Zamknij

Laboratorium czy fermy zwierząt? Skąd naprawdę pochodzi koronawirus

09.06.2021
Aktualizacja: 09.06.2021 11:30
Skąd pochodzi koronawirus? Laboratorium czy z jaskini?
fot. Zhang Yuwei/Xinhua News/East News

Skąd naprawdę pochodzi koronawirus? To najczęściej zadawane pytanie. Czy "uciekł" on z laboratorium, a może przeszedł na człowieka ze zwierzęcia? Dowiedz się, co o tym myślą naukowcy.

  1. Koronawirus przeskoczył ze zwierzęcia na człowieka
  2. Koronawirus pochodzi z laboratorium w Wuhan
  3. Podsumowanie: sprawa będzie nadal wyjaśniania

Badacze na całym świecie szukają odpowiedzi na pytanie: skąd się wziął koronawirus SARS-CoV-2, który jest odpowiedzialny za globalną pandemię? Są dwie główne tezy. Pierwsza mówi o tym, że patogen ten przeskoczył ze zwierzęcia na człowieka. Druga, że pochodzi z laboratorium w Wuhan (albo został celowo stworzony, albo wydostał się przypadkiem, gdy nie powiódł się jeden z eksperymentów). Obie tezy mają swoich zwolenników w środowisku naukowym.

Koronawirus przeskoczył ze zwierzęcia na człowieka

Ta teza jest znacznie popularniejsza w środowisku naukowym. Jest nawet kilka badań, które przemawiają na jej korzyść. Na przykład kalifornijscy naukowcy opracowali drzewo genealogiczne koronawirusów, zwanych sarbecowirusami, które dzielą się na pięć linii. Należą do nich m.in. SARS-CoV-1 (linia 1), który przyczynił się do epidemii w 2003 r. oraz SARS-CoV-2 (linia 5), który odpowiada za obecną pandemię. Oba wirusy dostają się do ludzkich komórek za pomocą receptora ACE2. Co ciekawe, SARS-CoV-1 utracił w toku ewolucji  zdolność wykorzystywania ludzkich receptorów ACE2. Stało się tak z powodu delecji w ich genomie. Jednak potem odzyskał tę zdolność. Jak to się stało? Zdaniem badaczy nastąpiło to w procesie zwanym rekombinacją, czyli gdy dwa różne wirusy zaraziły to samo zwierzę w tym samym czasie, wskutek czego powstał hybrydowy wirus zdolny do zarażania ludzi poprzez ACE2. Stworzone przez naukowców drzewo genealogiczne pomogło ustalić geograficzne pochodzenie omawianych wirusów. Okazało się, że wszystkie wirusy wykorzystujące enzym ACE2 zostały wykryte w prowincji Yunnan. Zdaniem badaczy, oznacza to, że SARS-CoV-2 nie pochodzi z Wuhan, gdzie zgłoszono pierwsze przypadki COVID-19, ale z innych części Chin.

Zwolennikiem teorii, że koronawirus SARS-CoV-2 przeszedł ze zwierzęcia na człowieka jest również Christian Drosten, niemiecki wirusolog, który prowadzi badania nad koronawirusami od 20 lat. Jego zdaniem pierwszych śladów SARS-CoV-2 należy szukać na fermach zajmujących się hodowlą zwierząt mięsożernych, w przemyśle futrzarskim.

– Nie mam na to żadnych dowodów, z wyjątkiem wyraźnie udowodnionego pochodzenia SARS-CoV-1, a to jest wirus tego samego gatunku. Wirusy tego samego gatunku zachowują się podobnie i często pochodzą z tego samego źródła. W SARS-CoV-1 – i to jest naukowo udokumentowane – gospodarzami pośrednimi były jenoty i cywety. To jest pewne. Pewne jest również, że jenoty są szeroko wykorzystywane w przemyśle futrzarskim w Chinach. Jeśli gdziekolwiek kupisz kurtkę z futrzanym kołnierzem, to jest to prawie na pewno jenot. Tymczasem w literaturze naukowej nie ma żadnych badań – żadnych – które rzucają światło na to, czy hodowle jenotów lub innych zwierząt mięsożernych, na przykład norek, przenoszą w Chinach wirusa SARS-CoV-2 – powiedział w wywiadzie dla niemieckiego magazynu internetowego Republik Christian Drosten, niemiecki wirusolog. I dodał: – Zwierzęta futerkowe są drapieżnikami. Żywią się małymi ssakami, w tym nietoperzami. A nietoperze mają tylko jedno krótkie okno w roku, w którym rodzą swoje młode – w tym samym czasie. Wiele takich nowo narodzonych nietoperzy spada z sufitu i leży na podłodze. Dzikie zwierzęta o tym wiedzą. Wchodzą do jaskiń, gdzie bytują nietoperze i mogą najeść się do syta. […] W taki sposób mogą złapać wirusy. Na niektórych fermach przetrzymywane są również dzikie zwierzęta, więc łatwo sobie wyobrazić, że takie wirusy się tam pojawiają. […] A hodowla zwierząt na futra to przemysł, gdzie jest bliski kontakt zwierząt z ludźmi, gdzie można się zarazić.

Badacz podkreśla, że nie ma dowodów na to, iż SARS-CoV-2 pochodzi z hodowli zwierząt czy bardziej konkretnie – z fermy zwierząt futerkowych, ale świadczyłaby o tym wiedza, jaką zdobyliśmy w przeszłości.

Podobnego zdania są naukowcy, którzy z ramienia WHO badali źródło koronawirusa SARS-CoV-2. Prof. Peter Daszak, brytyjski zoolog i znawca ekologii chorób, w szczególności chorób odzwierzęcych, naukowiec w zespole WHO, który podróżował po Chinach, by ustalić m.in. źródło pandemii. W prowadzonym przez siebie blogu napisał, że prawdopodobnie źródłem koronawirusa SARS-CoV-2 są fermy dzikich zwierząt zlokalizowane w prowincji Yunnan w południowych Chinach. Jego zdaniem najprawdopodobniej hodowane na tych fermach zwierzęta zostały zarażone koronawirusem SARS-CoV-2 od nietoperzy żyjących w tych okolicach. To właśnie tam wirusolodzy znaleźli nietoperza, który był nosicielem patogenu w 96 proc. genetycznie podobnego do SARS-CoV-2.

Koronawirus pochodzi z laboratorium w Wuhan

To teza, która jest stawiana od początku pandemii koronawirusa SARS-CoV-2, najbardziej lubiana przez zwolenników spiskowych teorii. W ostatnim czasie zrobiło się o niej głośno za sprawą Stanów Zjednoczonych, które zarządały od Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) przeprowadzenia drugiej fazy śledztwa w sprawie pochodzenia SARS-CoV-2. Amerykański prezydent zwrócił się również do amerykańskich agencji wywiadowczych, by "podwoiły wysiłki" w celu zbadania pochodzenia koronawirusa, w tym teorię, że wziął się on z chińskiego laboratorium. Głos w tej sprawie zabrał również Anthony Fauci, szef NIAD (Krajowego Instytutu ds. Alergii i Chorób Zakaźnych) i główny doradca medyczny prezydenta USA. Naukowiec za pomocą mediów (podczas wywiadu) zwrócił się do władz Chin z prośbą, by ujawniły dokumentację medyczną dziewięciu osób, które zachorowały na podobną do COVID-19 chorobę w 2019 i 2012 r. Informacje na temat ich stanu zdrowia mogłyby – zdaniem Fauciego – dostarczyć istotnych wskazówek na temat tego, czy koronawirus wyciekł z laboratorium w Wuhan.

Chodzi o dane sześciu górników, którzy w 2012 r. zachorowali po wejściu do jaskini, w której bytowały nietoperze (trzech z nich zmarło) oraz trzech naukowców, pracujących w Instytucie Wirusologii w Wuhan, którzy pobierali próbki od nietoperzy po śmierci górników i zachorowali w listopadzie 2019 r.

O co chodzi w tej historii? W kwietniu 2012 roku sześciu robotników oczyszczających szyb kopalni w mieście Tongguan w powiecie Mojiang (prowincja Yunnan) z odchodów nietoperzy zachorowało na nieznaną chorobę przypominającą zapalenie płuc. Mieli gorączkę i trudności z oddychaniem. Do połowy sierpnia 2012 r. trzech z nich zmarło, a badacze podejrzewali, że chorobę mogły wywołać koronawirusy. Na miejsce zostali wysłani naukowcy z Instytutu Wirusologii w Wuhan. Pobrali próbki od 276 nietoperzy i zidentyfikowali szereg nowych koronawirusów, w tym jeden, który nazwali RaBtCoV/4991.

W lutym 2020 roku, po wybuchu pandemii COVID-19, zespół pod kierunkiem dr Shi Zhengli z Instytutu Wirusologii w Wuhan opisał w czasopiśmie „Nature” wirusa RaTG13 w 96,2 proc. podobnego genetycznie do SARS-CoV-2. W kolejnych tygodniach doktor Shi wyjaśniła, że chodzi o tego samego wirusa, a nazwę zmieniono, by oddać w niej gatunek nietoperza i miejsce pobrania próbki. Później zaktualizowano artykuł w czasopiśmie „Nature”, dodając do niego informacje o chorych robotnikach, ale zaznaczono, że nie byli zakażeni koronawirusem wywołującym COVID-19. W maju 2020 r. zespół dr Shi opublikował w internecie kolejny artykuł, w którym napisano, że koronawirusy znalezione w kopalni były tylko w 77,6 proc. podobne do SARS-CoV-2, a tylko jeden odcinek sekwencji genetycznej był podobny w 97,2 proc. W tekście napisano: „Choć pojawiają się spekulacje, że SARS-CoV-2 mógł powstać w wyniku wycieku RaTG13 z laboratorium, doświadczenia naukowe tego nie potwierdzają”.

Potwierdziła to również grupa naukowców pracujących pod egidą WHO, która odwiedziła laboratorium w Wuhan na początku 2021 r. Ich zdaniem RaTG13 jest genetycznie zbyt odległy od SARS-CoV-2, a ponadto nigdy nie został wyhodowany w chińskim laboratorium. Ich zdaniem teza o wycieku tego patogenu z laboratorium jest "skrajnie mało prawdopodobna".

Mimo opinii naukowców sprawa kopalni w mieście Tongguan stała się punktem zaczepienia dla zwolenników tej teorii. Władze Chin stanowczo i konsekwentnie zaprzeczają, by koronawirus SARS-CoV-2 wyciekł z laboratorium.

Podsumowanie: sprawa będzie nadal wyjaśniania

Zdaniem części naukowców najbardziej prawdopodobna jest teza o zakażeniu SARS-CoV-2 ze źródła naturalnego – być może nietoperzy – poprzez inne zwierzęta. Wskazują na to ustalenia poczynione m.in. w laboratorium w Wuhan. Krytycy tej tezy natomiast podkreślają, że chińskie władze mogły ukryć kluczowe dane i nie dać naukowcom odwiedzającym Wuhan wystarczającej swobody działania. Spekulacje dotyczące kopalni w Tongguanie podsyca natomiast fakt, że – jak wynika z doniesień zachodniej prasy – lokalne władze zabraniają dostępu do tego miejsca. Dla jednych jest to dowód dbałości o zdrowie publiczne (wchodząc do kopalni, można zarazić się koronawirusem, podobnie jak wspomniani górnicy), dla drugich jest to dowód na to, że władze mają coś do ukrycia.

Wszystkim zależy na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy. Wiedza o tym, skąd wziął się koronawirus SARS-CoV-2 pozwoli w przyszłości uniknąć podobnych zdarzeń, jakich jesteśmy obecnie świadkami. Grupa uczonych z USA, Kanady, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii wystąpiła niedawno na łamach prestiżowego periodyku „Science” z apelem o przeprowadzenie przejrzystego i poddanego niezależnemu nadzorowi śledztwa w sprawie obu tych możliwości. Szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus potwierdził, że wszystkie hipotezy będą dalej rozważane i konieczne są dalsze badania. Jednak decyzja w sprawie kolejnej misji jeszcze nie zapadła.

Źródło: PAP/ BusinessInsider/ Wall Street Journal/ Republik