Zamknij

Prof. Kuna: kwarantanna dla osób zaszczepionych powinna być jeszcze krótsza

24.01.2022
Aktualizacja: 24.01.2022 13:55
test na obecność COVID-19
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/ EAST NEWS

Ostatnie decyzje dot. skrócenia kwarantanny i objęcia opieką przez lekarzy POZ pacjentów zakażonych po 60. roku życia były bardzo mądre — uważa prof. Piotr Kuna i dodaje, że jego zdaniem kwarantannę można jeszcze skrócić o dwa dni. Dlaczego?

Skrócenie kwarantanny do 7 dni oraz nakaz zbadania przez lekarzy w ciągu 48 godzin chorych powyżej 60. roku życia, u których zdiagnozowano zakażenie koronawirusem – to zdaniem prof. Piotra Kuny, specjalisty od chorób wewnętrznych i alergologii, z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi rozsądne i dobra decyzje rządu. Uważa on nawet, że czas kwarantanny można byłoby skrócić nawet do 5 dni, a czas izolacji osób zaszczepionych do zakończenia objawów.

Warto byłoby skrócić czas kwarantanny do 5 dni

W rozmowie z dziennikarzem PAP prof. Piotr Kuna przyznał, że w ostatnich tygodniach zaobserwował wzrost zakażeń koronawirusem nie tylko wśród osób niezaszczepionych, ale i zaszczepionych, nawet trzema dawkami. Na szczęście u tych ostatnich objawy zakażenia koronawirusem są bardzo łagodne – katar, ból gardła, które trwają około 2-3 dni.
Zaszczepieni dawką przypominającą – podobnie jak niezaszczepieni, czy nie w pełni zaszczepieni – mając dodatni wynik, są również izolowani. Tak więc, zdaniem eksperta, nie wiadomo do końca, czy są oni w stanie kogokolwiek zakażać.

– Nie ma dobrych badań w tym kierunku, bo trudno badać osoby bez objawów choroby. Dlatego dla osób zaszczepionych dwoma bądź trzema dawkami należałoby skrócić izolację do momentu ustania objawów. Po co kazać im siedzieć w domu przez 10 dni? – zapytał retorycznie prof. Kuna i dodał: – Uważam, że następnym krokiem powinno być skrócenie okresu kwarantanny z 7 do 5 dni. Wynika to z badań naukowych. Wirus po prostu zaczyna zakażać przed jego wykryciem, a potem zakaża przez około 5 dni. Później, nawet jeżeli stwierdza się testem wirusa w drogach oddechowych, to ten wirus nie ma potencjału zakażenia kogokolwiek.

Lekarz powinien zbadać osobę zarażoną koronawirusem

Decyzja, która nakazuje zbadanie przez lekarza POZ chorego powyżej 60. roku życia zakażonego koronawirusem, jest – w ocenie prof. Kuny – mądra, rozsądna i dobra. W tej grupie wiekowej wiele osób ma przynajmniej 2-3 poważne choroby m.in. nadciśnienie, przewlekłe choroby układu oddechowego czy układu krążenia. Zdaniem eksperta tę grupę należałoby rozszerzyć o osoby młodsze, które mają BMI powyżej 35, czyli osoby otyłe, a także osoby z niedoborami odporności.

– W ogóle byłbym za większą elastycznością w tym zakresie lekarzy POZ. Oni powinni znać doskonale swoich pacjentów. Dla danej przychodni stworzenie listy pacjentów 60 plus i dodatkowo młodszych narażonych szczególnie na ciężki przebieg COVID-19 nie powinno stanowić najmniejszego wyzwania. I te wszystkie osoby konieczne powinny być badane – wyjaśnił prof. Kuna o dodał: – Ideałem byłaby wzmocniona opieka pielęgniarska nad takimi pacjentami. To nie jest tak, że taką osobę z COVID-19 zbada się w poniedziałek i do piątku mamy spokój. Trzeba się z nią kontaktować co kilka godzin. Trzeba sprawdzać postęp choroby. Tak dałoby się uratować wiele istnień ludzkich, wyleczyć wiele osób.

Nie należy podawać antybiotyków na zakażenie koronawirusem

Prof. Kuna podkreślił jeszcze jedną ważną kwestię: trzeba skończyć z podawaniem antybiotyków na choroby wirusowe. Jego zdaniem, lekiem powszechnie stosowanym w pierwszej fazie choroby powinien być wziewny steryd. W dużych dawkach.

– Te nowe leki, które trafiają do Polski, jak Molnupiravir, mają bardzo wąskie okienko czasowe do podania. Rozdysponowanie ich, a są to leki niezwykle drogie, do szpitali to wyrzucanie pieniędzy w błoto. One nie pomogą bowiem pacjentowi, który zakaził się 7 czy 14 dni temu. Te leki powinien wypisywać lekarz POZ i powinny być stosowane w domu od pierwszego dnia. Jak mamy tego leku mało, a na razie tak jest, to powinna być wyszczególniona grupa osób, która go otrzyma. Szczególnie chodzi o osoby z obniżoną odpornością – uważa prof. Kuna.

Ekspert dodał, że medycyna jest sztuką, a nie matematyką i że w całej walce z COVID-19 brakuje mu holistycznego podejścia do pacjentów. Leczenie zdaniem eksperta powinno być bardzo mocno spersonalizowane i dostosowane do stanu zdrowia każdego chorego.

Do jesieni wszyscy nabierzemy odporności przeciw wirusowi SARS-CoV-2

Dodał również, że do kwietnia praktycznie wszyscy Polacy nabędą odporności przeciw wirusowi SARS-CoV-2, albo dlatego że się zaszczepią, albo dlatego, że przechorują COVID-19, albo też zostaną poddani okresowemu niewielkiemu narażeniu na wirusa i też się uodparniają. Ten proces nazywany jest wariolizacją.

– To stanie się przez najbliższe trzy miesiące. Potem czeka nas normalne lato. Od jesieni 2022 powinniśmy zacząć traktować chorobę COVID-19 tak, jak wszystkie inne sezonowe choroby wirusowe. Odetchnijmy, Omikron nie jest bardzo groźnym wirusem. Postępujmy racjonalnie, suplementujmy witaminę D, szczepmy się, dbajmy o naturalną odporność. No i nie straszmy ludzi, jak robią niestety czasami także moi koledzy po fachu. Strach zabija ludzi na wszelkie możliwe choroby. A te musimy w trybie pilnym zacząć znów leczyć normalnie. Trzeba postawić ten cały system znów na nogi, a nie na głowę – zakończył ekspert.

Źródło: PAP/ Tomasz Więcławski