Szwedzki model walki z epidemią. Przebłysk geniuszu czy sen szaleńca?

12.05.2020 14:24
Koronawirus w Szwecji
fot. Shutterstock

Szwedzki model walki z epidemią to najbardziej liberalny model w Europie. Zakłada samoizolację osób z grup ryzyka i stopniowe wzmacnianie odporności populacyjnej. Budzi wiele kontrowersji.

Znajomy, który właśnie dotarł do Szwecji, napisał na Facebooku, że chowa swój "antywirusowy pakiet", bo w Szwecji nie ma ograniczeń związanych z epidemią. Przez pierwsze dwa dni przecierał oczy ze zdumienia. Miał wrażenie, że cofnął się w czasie do momentu sprzed wybuchu pandemii. Model szwedzki zakłada bowiem, że wirus musi się rozprzestrzenić w naturalny sposób, żeby wytworzyła się odporność populacyjna. Czy to ma sens?

Koronawirus w Szwecji

Eksperci ze Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jak mantrę powtarzają: testować, śledzić, izolować.

W niektórych krajach powołano nawet specjalne zespoły detektywów, odpowiedzialnych za śledzenie kontaktów z zakażonymi, identyfikację i testowanie potencjalnie chorych.

A w Szwecji? "Szczepionka nie daje tak dużej odporności jak jedna naturalna infekcja" - głosi epidemiolog prof. Johan Giesecke.

I dodaje: "Kraje, które wprowadzają tzw. lockdown podejmują ogromne ryzyko".

Koronawirus w Czechach

Patrząc na liczby, wątpliwości nie ma. W Szwecji koronawirusa potwierdzono już u ponad 2,6 tys. osób na milion mieszkańców (stan na 12 maja), wykonano niecałe 15 tys. testów na milion mieszkańców, a liczba zgonów na milion wynosi - 322.

W Czechach (żeby tak nie z własnego podwórka), gdzie lockdown wprowadzono od razu po rozpoznaniu koronawirusa w kraju, potwierdzono 764 przypadki zakażenia na milion mieszkańców (stan na 12 maja), przeprowadzono ponad 29 tys. testów na milion mieszkańców, a liczba zgonów na milion wynosi... 26.

Co więcej, czeski rząd właśnie podjął decyzję o częściowej rezygnacji z nakazu noszenia masek ochronnych na twarzy, a Czesi znów usiedli w ogródkach piwnych.

Przewagę 0,61:0,97 na rzecz Czech widać też na interaktywnym wykresie współczynnika R Simasa Kucinkasa z berlińskiego Uniwersytetu Humboldtów. Współczynnik R, czyli współczynnik reprodukcji wirusa, określa średnią liczbę osób, którą zaraża jedna osoba. Gdy spada poniżej 1, sytuacja zaczyna się stabilizować.

Ok., może i mamy większą liczbę zachorowań i większą liczbę zgonów, ale u nas społeczeństwo nabierze odporności populacyjnej przed ewentualną drugą falą epidemii - odbijają pałeczkę Szwedzi.

Czy to się może udać?

Koronawirus - odporność populacyjna

Przede wszystkim nie wiadomo, co stanie się z wirusem. Jeśli tak jak SARS wygaśnie po jednym sezonie, to cała teoria psu na budę i po prostu umrze więcej ludzi. Oczywiście teza, że wirus wygaśnie po jednym sezonie, jest mało prawdopodobna, więc idźmy dalej.

Koronawirus SARS-CoV-2 może też wracać sezonowo jak grypa, za każdym razem w trochę innej postaci. Jak powszechnie wiadomo, przechorowanie grypy nie daje odporności, więc znów - teoria do kosza.

Po trzecie, kontrowersyjna jest teza, że szczepionka nie daje takiej odporności jak naturalna infekcja. Z wielu przyczyn. Nie wiadomo, jakie będą powikłania po przechorowaniu koronawirusa i czy bilans "zysków i strat" ostatecznie wyjdzie na plus. Niewydolność serca po grypie, po latach może zabić pacjenta.

Są także wirusy, które po przechorowaniu, zostają w organizmie. Przykładem jest choćby ospa, która nawet łagodnie przechorowana w dzieciństwie, po latach może wrócić w postaci bolesnego półpaścia.

W końcu: nie wiadomo, jak rozwinie się infekcja. W najgorszym scenariuszu - odporność może już nie być potrzebna pacjentowi na kolejny sezon.

A odporność populacyjna?

Według ekspertów z francuskiego Instytutu Pasteura, aby powstrzymać drugą falę epidemii, konieczne jest wykształcenie odporności przez 70 proc. populacji.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) 11 maja po raz kolejny skrytykowała szwedzki pomysł budowania odporności populacyjnej, podkreślając, że wciąż jest za mało badań na temat odporności po przechorowaniu koronawirusa, a z szacunków organizacji wynika, że przeciwciała przeciw koronawirusowi SARS-CoV-2 ma mniej niż 10 proc. ludzkości.

Źródło: bussinessinsider.com, worldmeters.info