Mają COVID-19, a mówią, że to przeziębienie. Tak Polacy ukrywają koronawirusa

18.11.2020
Aktualizacja: 18.11.2020 20:15
Koronawirus: chorzy zwlekają z sięgnięciem po pomoc.
fot. Shutterstock

Specjaliści próbują dowiedzieć się, co sprawia, że koronawirus ciągle nie odpuszcza. Dochodzą do wniosku, że niektórzy zbyt długo zwlekają z sięgnięciem po pomoc, ukrywają się z COVID-19, nie przyznając się do choroby.

  • Pacjenci z obawy przed COVID-19, próbują ukryć chorobę. Przez długi czas uznają, że to przeziębienie.
  • Prof. Joanna Zajkowska zauważa, że nie radzimy sobie z wykrywaniem COVID-19 na wczesnym etapie. Lepszy jest w tym zdecydowanie model szwedzki.
  • Szwedzi wybrali strategię stadnej budowy odporności. Wciąż jednak jest za wcześnie, by móc ocenić, czy była to dobra decyzja.

Przeziębienie a może COVID-19? Polacy oszukują

– Pacjenci wyczekują, aż poczują się gorzej, mówią, że to tylko przeziębienie. Być może dzieje się także względu na trudności w szybkim wykonaniu badania na COVID-19 i z obawy przed nałożeniem izolacji co łączy się z wyłączeniem z aktywności – a w tym czasie zakażają – mówi prof. Joanna Zajkowska.

Prof. Zajkowska, zastępca kierownika Kliniki Chorób Zakaźnych i Neuroinfekcji Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku przyznaje, że podoba jej się model szwedzki.

Przypomnijmy, Szwecja wiosną nie zdecydowała się na wprowadzenie lockdownu. Władze tego kraju wybrały strategię budowania odporności stadnej, aktywnie zniechęcając obywateli do noszenia maseczek. Gospodarka funkcjonowała normalnie, czynne były bary i restauracje. Pod koniec września ogłoszono nawet, że kraj zbliżył się do progu wytworzenia odporności populacyjnej.

Ważna informacja

Model walki z pandemią w Szwecji

Szwedzi nie muszą nosić maseczek, ale obowiązuje zakaz zgromadzeń powyżej 50 osób, uczniowie szkół średnich uczą się w trybie zdalnym, a władze zachęcały wszystkich do utrzymywania dystansu społecznego.

– Szwedzi mają możliwość pozostania w domu przez pięć dni – bez usprawiedliwienia, gdy mają lekkie objawy, bez potrzeby kontaktu z lekarzem. To umożliwia im pozostanie w domu, na samym początku zakażenia. A jeśli choroba nie mija, wówczas lekarz przedłuża zwolnienie – mówi.

Prof. Joanna Zajkowska dodaje, że gdyby lekarze rodzinni mieli od początku epidemii możliwość kierowania na badanie w kierunku COVID-19, nawet bez badania fizykalnego, szybciej byśmy identyfikowali osoby zakażone, a liczba zachorowań nie zwiększałaby się tak gwałtownie. Tymczasem, stosując polski model, nie radzimy sobie z wykrywaniem COVID-19 na wczesnym etapie.

Źródło: www.termedia.pl