Zamknij

Prof. Heitzman: "W opiece psychiatrycznej ujawnił się kryzys humanitarny"

10.12.2020
Aktualizacja: 10.12.2020 11:50
Koronawirus: pandemia  zaostrzyła kryzys psychiatrii.
fot. Shutterstock

Prof. Janusz Heitzman, psychiatra i wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zwraca uwagę na to, jakie straty w dobie pandemii ponosi psychiatria. Cierpią na tym przede wszystkim pacjenci. 

  •  Prof. Heitzman mówi o kryzysie humanitarnym w psychiatrii. 

COVID-19 wyostrzył choroby psychiczne. Prof. Janusz Heitzman, w rozmowie z  czasopismem „Menedżer Zdrowia” ujawnia, co dzieje się z opieką psychiatryczną od środka, gdy trwa pandemia. – Jakie są negatywne skutki? To, że koronawirus spowodował zaostrzenie niektórych objawów u pacjentów – zaczęły narastać zaburzenia lękowe i związane z reakcjami depresyjnymi. Jest to odpowiedź na sytuację trudną, zagrożenia życia i zdrowia, na niepokój społeczny i brak poczucia bezpieczeństwa, na co pacjenci, zwłaszcza ci, u których obraz choroby koncentrował się na śledzeniu swojego zdrowia, nie tylko psychicznego, ale i somatycznego, zwracali szczególną uwagę.

Specjalista zwraca uwagę na to, że podawane przez resort zdrowia stały się dla pacjentów źródłem potwornego lęku. –  Kontrolowanie stanu zdrowia, związane było, z tym że rządowe komunikaty docierające do chorujących psychicznie są przez nich odbierane w sposób o wiele bardziej zdramatyzowany. Pacjenci są wrażliwi na wszelkiego rodzaju niejasności w komunikacie, które zagrażają ich poczuciu wewnętrznego bezpieczeństwa. W sytuacji pandemicznego zagrożenia więcej uwagi poświęcają na śledzenie tego, o czym mówi się w telewizji, radiu i w prasie. Zastanawiają się przy tym, gdzie powinni się zgłosić w przypadku przeziębienia, czy mogą i czy powinni zrobić sobie test na SARS-CoV-2, czy poradnia będzie otwarta, czy mogą się w ogóle zgłaszać do lekarzy.

Pacjentom z chorobami psychicznymi bardzo trudno jest utrzymać równowagę wewnętrzną, gdy na zewnątrz panuje totalny chaos i gdy nie ma poczucia bezpieczeństwa. To wszystko prowadzi do nasilenia psychoz. – Ten brak poczucia bezpieczeństwa medycznego, organizacyjnego i informacyjnego u potrzebujących powodował i powoduje, że do podstawowych objawów psychozy mogą dołączać się nasilone reakcje o charakterze lękowym i depresyjnym. Niewątpliwie zwiększyła się populacja osób potrzebujących wsparcia ze względu na psychospołeczne konsekwencje pandemii – wyjaśnia prof. Heitzman.

Należy zwrócić  uwagę również na to, że część pacjentów nie może być przyjęta do szpitala psychiatrycznego, z racji objawów covidowych, co oznacza, że zostają bez opieki. – Kłopotem dla psychiatrii jest też to, że podstawowa opieka zdrowotna ograniczyła przyjmowanie pacjentów głównie do tych, którzy mają objawy związane z COVID-19 lub zagrażające stany somatyczne. Ci chorzy, którzy przed pandemią podczas wizyty powiedzieliby, że nie mogą spać, że się boją, że odczuwają lęki, mają problem z dostępem do lekarza rodzinnego. Szukają wsparcia w poradniach zdrowia psychicznego proponujących im porady przez telefon.

Oczywiście problem jest głębszy, a jego źródła można szukać w systemie, choćby dlatego, że występują  trudności z rozliczaniami przez NFZ tzw. oddziału dziennego prowadzonego zdalnie. Jak to rozumieć? – Nie można rozliczać spotkań grupowych za pośrednictwem Zoom, Skype ‘a, podczas których specjaliści rozmawiają ze swoimi pacjentami w grupie, do której przynależność ma sama w sobie walor terapeutyczny  – wyjaśnia lekarz.

Prof.  Heitzman opisując obecną sytuację, użył mocnego słowa – kryzys humanitarny. Widzi to tak: – W opiece psychiatrycznej niesamowicie boleśnie się ujawnił też – jak go nazywam – kryzys humanitarny. Dotyczy pacjentów przewlekle chorych psychiatrycznie, uwięzionych w domach pomocy społecznej dla osób starszych z problemami o charakterze zaburzeń poznawczych, w zakładach opiekuńczo-leczniczych. Kryzys ujawnił się przede wszystkim w tym, że opieka specjalistyczna nie mogła dotrzeć do potrzebujących – co więcej, nie dlatego, że jej nie było, ale dlatego, że nie było możliwości, aby tam dotarła, aby pracownicy ochrony zdrowia tam weszli ze względu na zagrożenie epidemiczne.

– Miejsce DPS i ZOL w systemie ochrony zdrowia absolutnie wymaga przedyskutowania. To nie są miejsca gwarantujące bezpieczeństwo. To znaczy, że jeśli zdarzy się coś niepokojącego, chorobowego, jest o 50 proc. większe ryzyko, że nie przeżyjesz, bo jesteś w tej przestrzeni, niż gdybyś był poza nią. Możemy się zastanawiać, czy ci, którzy zostali skierowani do DPS i ZOL w dobrej wierze, nie mają poczucie krzywdy i oszustwa – że system i państwo nie odegrały swojej roli, a oni zostali umieszczeni na marginesie ryzyka przeżycia – podkreśla psychiatra. 

Źródło:  termedia.pl