Koronawirus zabija lekarzy i personel medyczny. Nic ich nie chroni

26.03.2020 14:22
Koronawirus zabija lekarzy i personel medyczny. Nic ich nie chroni

Lekarze i personel to jedna z najbardziej narażonych grup w pandemii koronawirusa. Przemęczenie, bezpośredni kontakt z chorymi i brak odpowiednich zabezpieczeń – wszystko to sprawia, że liczba chorych medyków rośnie. We Włoszech liczba zmarłych lekarzy wzrosła do 36. 17 z nich to lekarze rodzinni. Zakażonych jest ponad 5 tysięcy pracowników służby zdrowia. Scenariusz zaczyna powtarzać się również w Polsce. 

Koronawirus: umiera coraz więcej lekarzy i personel medyczny

W całej Polsce lekarze, ratownicy, pielęgniarki i pielęgniarze, jak również salowe zostali w obliczu epidemii pozostawieni sami sobie. Brakuje im absolutnie podstawowego sprzętu ochrony przez zarażeniem - maseczek, płynów dezynfekujących, specjalnych kombinezonów - przez co w swej pracy są nieustannie narażeni na zakażenie groźnym wirusem. Własnymi siłami próbują walczyć o życie swoje, bliskich i pacjentów. 

O problemie zaczynają informować we wpisach na Facebooku. Renata Piżanowska, położna ze szpitala w Nowym Targu napisała o prowizorycznych maseczkach wykonywanych z ręcznika papierowego i zamieściła zdjęcie swych rąk podrażnionych po nieustannym kontakcie z płynem dezynfekującym. Zaraz po tym, została dyscyplinarnie zwolniona.

Nikt z pracowników szpitala nie chce udawać, że sytuacja jest opanowana. Takich apeli jest więcej, swoją sytuacje opisał również lekarz kardiolog: „Jestem lekarzem Oddziału Kardiologii. Dziś na moim Oddziale udało się uzyskać maseczki ochronne na twarz. Najzwyklejsze chirurgiczne. Żadne tam „ochronne”. Z powodu ich braku podzieliliśmy: dla pielęgniarki 1 maska na 6 godzin zmiany dziennej, 1 maska na 12 godzin na zmianie w nocy. Na sali intensywnego nadzoru 1 maska na 3 godziny. Zależnie od intensywności kontaktu z chorymi i wobec braku na razie wirusa w moim szpitalu. Żadna pielęgniarka dziś swojej maski nie założyła, oszczędzają na gorsze czasy”.

Niestety, lekarzom każe się milczeć i przez to trudno ustalić m.in. ile osób zmarło z powodu koronawirusa. Kilka dni temu, Józefa Szczurek-Żelazko, wiceminister zdrowia, rozesłała do krajowych konsultantów medycznych pismo, w którym żąda od nich zakazania konsultantom wojewódzkim wyrażania w mediach opinii związanych z epidemią COVID-19. O sytuacji epidemicznej ma informować konsultanci krajowi, po uprzedniej konsultacji z resortem zdrowia i GIS.

Trudno ukryć jest to, że lekarze i pracownicy medyczni są najbardziej narażeni, jak również to, że stanowią zagrożenie dla innych. Z tych dwóch powodów powinni być objęci specjalną opieką.

We Wrocławiu zamknięto odział onkologiczny w Szpitalu Wojewódzkim przy ul. Kamieńskiego – tam chora okazała się jedna z pielęgniarek. Ewakuację przeprowadzono też w Dolnośląskim Centrum Chorób Płuc przy ul. Grabiszyńskiej. Od pacjenta zaraziło się tu aż 16 pielęgniarek i salowych i kilkoro pacjentów.

W Warszawie trzeba było zamknąć część ogromnego szpitala przy Banacha wraz z Izbą przyjęć – nosicielem wirusa okazał się szef personelu pielęgniarskiego. W szpitalu powiatowym w Grójcu doszło do zarażenia jedenaściorga pacjentów i siedmiorga lekarzy – kilkadziesiąt innych osób trafiło na kwarantannę. Z powodu zakażonych lekarzy zamykane są oddziały w Nowym Mieście nad Pilicą, oddział chirurgii dziecięcej w Zielonej Górze, Gdyni.

Jeden z lekarzy oddziału gastrologicznego w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim poinformował, że jest zakażony koronawirusem. Mimo to szpital nie zostanie zamknięty.

Zarażonych przybywa, choć, jak dotąd, nie stwierdzono zgonów bezpośrednio z powodu koronawirusa w środowisku medycznym. Na początku były podejrzenia, dotyczące  prof. Wojciecha Rokity z Wojewódzkiego Szpitala w Kielcach, że zmarł z powodu koronawirusa. Jednak informacja została zdementowana, władze szpitala podkreśliły, że zakażenie nie było przyczyną zgonu lekarza. Według innych doniesień przyjaciół i rodziny lekarz popełnił samobójstwo z powodu hejtu.

Koronawirus: coraz więcej ofiar wśród lekarzy w Chinach i we Włoszech

Włoskie media podkreślają, że tragiczny bilans zgonów lekarzy rośnie niemal z godziny na godzinę. Zakażonych jest ponad 6200 pracowników służby zdrowia w całym kraju, czyli ok. 9% pracowników. Organizacje lekarzy apelują o zapewnienie środków ochrony osobistej personelowi w szpitalach, gdzie przebywają tysiące ludzi zarażonych koronawirusem.

W Chinach koronawirusem zaraziło się co najmniej 1716 pracowników służby zdrowia, a sześciu z nich zmarło. Zmarł m.in. Li Wenliang, lekarz z Wuhan, który jako pierwszy ostrzegł o epidemii koronawirusa. Miał zaledwie 34 lata. Był jednym z kilku lekarzy atakowanych przez śledczych za próbę rozpowszechniania informacji o groźnym koronawirusie, kiedy ten był jeszcze we wczesnym stadium rozwoju.

„Zmęczony lekarz = martwy pacjent” – głosił jeden z transparentów eksponowanych przez Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy pod siedzibą Parlamentu Europejskiego w Strasburgu podczas grudniowej manifestacji lekarzy europejskich. W dobie koronawirusa ma to jeszcze głębsze znaczenie. Bez lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych i pracowników laboratoriów nie pokonamy wirusa.

Czy zmotywuje nas akcja „Nie kłam medykowi, nie kłam ratownika”? – Niestety, mamy coraz więcej przypadków zachorowań lekarzy, ratowników medycznych, pielęgniarek i innych pracowników służby zdrowia. Najczęściej zarażają się od pacjentów, którzy ukrywają swój niedawny pobyt za granicą, w miejscach, gdzie szaleje epidemia – czytamy w apelu.

Ważne jest to, abyśmy współpracowali, by tak było trzeba zapamiętać: – Jeśli źle się czujesz, a niedawno wróciłeś z Włoch, z Niemiec, z Francji, czy z innego kraju, gdzie panuje koronawirus, przyznaj się lekarzowi. Nie okłamuj, nie zatajaj informacji. Pracownicy służby zdrowia i tak są najbardziej narażeni na niebezpieczeństwo. Jeśli zachorują lub będą musieli pójść na kwarantannę, kto będzie ratował chorych?

Źródło: PAP