Zamknij

Prof. Pyrć: Małpia ospa to nie jest choroba gejów. Ryzyko dotyczy nas wszystkich

25.05.2022
Aktualizacja: 25.05.2022 09:50
Małpia ospa to nie choroba gejów
fot. Davor Puklavec/PIXSELL/Press Association/East News

Małpia ospa to choroba, na którą może zachorować każdy z nas, nie tylko geje. Wirus nie kieruje się orientacją seksualną, istotna jest droga transmisji – wyjaśnia prof. Pyrć.

W mediach pojawia się coraz więcej informacji o małpiej ospie. Chorobie zakaźnej, która pojawiła się już w kilku krajach Europy oraz w Stanach Zjednoczonych. Do niedawna choroba ta występowała głównie w Afryce.

Małpia ospa nie jest chorobą gejów

Media donoszą, że małpia ospa jest chorobą gejów, stygmatyzując chorych. Podobnie była w przypadku wirusa HIV kilkadziesiąt lat temu. Tymczasem – jak podkreślają lekarze – jest to spore nadużycie. Potwierdza to prof. dr hab. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– To jest dosyć duże nadużycie, wprawdzie faktycznie znaleziono grupy zakażonych mężczyzn, którzy uprawiali seks z innymi mężczyznami, natomiast nie ma to nic wspólnego z preferencją samego wirusa. Owszem, dyskutuje się dziś, czy choroba może się przenosić poprzez kontakt seksualny, ale nie ma znaczenia, czy jest on homoseksualny, czy heteroseksualny – tłumaczy prof. Krzysztof Pyrć i dodaje: – Ta choroba nie ma nic wspólnego z orientacją seksualną, co najwyżej z drogą transmisji.

Analogia do czasów odkrycia wirusa HIV nasuwa się sama. Wtedy również mówiono o AIDS (chorobie wywoływanej przez wirusa HIV), że jest wynikiem GRIDS (gay-related immune deficiency syndrome), czyli niedoboru odporności u osób homoseksualnych.

– To było kompletną bzdurą i było wręcz bardzo niebezpieczne, ponieważ osoby heteroseksualne uznały, że to ich nie dotyczy. A to jest po prostu nieprawda. Jedna i druga choroba nie ma nic wspólnego z orientacją seksualną, a co najwyżej z drogą transmisji – uważa prof. Pyrć i dodaje: – Jeśli się potwierdzi, że małpia ospa przenosi się głównie drogą płciową, to taki obraz – sporo przypadków u osób homoseksualnych – będzie logiczną konsekwencją, podobnie, jak było w przypadku AIDS. Dużo przypadków zachorowań na tę chorobę było w grupie homoseksualnej, ze względu na stosunkowo zamknięte środowisko. Proszę jednak pamiętać, że HIV nie wybiera – choroba rozprzestrzeniła się na wszelakie orientacje. Podobnie jest z małpią ospą.

Ekspert podkreślił w rozmowie z dziennikarką PAP, że plotka jakoby małpia ospa była chorobą osób homoseksualnych, może być bardzo groźna. Po pierwsze, stygmatyzuje tę grupę i osoby, które zachorowały na małpią ospę. Po drugie, daje poczucie złudnego bezpieczeństwa osobom o innej orientacji seksualnej. Efektem może być strach przed przyznaniem się do choroby i coraz szersze jej rozprzestrzenianie się.

Czy małpia ospa może zapoczątkować nową pandemię?

– Na odpowiedź na to pytanie, jest znacząco za wcześnie. Na pewno organizacje, takie jak WHO, CDC, Komisja Europejska oraz rządy poszczególnych krajów powinny zastanowić się, jakie mają narzędzia, żeby – w razie czego – zadziałać. Niemniej jednak nie jest to moment, żeby zwykły śmiertelnik musiał się nad tym zastanawiać – uważa ekspert.

Ekspert zapytany o to, czy zwykli ludzie powinni się obawiać. Odparł: – Na razie nie ma jakichś szczególnych wskazań, żeby normalni obywatele coś wyjątkowego robili w tym względzie. Kilkadziesiąt przypadków w skali całego świata to jest właściwie nic. Oczywiście, nie wykluczam takiej możliwości, że sytuacja może się rozwinąć – widzieliśmy już dwa lata temu, jak wirus może się wyrwać spod kontroli. Obecnie nie panikowałbym, ale zwracałbym uwagę na wiadomości i oficjalne komunikaty, jakie się pojawiają z oficjalnych źródeł. I tyle.

Wcześniej również pojawiały się ogniska małpiej ospy na świecie (m.in. w Stanach Zjednoczonych), ale – na szczęście – samoistnie wygasały. Miejmy nadzieję, że teraz będzie podobnie. I choć tych ognisk jest dużo więcej, to one również samoistnie znikną.

Jak szybko rozprzestrzenia małpia ospa?

Od pojawienia się pierwszych objawów małpiej ospy mija zwykle kilka dni. W mediach pojawiły się informacje, że około trzech dni. Jednak ekspert zwraca uwagę, że te informacje są nieprawidłowe.

– To nie całkiem tak, zgodnie z moją wiedzą, jest to od 6 dni do 13, czyli nawet niemal dwa tygodnie. To dlatego małpia ospa potrafi przenosić się na bardzo duże odległości, bo od zakażenia do pojawienia się objawów mija dużo czasu. Jest to szczególnie istotne dzisiaj, kiedy pokonujemy, w krótkim czasie, bardzo duże odległości. Zakażony staje się zakaźny od pojawienia się pierwszych objawów, a czy przedobjawowi zakażają, to dopiero się okaże – wyjaśnia prof. Pyrć i dodaje, że na początku pojawiają się nieswoiste objawy, przypominające przeziębienie: – Na początku może być zaledwie złe samopoczucie, lekka gorączka, niespecyficzne, grypopodobne symptomy. Dopiero później chorobę można łatwo rozpoznać, gdyż pojawiają się zmiany skórne, które są bardzo wyraźne.

Czy szczepienia przeciwko ospie prawdziwej chronią przed małpią ospą?

Szczepionka przeciwko ospie prawdziwej w znacznym stopniu – mam tu na myśli wskaźnik wynoszący około 85 proc. – chroni nas przed małpią ospą. Natomiast nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy ochroni kogoś, kto został zaszczepiony pięćdziesiąt parę lat temu. Nie wiem, czy odpowiedź układu immunologicznego będzie wystarczająca, czy – w razie czego – konieczne będzie doszczepienie – wyjaśnia prof. Pyrć i dodaje: – Ale na razie – zaznaczę – dyskutuje się, czy sensowne byłoby szczepienie przeciwko małpiej ospie. Choćby z tego powodu, że na razie na całym świecie jest zaledwie kilkadziesiąt przypadków na jakieś osiem miliardów ludzi. Możliwe jest także to, że istniejące obecnie ogniska wygasną, tak same z siebie, gdyż transmisja wirusa będzie niska. Poza tym te ostatnie przypadki zachorowań w Europie są łagodne i objawy ustępują same.

Warto przypomnieć, że szczepienia przeciwko ospie prawdziwej w Polsce zostały wstrzymane pod koniec lat 70. XX w., kiedy ospa prawdziwa zniknęła z powierzchni świata.

– Szczepienia przeciwko ospie prawdziwej, to był do tej pory największy sukces wakcynologii, a także medycyny – uważa prof. Pyrć i dodaje: – Udało się zakaźną, śmiertelnie niebezpieczną chorobę, która przez setki lat mordowała ludzi na całej kuli ziemskiej, wysłać w niebyt, czyli eradykować. Jako że ostatni przypadek zakażenia został zdiagnozowany latem 1978 roku, na początku lat 80. XX w. zrezygnowano ze szczepień, i słusznie, bo po co szczepić na coś, co nie jest problemem medycznym.

Uwaga!

Powyższa porada nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku jakichkolwiek problemów ze zdrowiem należy skonsultować się z lekarzem.

Źródło: PAP Mira Suchodolska