiele szybciej jesteśmy skłonni pomóc jednej osobie niż grupie osób.

Dzieje się tak, ponieważ łatwiej jesteśmy w stanie wykazać empatię wobec jednostki. Z jedną osobą jest nam łatwiej się utożsamić. Zdaniem dr Rudnik, dużą rolę w tym, aby uniknąć zobojętnienia na pandemię, otaczające nas nieszczęścia i cierpienie, mogą odegrać media.

Jak mówi  dr Rudnik – Oczywiście możemy ten kryzys pokazać, jako ciąg liczb, strumień suchych wypowiedzi polityków czy ekspertów. Możemy jednak zrobić to zupełnie inaczej  – przypomnieć, że za każdą liczbą, apelem lekarzy stoi wnuczka, która płacze po utracie babci, zrozpaczony małżonek, który musiał pochować ukochaną żonę czy matka, która już nigdy nie przytuli córki.

Ekspertka zauważyła, że na początku pandemii wszyscy bardzo mocno angażowali się w pomoc drugiemu człowiekowi, np. opiekę nad seniorami, szycie maseczek, przygotowywanie posiłków dla medyków. 

– Wielu z nas myślało wówczas, że być może nareszcie się zatrzymamy, zaczniemy więcej myśleć o bliskich, o drugim człowieku, staniemy się dla siebie bardziej życzliwi. Tymczasem badania pokazują, że tak się nie stało. – oceniła.

Czy pandemia nas zmieni?

Skutki piętna, jakie pandemia odcisnęła na zdrowiu psychicznym, będziemy odczuwać jeszcze przez wiele lat. 

– Trudno powiedzieć, jak pandemia nas zmieni. Widzimy, że ta dynamika jest bardzo podobna do innych kryzysów. Najpierw mamy do czynienia ze zrywem społecznym, następnie trochę bardziej zamykamy się w sobie, stajemy się nieco bardziej egoistyczni. Myślę, że w końcu nadejdzie ten moment równowagi  – mówi dr Agata Rudnik.

Podkreśliła, że najważniejsze jest, aby zadbać o swoje zdrowie psychiczne.

– Badania pokazują, że najważniejsze są relacje z bliskimi. Satysfakcjonujące, wysokie jakościowo relacje z innymi ludźmi w dużej mierze stanowią o naszym szczęściu. Warto też na chwilę się zatrzymać, aby zastanowić się nad własnymi uczuciami, emocjami. Nie chowajmy ich głęboko w sobie. Porozmawiajmy o tym, co przeżywamy, czego doświadczamy, o naszych myślach i uczuciach. Niezwykle ważne na drodze do osiągnięcia zdrowia psychicznego jest też określenie tego, co rzeczywiście sprawia nam przyjemność, co daje nam satysfakcję. Należy też pamiętać o odpowiedniej diecie, unikaniu używek. Pomóc powinna także aktywność fizyczna – zaznaczyła dr Rudnik.

Źródło: PAP