Prof. Simon: Koronawirus może nagle zmienić swoją agresywność i charakter

Wiktoria Dróżka
06.04.2020
Aktualizacja: 07.04.2020 08:07
Prof. Simon o koronawirusie.
fot. materiały prasowe

Kiedy należy spodziewać się szczepionki na COVID-19? Czy liczby zakażeń podawane przez rząd są wiarygodne? Na te i inne pytania odpowiada prof. Krzysztof Simon, ordynator jednego z oddziałów zakaźnych Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu.

Jak wygląda leczenie zarażonych na koronawiursa? Od czego zależy, jakie procedury są podejmowane? 

Prof. Krzysztof Simon: Przyjmujemy tylko te przypadki, które mają jakiekolwiek objawy, mogące budzić nasze wątpliwości. Pacjentów w stanie lekkim nie leczymy, tylko obserwujemy. Ewentualnie podajemy leki objawowe wtedy, gdy ktoś gorączkuje, kaszle czy źle się czuje. Problem zaczyna się, gdy mamy cechy zapalenia płuc i nigdy nie wiemy, w jakim kierunku ono pójdzie. Bierzemy pod uwagę w analizie to, czy pacjenci należą do grupy ryzyka plus określone parametry laboratoryjne. Jeśli to stwierdzamy, na tym wstępnym etapie między stanem lekkim lub żadnym do średnio ciężkiego, natychmiast włączamy leki, które mają wykazywać mechanizm przeciwwirusowy.

Czy grupa krwi ma wpływ na przebieg COVID-19? Według chińskich naukowców osoby z grupą A są najbardziej narażone.

Chińska populacja jest populacją młodszą. Nie ma takich danych dla Europy. U Słowian może to zupełnie inaczej wyglądać.

W Stanach Zjednoczonych zmarło 6-tygodniowe niemowlę. Czy należy się spodziewać u nas również większej liczby tragicznych zachorowań wśród małych dzieci?

Teoretycznie dzieci w ogóle nie chorują na to schorzenie, podobnie młodzi ludzie. Natomiast w każdej grupie są wyjątki z deficytem odporności. Być może to dziecko miało jakieś wady, cechy, które spowodowały,  że nie wyeliminowały koronawirusa i choroba postąpiła do stadium niewydolności wielonarządowej. Z tym trzeba się liczyć w każdej populacji.

Chorzy ze zdiagnozowanym COVID-19 na całym świecie wspominają, że utracili poczucie smaku, węchu. To naturalny objaw przy chorobach przeziębieniowych. Czy takie mogą być też objawy przy COVID-19?

Tak, choć szczerze mówiąc w takiej liczbie, jak we Włoszech czy Hiszpanii, nie obserwujemy u naszych pacjentów. Występują biegunki, nudności, być może spowodowane kaszlem. Do tej pory na kilkaset pacjentów, tylko jedna pacjentka zgłaszała mi utratę smaku i węchu. 

Czy szczepienia na gruźlice BCG, mają wpływ na zachorowania na koronawirusa, czyli czy szczepieni na gruźlicę, mają szansę nie zachorować? 

To kompletna bzdura. Szczepienia BCG są stosowane w niektórych krajach, w innych nie. Statystycznie analizując duże populacje, wykazano, że tam, gdzie byli ci pacjenci szczepieni, liczba przypadków była mniejsza niż tam, gdzie nie byli szczepieni. To nie oznacza, że ci, którzy nie byli szczepieni, nie zachorowali.

Naukowcy na Uniwersytecie w Pittsburghu stworzyli rodzaj szczepionki w kształcie plastra samoprzylepnego. 400 mikro-igieł wykonanych z białka i cukru rozprasza się w skórze po wkuciu. Testy wykonano na myszach, już 2 tygodnie po wkuciu zwierzęta zaczęły wytwarzać przeciwciała. Jak duże należy wiązać z tym nadzieję?

Jest kilkadziesiąt szczepionek w trakcie diagnostyki, testowane są różne metody. Wykorzystuje się przede wszystkim doświadczenie nad szczepionkami na MERS-CoV i SARS i nad szczepionkami na koronawirusa, którymi się szczepi zwierzęta. Te techniki są łączone. Nie wiem, jaki będzie efekt szczepionki naukowców z Pittsburgha. Proszę pamiętać, że to jest na ssakach, ale myszach i zgodność genetyczna między ludźmi, a myszami jest dość duża, więc czekają nas kolejne etapy badania na wąskiej grupie ochotników i obserwacji. Tak, jak to było w przypadku szczepionki na HIV.

Ile czasu pana zdaniem minie do powstania szczepionki na COVID-19?

Wszyscy piszą i mówią, że te zasady zostaną gwałtownie skrócone. Wiem, że odbywają się w Stanach Zjednoczonych już testy na grupach. To jest taki pierwszy, drugi, trzeci etap, czyli wyszły te testy na ludzi jako takich. Prawdopodobnie te etapy rejestracyjne - to są wielomiesięczne, wieloletnie etapy rejestracyjne - zostaną gwałtownie skrócone. Nie ma co czekać proszę państwa. Potencjalnie szczepionki mogą mieć niepożądane objawy. Jeśli po badaniach tych objawów nie będzie, a szczepionka okaże się skuteczna, wtedy FDA (Food and Drug Administration, amerykańska Agencja Żywności i Leków - red.) albo medyczna agencja europejska skrócą postępowania. Szczepienia rozpoczną się od pracowników ochrony zdrowia, którzy są skrajnie narażeni na kontakt z wirusem.

Jak profesor ocenia działania rządu w czasie epidemii, przygotowania do niej i czy można było według niego zrobić coś lepiej, szybciej?

Na tę chwilę działania są ze wszech miar słuszne, potrzebne, choć mam zastrzeżenia co do decyzji, co sugerowałem premierowi i ministrowi, o nienoszeniu w przestrzeni publicznej maseczek - tych lepszych - i rękawiczek. Nigdy nie wiadomo, jak ktoś się zachowuje. Mam też wątpliwości co do zakazu wchodzenia do lasów i biegania. Dlaczego ludzi pozbawiać tej rozrywki, w znaczeniu wysiłku fizycznego. Tężyzna sprzyja lepszemu walczeniu z chorobami.

Polska nie była dobrze przygotowana na to, co nastąpiło. Epidemia obnażyła niedobory sprzętu użytku jednorazowego, a także ogólne niedobory finansowe państwa. Natomiast późniejsze działania wojewodów, marszałków i postawa Polaków umożliwia przetrwanie ciężkiego okresu nawet w przypadku braku podstawowych rzeczy ochronnych. Obecnie sytuacja wygląda już lepiej, przynajmniej w placówce przy ulicy Koszarowej we Wrocławiu. W przeciwieństwie do innych szpitali.

Czy statystki śmiertelności na koronawirusa pana zdaniem są zaniżane?

Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jaka jest liczba testów w Polsce. Nie robimy badań przesiewowych, bo tych testów nie ma. Robimy testy tylko ludziom z objawami. Jeśli przyjmiemy, że objawowi to mniej więcej 20-25% populacji, to te 80% w dalszym ciągu pozostaje zakażonych i transmituje tego wirusa na określonym etapie, ale w ogóle nie ma żadnych objawów i taka jest realna statystyka.

Osób zakażonych jest znacznie więcej niż podaje się oficjalnie. Problem dotyczy tego, co było pierwsze - jajko czy kura. Bo jak pacjent ma rozsiany proces nowotworowy, albo ciężką niewydolność krążeniowo-oddechową i zakaża się koronawirusem i umiera, to właściwie co było przyczyną pierwotną? Proces nowotworowy, a nie COVID-19. Jak pacjentka zmarła na sepsę w Łańcucie, to ja do tej pory nie wiem, jak została zakwalifikowana, czy z powodu sepsy, czy koronawirusa. Wydaje się, że bezpośrednią przyczyną zgonu była choroba podstawowa, a koronawirus to było dobicie finalne tego nieszczęścia, które tę czy inną pacjentkę dotknęło. To jest obniżanie statystyki. Wydaje mi się, że każdy taki przypadek traktowałbym jako koronawirus. To jest ten trigger, wyzwalacz, który powoduje zgon.

Do 11 kwietnia obowiązują restrykcyjne obostrzenia dotyczące m.in. gromadzenia się w kościołach, gdzie nie może przebywać więcej niż 5 osób. Jednak przed Wielkanocą przepisy zostaną złagodzone. Ludzie będą mogli legalnie gromadzić się w większych grupach. Jakie mogę być tego konsekwencje z punktu widzenia wirusologa?

Katastrofalne! Państwo polskie słusznie - jak wszystkie inne, łącznie z zaleceniami Watykanu i światlejszej części naszego episkopatu, tego bardziej wykształconego, nie myślącego emocjonalnie - wprowadziło zasadę, żeby nie gromadzić się na większych uroczystościach. Dotyczy to mszy świętych. Jestem osobiście też chrześcijaninem, katolikiem i uważam, że się spokojnie mogę pomodlić w domu. Ja wiem, że te święta są dla nas bardzo ważne, ale miejmy minimum zdrowego rozsądku.

A co wrocławski wirusolog ma do powiedzenia tym, którzy uważają, że epidemia to kłamstwo, wirus nie jest groźny i został wymyślony tylko po to, żeby wprowadzić nowy ład społeczny i gospodarczy?

Durnie.

Jakie są największe wyzwania z jakimi przyjdzie się nam mierzyć w najbliższych tygodniach? Jakie przewiduje pan scenariusze dla rozwoju epidemii? 

Na szczęście robi się coraz cieplej, trochę wilgotniej. To jest szansa, że wirus będzie się mniej szerzył. Mamy też nadzieję, że wirus jak inne pokrewne wirusy może zmienić swoją agresywność i charakter. Tak się stało z SARS-em. Nagle zniknął i przestał być patogenny. Na to liczymy. W niektórych krajach określona populacja przechorowała i zaczyna się zmniejszać ta liczba. Umarli ci, którzy mieli umrzeć. Przeżyli ci, którzy mieli przeżyć. To jest tragiczne, co mówię. Rzeczywiście teraz zaczyna wytwarzać się populacyjna odporność. We Włoszech jest to 100 tys., ale zaraziło się prawie milion osób. Szansa przenoszenia wirusa jest zdecydowanie mniejsza. Myślę, że to idzie w tym kierunku. Miesiąc, dwa i wirus zdecydowanie się zmniejszy. Gorzej, jeżeli wirus nie ulegnie tym drobnym mutacjom i dalej będzie agresywny. Jeszcze może być tak, że zmutuje się na formę jeszcze bardziej agresywną, która będzie dotykała np. ludzi młodych, ale raczej nie. Młody wirus zwykle zmniejsza swoją agresywność.

(Odpowiedzi prof. Simona zostały nagrane w filmie przez rzeczniczkę szpitala, odpowiadał na pytania zadane wcześniej przez dziennikarzy).

Źródło: materiały prasowe szpitala