Lekarz ostro o teleporadach. Przestrzega przed tym trendem

04.09.2020
Aktualizacja: 04.09.2020 10:53
Koronawirus i teleporady: czy to się sprawdzi?
fot. Shutterstock

W czasie pandemii bardzo mocno rozwinęły się teleporady, czyli diagnostyka przez telefon. Ma to stanowić alternatywę w kontakcie z lekarzem w ten sposób pacjent nie musi spotkać się z lekarzem w gabinecie, co chroni obie strony przed zarażeniem się COVID-19. Ma to swoje mocne, ale i słabe strony. Pacjenci skarżą się m.in. na problem z dostaniem się na wizytę do specjalisty, gdy muszą zostać zbadani Sytuację postanowił skomentować znany lekarz rodzinny. 

Już od początku trwania pandemii lekarze zaczęli konsultować pacjentów za pomocą teleporad. Nowe podejście minimalizuje ryzyko zakażenia koronawirusem, ale stwarza też nowe zagrożenia. Michał Domaszewski, lekarz rodzinny na swoim profilu instagramowym odpowiedział na pytanie, czy teleporady mogą zastąpić wizyty w gabinecie. Jego wpis rozwinął burzliwą dyskusję.

Teleporady czy wizyty osobiste? Od jakiegoś czasu w Internecie wrze z powodu utrudnionego dostępu do lekarzy. Czytałem już o kilku historiach pacjentów, którzy nie mogli się dostać do lekarza. Pacjentka na zdjęciu ma ból gardła - w jej przypadku oczywiście teleporada nie ma sensu. Tak jak i większości wizyt. Osobiście bardzo zraziłem się do telemedycyny i teleporad w każdej postaci, bo bardzo łatwo o błędną diagnozę. Sorry, ale przez telefon nie spojrzę w gardło ani nie przyłożę słuchawki. Nawet zdjęcia nie oddadzą prawdziwego koloru zmiany skórnej, nie wiem, czy ktoś prawidłowo badał swoje ciśnienie itd. Uważam, że poleganie głównie na telemedycynie to "ślepa uliczka".(!) Znakomita większość mojej pracy to nadal wizyty osobiste z zachowaniem maksimum bezpieczeństwa.

W dalszej części wpisu czytamy o tym, jak łatwo o błąd, jeśli nie widzi się pacjenta na żywo. Według lekarze niedopuszczanie pacjentów do przychodni jest niewłaściwe . Teleporady mogą być pomocne, ale tylko sytuacjach, gdy potrzebna jest recepta lub skierowanie na badanie. W przypadku dolegliwości, należy to sprawdzić w gabinecie. 

Zdaje sobie sprawę z ryzyka, ograniczonej ilości środków ochrony osobistej (przychodnia prawie żadnych nie dostała z Ministerstwa Zdrowia), zagrażającego widma kwarantanny i możliwości transmisji, ale mimo wszystko wolę to niż widmo błędu. Niedopuszczalne jest zamykanie przychodni przed pacjentami i wykonywanie TYLKO teleporad. Telemedycyna oczywiście idealnie się sprawdza w sprawach "biurokratycznych" - recepty ponowne, skierowania na badanie kontrolne itd., może też "ostudzić" zapał tych, którzy traktują wizytę w jak spotkanie w kawiarni, ale na tym koniec – czytamy w dalszej części wpisu

Przeczytaj: Nowe zasady kwarantanny: najważniejsze zmiany

W sprawie wypowiedzieli się też internauci. Jedna z osób zwróciła uwagę na nacisk ze strony służ medycznych do skorzystania z teleporady. – Pytanie, co robić w takiej sytuacji? A co zrobić, jeśli potrzebuję wizyty, a pielęgniarka w rejestracji uparcie poleca teleporadę, jak wyegzekwować ją w zamkniętej na klucz przychodni? To jest żenujące! – napisała internautka

W dyskusji wypłynęła również kwestia – trudności w dostaniu się do specjalistek. Pod wpisem lekarza czytamy: Moja siostra z ostrym zapaleniem wyrostkiem jeździła od szpitala do szpitala, takie nastały czasy, że strach chorować. Problem dotyczy również małych dzieci. Jest tragedia. Pediatrzy żądają wysłania zdjęć wysypki czy gardła MMS-em albo innym komunikatorem, ale w przychodni lekarz nie umawia wizyt, żeby osobiście pacjenta zobaczyć. Więc płacimy i chodzimy prywatnie do innego lekarza. I zaczynam się zastanawiać, czy właśnie o to w tym wszystkim chodzi? Skoro lekarz nie leczy pacjentów, to za co otrzymuje wynagrodzenie? I dlaczego ja mam wydawać pieniądze, bo podstawowa opieka zawodzi? Jestem mama dwójki dzieci 2 i 4 lata, ich zdrowie i bezpieczeństwo są dla mnie najważniejsze i cholernie boje się sezonu infekcyjnego, który przed nami i braku możliwości konsultacji z lekarzem.

Grono pacjentów oburza fakt, że lekarze w prywatnych gabinetach przyjmują bez przeszkód zaś w państwowych placówkach odmawiają wizyt. –Na NFZ u mnie przychodnia nie przyjmuje tylko teleporada, ale można skorzystać z opcji wizyty prywatnej i wtedy po południu ten sam lekarz przyjmuje już normalnie pacjenta, czyli jak wizyta prywatną to wtedy nie ma już COVID-u – pisze kolejna osoba.

Wpisów zrozpaczonych rodziców, którzy nie mają, gdzie pójść po pomoc medyczną dla swojego dziecka, jest więcej. 7- miesięczne dziecko trafia do szpitala po tygodniu teleporad, biegunka, w badaniach potas 2.2, pH 6.9, gratulacje dla lekarzy. Mam osobiście tego serdecznie dość.

Opinia doktora jest odosobniona, bo 5 tys. lekarzy skupionych wokół jakieś tam organizacji jest przeciwnych powrotowi do wizyt bezpośrednich.