Koronawirus w rehabilitacji. "Zapominają o tym, że dla ich dobra nie możemy się spotkać"

09.04.2020
Aktualizacja: 09.04.2020 18:28
Rehabilitacja a koronawirus
fot. Shutterstock

E-konsultacje lekarskie i e-rehabilitacje to w czasie epidemii jedyny ratunek. Trudno to sobie wyobrazić, bo przecież chodzi o nasze zdrowie, czasem życie. Mimo obaw okazuje się, że jest to możliwe. Tylko my wszyscy musimy się przekonać do nowej formy pracy, nawet w medycynie. Fizjoterapeukta, Rita Calderaro-Poczmańska oferuje konsultacje online, ale przyznaje, że jest to niełatwe, ale jedyne rozwiązanie. 

Wiktoria Dróżka: Rehabilitacja online - trudno to sobie wyobrazić. Wydaje się to abstrakcyjne.

Rita Calderaro-Poczmańska, fizjoterapeutka: Zacznijmy od tego, że nic nie zastąpi rehabilitacji klasycznej, kiedy terapeuta może dotknąć dziecko. W swojej pracy miałam okazję jeszcze przed pandemią, przeprowadzić fizjoterapię online z dwójką dzieci z Wielkiej Brytanii. Było to trochę wymuszone, na prośbę rodziców. Niechętnie, ale się zgodziłam. Stwierdziłam, że znają ryzyko, a im bardzo zależało na pracy ze mną. Podjęłam próbę i wiem, że jest to bardziej skomplikowana operacja, zarówno dla mnie, jak i samych rodziców.

Moje dwie próby pracy online udały się, zakończyły się sukcesem. Natomiast nie jestem przekonana, czy gdybym nie miała tamtych doświadczeń, to czy teraz, w takiej sytuacji, byłabym otwarta na e-rehabilitację. Pewnie bym zastanawiała się nad tym, jak większość z nas, w jaki sposób rehabilitacja może odbywać się przed internet.

Pomocne jest to, że ja w swojej pracy codziennej, bardzo mocno angażuję rodziców w cały cykl rehabilitacyjny. Zadaje rodzicom „prace domowe”, czyli gotowy zestaw ćwiczeń dobrany specjalnie do dziecka. Następnie razem ćwiczą w domu. Po jakimś czasie znowu spotykamy się na e-konsultacji i dostosowuję kolejny zestaw. Jestem ich „coachem”, który też monitoruje, czy wszystko przebiega dobrze. Dzięki takiemu modelowi pracy okazuje się, że jest podobnie. Jest to natomiast utrudnienie dla mnie, bo mam ograniczony kontakt z pacjentem. W takiej sytuacji trudniej mi diagnozować dziecko. Na pewno przydaje mi się 10-lat doświadczenia w pracy. „Namacałam” i naoglądałam się tylu maluszków, że wiele mogę poznać po tym, jak dziecko się zachowuje.

Zresztą bardzo szczegółowy wywiad z rodzicem daje główną bazę wiedzy i informacji. Według mnie rodzice są bardzo dobrymi diagnostami, tylko nie potrafią tego nazwać w fachowy sposób. Sam rodzic jest dla mnie ogromną kopalnią wiedzy. Później rodzice nagrywają filmiki, uwzględniając moje wytyczne. Potem te materiały analizuję, to też trochę trwa, bo odbywa się to wieloetapowo. Przy pierwszym odtworzeniu nagrania, skupiam się na rączkach, przy drugim na ułożeniu główki, przy trzecim na pracy tułowia.

Co jest najtrudniejsze teraz w pracy?

Najtrudniejszy jest dla mnie ten szarpany system pracy. Wcześniej miałam godzinne spotkanie, podczas którego wiele rzeczy załatwiałam od razu. Obecnie, najpierw się spotykam z pacjentami online, następnie czekam na przesłanie filmików, które musza dokładnie przeanalizować, później znowu oddzwaniam do rodziców. Potem ja przesyłam nagrania, potem oni, by pokazać mi, jak wykonują ćwiczenia. Po czym komentuję, czy to są dobrze, czy źle wykonywane. Taka konsultacja potrafi trwać dwa dni.

Jak długo musiała pani przekonywać do e-konsultacji?

Zdecydowana większość to pacjenci z mojego gabinetu, którzy nie mieli z tym większego problemu. Wiedzieli, jaka jest sytuacja i godzili się na to. Jeśli chodzi o nowych pacjentów, trudno mi powiedzieć, bo oni zapisują się przez portal znanylekarz.pl. Nie miałam okazji porozmawiać, jak wyglądał proces decydowania się na e-rehabilitację. Wczoraj udało mi się porozmawiać z mamą 6-tygodniowego maluszka, u którego już pediatra wyłapał problem. Z powodu epidemii wszyscy kazali jej czekać. Tylko pytanie jak długo. Problemem jest to, że nikt nie wie, jak długo to wszystko potrwa. Myślę, że u rodziców małych dzieci presją jest czas.

Czego najbardziej boja się głównie rodzice? Tego, że nieodpowiednio dotkną dziecko podczas ćwiczeń, czy upływającego czasu?

Zdecydowanie niewiedza, kiedy to się skończy. Presja czasu w przypadku małych dzieci. Ja sama na tyle dokładnie instruuję rodziców, że szybko uczą się, jak dotknąć dziecko, by nie zrobić mu krzywdy. Poza tym podkreślam, że jestem zawsze dostępna i mogą dzwonić o każdej porze.

Czy myśli pani, że ten pomysł wejdzie na dłużej? Może rehabilitacja stacjonarna stanie się mniej popularna?

Myślę, że nie ma na to szans. Nic nie zastąpi rąk fizjoterapeuty. Osoby, które pracują np. z fizykoterapią, muszą fizycznie, manualnie podziałać na pacjenta. Natomiast same konsultacje mogą zostać bardziej rozpowszechnione.

Wiem, że zdarzali się rodzice, którzy dzwonili do pani i namawiali do złamania zasad kwarantanny. Jak reagowali na pani odmowę?

Zdecydowana większość reagowała pozytywnie. Może dlatego, że najpierw tłumaczę i nie mam negującej postawy wobec nich. Rozumiem, że dla nich najważniejsze jest dobro ich dziecka. Natomiast trochę zapominają o tym, że dla ich dobra nie możemy się spotkać. Kiedy oni zaczynają to rozumieć, inaczej patrzą też na sytuację i płynniej przechodzą w tryb online. Robię to dla ich dobra oraz dziecka. To musi być zbiorowa odpowiedzialność w tej sytuacji. Warto otworzyć się na nowe rozwiązania.