Zamknij

Pandemia mija? Omikron jak grypa? Prof. Witt: to fałszywe poczucie bezpieczeństwa

21.02.2022
Aktualizacja: 21.02.2022 15:25

Propagowanie hurraoptymistycznych twierdzeń, że pandemia mija, które utwierdzają ludzi w fałszywym poczuciu bezpieczeństwa, jest ryzykowne – mówi prof. Michał Witt z Poznania. Zakażenie koronawirusem porównuje do wypuszczenia dżina z butelki. I ostrzega, że nadal trzeba być czujnym.

Kiedy koniec pandemii?
fot. PAP/EPA/ETIENNE LAURENT

Zakażenie SARS-CoV-2 to eksperyment na żywym organizmie, który wykonuje sama natura, i my wciąż pewnych rzeczy do końca nie wiemy – twierdzi prof. Michał Witt, dyrektor Instytutu Genetyki Człowieka PAN w Poznaniu. Uważa, że głoszenie tezy o końcu pandemii luzowanie restrykcji związanych z pandemią jest przedwczesne, zwłaszcza w naszym kraju, i ryzykowne. Ma też swoją opinię nt. Omikrona i odporności stadnej.

Odporność stadna po Omikronie? Żarty…

Prof. Michał Witt w rozmowie z PAP mówi, że pojawiające się w przestrzeni publicznej informacje, jakoby zakażenia wariantem Omikron przebiegało łagodniej, co mogłoby wpłynąć na szybsze osiągnięcie tzw. odporności stadnej, to w jego opinii mylące i niebezpieczne podejście.
– Wiara, że zakażenie Omikronem jest najlepszym sposobem na uzyskanie odporności stadnej, jest niewłaściwa. Musimy pamiętać, że zakażenie koronawirusem to jak wypuszczenie dżina z butelki: nikt tego nie kontroluje. To są mechanizmy biologiczne, które działają niezależnie od nas – podkreśla. – System podawania szczepionek jesteśmy w stanie kontrolować i to bardzo dokładnie. Natomiast propagacji wirusa w populacji – w żaden sposób.

Omikron ostatnią mutacją koronawirusa?

Profesor uważa, że nie można także przyjąć, że dominujący obecnie wariant Omikron pozostanie już w takiej formie i nie należy obawiać się nowych wariantów.

– Nie możemy przyjąć, że wariant Omikron jest wariantem ostatnim. Wirus mutuje i będzie mutował w dalszym ciągu. Czy osiągnięty poziom odporności, jaki w tej chwili mamy (w wyniku kiepskiego wyszczepienia populacji, ale jednocześnie faktu, że mamy już wielu ozdrowieńców) będzie wystarczający do tego, żeby „zdusić” infekcję omikronową i nie dopuścić do następnych? Ja bym był bardzo ostrożny w tego typu kalkulacjach – mówi.

Ekspert wskazuje, że „naturalne dla ewolucji koronawirusów jest mutowanie w kierunku większej wirulencji i mniejszej zjadliwości”. Nie można jednak założyć, że nie pojawi się wariant, który będzie wysoko wirulentny, ale jednocześnie bardziej zjadliwy niż Omikron. – On może się pojawić tylko na jakiś czas i prawdopodobnie zostanie wyeliminowany w wyniku działania naturalnych mechanizmów biologicznych, ale skutki zdrowotne mogą być bardzo poważne – tłumaczy.

Traktowanie koronawirusa jak grypy jest bardzo ryzykowne

Profesor Witt zaznacza, że zapowiadane w ostatnim czasie łagodzenie restrykcji związanych z pandemią czy koncepcje, by zacząć traktować SARS-CoV-2 jak wirus grypy „to ryzykowny ruch”.
– Nie możemy w tej chwili traktować COVID-19 jak grypy. Trzeba pamiętać, że zakażenie wirusem SARS-CoV-2 to jest eksperyment na żywym organizmie, który wykonuje sama natura. I my pewnych rzeczy wciąż do końca nie wiemy. Tak, jak byliśmy zaskoczeni, chociaż nie powinniśmy byli być, pandemią wirusa SARS-CoV-2, tak nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co się będzie działo dalej – wyjaśnia ekspert. I dodaje: – Nie możemy w tej chwili przyjmować, że COVID-19 po prostu sobie z nami zostanie i będziemy sobie z nim walczyli tak jak z grypą. Można podejrzewać, że tak faktycznie kiedyś będzie, ale mówienie, kiedy to nastąpi, to jest wróżenie z fusów, tego nikt nie wie. A w takich kwestiach większa ostrożność zawsze jest lepsza, niż narażanie ludzi na poważne konsekwencje zdrowotne.

Kiedy będzie można uznać, że pandemia mija?

Profesor Witt uważa, że obecna sytuacja epidemiczna w naszym kraju nie skłania do wyciągania wniosku, że pandemia mija. – Trudno powiedzieć, jakie warunki muszą być spełnione, to powie statystyka. Nie można się jednak kierować liczbą nowych zakażeń, bo to jest bardzo mylące. Natomiast istotna jest liczba hospitalizacji, a przede wszystkim liczba zgonów. Dlaczego liczba nowych zakażeń nie jest miarodajna? Otóż polska populacja jest w dramatyczny sposób niedodiagnozowana – dodał.
Profesor Witt wskazał, że w Polsce wykonuje się najmniej testów na 1 tys. mieszkańców w całej UE. – Jesteśmy na 25. miejscu, w Europie gorsza od nas jest tylko Ukraina i Białoruś – zaznacza.
W Polsce wykonuje się ponad 700 testów na 1 tys. mieszkańców, czyli przeciętny Polak nie jest przebadany nawet raz. – Cypr ma ponad 22 tys. testów na 1 tys. mieszkańców, co daje najlepszy dowód, ile razy przeciętny Cypryjczyk jest badany. Musimy sobie również zdawać sprawę, że dane liczbowe, które nam są podawane i którymi dysponuje Ministerstwo Zdrowia, są myląco zaniżone. Trudno powiedzieć, przez jaki faktor należałoby pomnożyć te oficjalne dane, ale myślę, że to może być spokojnie faktor 5, może nawet 10 – wyjaśnia prof. Witt.

– W moim pojęciu to jest tak, że nie należy być zbyt optymistycznym w sytuacji, kiedy mamy do czynienia z naprawdę poważną chorobą. Chorobą, która ma ogromne konsekwencje zdrowotne, i to również dla całej populacji – uważa prof. Witt.

Źródło: PAP/Anna Jowsa