Zamknij

Ratownik medyczny: wariant brytyjski daje nowe, niespecyficzne objawy

23.03.2021
Aktualizacja: 23.03.2021 13:30
wariant brytyjski daje nowe, niespecyficzne objawy
fot. Stefan Maszewski/REPORTER/ EAST NEWS

W czasie trzeciej fali pacjenci są w cięższym stanie niż podczas drugiej czy pierwszej fali. Te wersje brytyjskie, czy afrykańskie wirusa dają nowe, bardzo niespecyficzne objawy. W 9.-10. dobie choroby mogą doprowadzić do gwałtownego załamania choroby – powiedział Łukasz Wrycz-Rekowski, ratownik medyczny z fundacji Aid Ratunek, który na co dzień transportuje pacjentów covidowych do szpitali. 

Maciej Bąk: Województwo pomorskie cały czas jest jednym z tych, w których wskaźnik zakażeń jest najwyższy w Polsce. Czy z perspektywy ratownika medycznego widać to chociażby po tym, że jesteście odsyłani z jednego szpitala do drugiego?

Łukasz Wrycz-Rekowski: System ratownictwa medycznego w województwie pomorskim jest dość dobrze zorganizowany i sobie radzi, mimo że oczywiście mamy bardzo duży problem z miejscami covidowymi. Ale raczej nie mamy takich wielogodzinnych przestojów pod szpitalami, tylko zwykle oczekujemy w domu pacjenta na decyzję co do miejsca, gdzie mamy go przekazać. Te miejsca są rezerwowane i dopiero wtedy, kiedy jest pewność, że to miejsce jest i czeka na tego konkretnego chorego, to karetka tam jedzie. Myślę, że to też dobrze działa na samego pacjenta, który nie męczy się w karetce na podjeździe szpitalnym, tylko może czekać w swoim środowisku, w domu.

Szpitale w Trójmieście są praktycznie pełne, czy to oznacza, że czasami musicie jechać naprawdę daleko?

Łukasz Wrycz-Rekowski: One nie są praktycznie pełne, tylko po prostu przepełnione. Cały personel szpitalny i personel pogotowia ratunkowego robi co może, by pomóc pacjentom. Więc organizują różnego rodzaju dostawki, wręcz tworzą taką kreatywną księgowość łóżkową, po to, by pacjenci mieli się gdzie podziać.

W jak dalekie trasy są dziś wysyłane karetki?

Łukasz Wrycz-Rekowski: Aktualnie karetki z okolic Trójmiasta jeżdżą w okolice Braniewa, Bytowa czy nawet Sławna, czyli przekraczają już granicę województwa pomorskiego.

A to oznacza w pewnych sytuacjach niebezpieczeństwo dla pacjenta, który może potrzebować pilnej opieki lekarskiej…

Łukasz Wrycz-Rekowski: Państwowe ratownictwo medycznego jest tak zorganizowane, że pacjent powinien trafiać do możliwie najbliższego szpitala. Jechanie z Gdyni do Braniewa to wycieczka na co najmniej 1,5 godziny. Pacjent musi więc być dobrze przygotowany do takiego transportu. To nie jest taksówka, chory musi być zbadany, karetka musi mieć odpowiednią ilość tlenu.

Jaka – z perspektywy ratownika medycznego – jest różnica między drugą a trzecią falą?

Łukasz Wrycz-Rekowski: Wydaje się, że teraz jest większe nasilenie pacjentów. Ponadto są w cięższym stanie niż pacjenci z pierwszej czy drugiej fali. Bo te wersje brytyjskie czy afrykańskie wirusa mają nowe, bardzo niespecyficzne objawy. Często chorzy skarżą się na bóle brzucha czy gardła, a rzadziej zdarzają się zaburzenia smaku i węchu. Przez to uważają, że to nie jest COVID-19, tylko jakaś zgaga, angina czy zapalenie gardła i bagatelizują ten problem. Zgłaszają się do lekarza dopiero wtedy, gdy jest naprawdę ciężko. Nowe mutacje wirusa mają to do siebie, że potrafią dać gwałtowne załamanie choroby dopiero koło 9.-10. dnia. Wersja chińska zwykle w tym czasie dawała oznaki poprawy. Tu tymczasem dochodzi do gwałtownego załamania stanu zdrowia i takiemu choremu jest już bardzo ciężko pomóc.

Mieliście do czynienia z takim załamaniem podczas interwencji?

Łukasz Wrycz-Rekowski: Oczywiście, takie rzeczy zdarzają się praktycznie codziennie. Kolejnym problemem jest też to, w jakim wieku chorują ludzie. Dziś bardzo często ciężki przebieg COVID-19 mają osoby w wieku 35-45 lat. To nie są już więc osoby starsze z chorobami współistniejącymi, o których tak wiele mówiono w ubiegłym roku. Dziś to osoby młode, aktywne, które uważają, że nie zachorują albo zachorują i przejdą to lekko. A tak dziś już nie jest.

Widzicie po tym co się dzieje w dyspozytorni, że wezwania karetek są właściwie co chwilę?

Łukasz Wrycz-Rekowski: W sobotę publikowaliśmy zdjęcie raportu pokazującego, jak wiele zgłoszeń dotyczy samej duszności powiązanej z COVID-19. Aktualnie pacjenci potrafią czekać od 4 do 5 godzin na sam przyjazd karetki. Pomorze naprawdę nie jest wyjątkiem, jeśli chodzi o całą Polskę. Są dyspozytornie, w których pacjenci mogą czekać nawet po 12-14 godzin. Wszystko przez to, że chorych trzeba wozić daleko, nie wszędzie miejsca są rezerwowane, a do tego dochodzą jakieś dwie godziny na dezynfekcję karetki.

Dacie radę, czy system w końcu się załamie?

Łukasz Wrycz-Rekowski: Może dojść do takiej sytuacji. Dlatego politycy powinni słuchać personelu, który pracuje bezpośrednio przy pacjentach. Bo podejmowanie decyzji na górze, widząc tylko ładne obrazki z otwieranych szpitali tymczasowych, nie przyniesie naprawdę żadnego rezultatu. Tak samo, jak oczekiwanie tydzień na lockdown na Pomorzu. To był bardzo duży błąd. Konsekwencją tego tygodniowego opóźnienia jest bardzo duża liczba zachorowań. Tak samo będzie w całym kraju. Politycy naprawdę powinni słuchać ludzi, którzy stykają się bezpośrednio z covidem.